4 cze 2016

Viper

Jako człowiek: 
Jako wilk:

Imię: Viper
Pseudonim: Ciężko mu sie do tego przyznać, ale często wołają mu Viperek. Dla znajomych Vi. Często przestawia się też jako Percy.
Płeć: Basior. Tak męski, że aż oślepłeś.
Wiek: 18 lata, ale z zachowania został przy szczeniaku.
Klan: Błękitnej Księgi
Żywioły:Kryształ, Krew, Woda
Moce: *Posejdon - Inaczej władza nad żywiołem morza i wód. Viper potrafi tworzyć wiele przydatnych rzeczy z wody, umie oddychać pod wodą, potrafi wyczuć najbliższe źródło oraz określić, czy nadaje się ono do kąpieli, czy picia. Umie rozkazywać wszelkim stworzeniom morskim, potrafi sterować źródłem wody, a nawet ożywiać dzięki niej niewielkie przedmioty.
*Tropiciel - Gdy Viper używa tej mocy, jego oczy zmieniają kolor na czerwony, a źrenice stają się prawie niewidoczne. Moc ta polega na tym, że Viper widzi tylko cztery kolory: czerwony, szary, czarny i biały. Kolor czerwony oznacza ślady krwi. Zmysły mu się wyostrzają i jest w stanie dostrzec jakie kolwiek ślady krwi, określić do kogo należy itp. Jest to wbrew pozorom bardzo przydatna moc.
*Jasnowidz - Gdy Percy używa tej mocy, jego oczy zmieniają kolor na złoty. Viper jest w stanie przewidzieć następny ruch przeciwnika. W porównaniu do Tropiciela, Viper widzi trzy kolory: złoty (przewidziany ruch przeciwnika), szaro (przeciwnik), oraz biały (tło).
*Góra kryształowa - Chłopak wytwarza gigantyczne, ostre jak brzytwa i o różnych rozmiarach, góry kryształowe. Wyskakują one z ziemi, jak z procy i zazwyczaj przebijają przeciwnika na wylot.
*Kropla krwi - Jeżeli Percy'emu dostanie się choćby kropla krwi przeciwnika, potrafi on sterować jego ciałem. Albo wykorzystuje go jak marionetkę, albo powoduje bolesną śmierć, poprzez wykrwawienie.
*Kryształowy deszcz - Percy potrafi tworzyć deszcz ostrych jak strzały spadających z nieba kryształów. Kryształy te mogą mieć wielkość od dziesięciu, do nawet trzydziesty centymetrów. Zasięg tego ataku wynosi kilometr kwadratowy. Ponieważ Percy, w czasie tego ataku stoi w zrobionym przez siebie ochronnym kręgu, osoba która stoi wraz z nim w polu ochronnym, jest również chroniona przed deszczem.
*Dance with Dragon - bardzo stare zaklęcie, polegające na przywoływaniu dowolnej mocy poległych smoków. Zaklęcie to jest bardzo niebezpieczne, ponieważ nigdy nie wiadomo, jakie zaklęcie się przyzwie... Viper tylko dwa razy go użył...
Charakter: Viper to osoba pozytywnie nastawiona do życia. Lubi uganiać się za dziewczynami i imprezować, ale tak ostro. Do nauki nigdy się nie przykładał, bo po jakie gówno potrzebne mu są jakieś durne wzory chemiczne? Jeżeli się jednak postara, to potrafi się skupić na rzeczach ważnych i ważniejszych, czyli po ludzku: na walce. Jest samoukiem i potrafi szybo uczyć się języków obcych oraz różnych magicznych sztuczek, chociaż nadal nie do końca panuje nad swoją mocą. Nie potrafi być tolerancyjny wobec homoseksualistów, związków kazirowskich, czarnoskórych, skośnookich, chrześcijan, muzułmanów... Mam nadaj wymieniać? Może lepiej nie, bo jest tego sporo. To, że nie lubi różnych wierzeń oznacza tylko jedno: jest A.T.E.I.S.T.Ą. Nie wierzy w siły nadprzyrodzone, takie jak bogowie, ufo, trójkąt bermudzki. W wilki i duchy uwierzył tylko dla tego, że zobaczył to wszystko. Stosuje się więc do prostej zasady: nie widzę, nie czuję, nie słyszę, nie uwierzę. Chłopak nie jest więc łatwo wierny, a ufa tylko osobom "wybranym". Łatwo potrafi się zauroczyć, jednak gorzej z miłością. Zauroczenie w języku Viper'a znaczy tyle co: chodzę z jakąś laską do różnych miejscówek, pobawię się nią i zerwę po kilku dniach. Nic więc dziwnego, że zarywa do różnych lasek i jest brany za największego flirciarza w WKSK. Zakochał się tylko jeden jedyny raz. Niestety, nic z tego nie wyszło, bo dziewczyna zginęła. Chłopak jest ekstrawertykiem, nie to co jego siostra, i nie potrafiłby wytrzymać bez towarzystwa. Tajemnice potrafi dotrzymać. Nawet, jeżeli będzie musiał zginąć. Jest bardzo rozgadany i potrafiłby nawijać, jak dziewczyna. Potrafi znaleźć wspólny język z każdą nowo poznaną osobą. Często żartuje i potrafi swoim zachowaniem rozśmieszyć każdego. Mało co tak naprawdę bierze na poważnie. Zobaczmy go jednak od tej wredniejszej strony. Jest bezlitosny, zwłaszcza w walce. Zabija wrogów bez większej afery i praktycznie nigdy nie żałuje swoich czynów, chyba, że zrobił coś naprawdę okropnego. Słowa: przepraszam, dziękuję, proszę nie zostały zakodowane w jego słowniku. Czuje się nieswojo, kiedy musi koniecznie kogoś przeprosić, a dziękuje niezbyt przekonująco. Kiedy ma gorsze dni, dla własnego dobra nawet się do niego nie zbliżaj, bo jest możliwość, że cię uderzy lub obrazi słownie. Ale tak mocno. Potrafi się obrazić o byle błahą rzecz, ale łatwo go przekupić. Wystarczy, że dasz mu jakiś prezent, a będzie wielce rad. Tylko pamiętaj, że byle co chłopak nie przyjmie! Musi to być rzecz pierwszej klasy. Potrafi być brutalny. Nie jest jednak zboczony, ani nie cieszą go ludzkie czy wilcze cierpienia. Ogólnie nie przepada za zadawaniem bólu, jednak nie zawsze może się powstrzymać. Często postępuje pochopnie, przez co łatwo wpada w tarapaty, z których i tak wychodzi zwycięsko. Jest bardzo niezdecydowany. Przekonasz się, jeżeli do jednej ręki weźmiesz krówkę, a do drugiej czekoladę i zaoferujesz jedną ze słodyczy Viperowi. Przeciętny czas oczekiwania na taką decyzję wyniósł by... około godziny. Ale są wypadki, w których chłopak zastanawiałby się o wiele wiele dłużej. Tak, jak grzechem głównym jego siostry jest zazdrość, to jego grzechem jest... skąpstwo. Nigdy niczego za wiele! Chłopak zawsze chce więcej i więcej! Mała szansa, że się z tobą podzieli, a wręcz znikoma. Zawsze wszystko zagrania za ciebie. Pragnie również władzy i potęgi. Po cichu to on chciał przejąć władzę nad watahą i nie mógł pogodzić się z tym, że będzie musiał zarządzać wspólnie z siostrą, więc odszedł. Jego zachowanie czasem może wydawać ci się dziecinne i to nawet bardzo! Jednak... on robi to dla jaj. Potrafi zachowywać się jak przygłup tylko po to, aby mieć bekę, lub kogoś "strolować". On po prostu uwielbia to robić. Potrafi być uparty jak muł. Cały czas idzie do celu i nigdy nie zwalnia! PRZENIGDY! Jeżeli już w końcu podejmie jakąś decyzję, to trzyma się jej cały czas, bez względu na zdanie innych. Nie ustępuje. Czasem oczywiście pomoże ci w różnych sytuacjach, jednak bądźmy szczerzy... Jego rady nie zawsze są tymi dobrymi. Często pośród innych wilków, lub ludzi, zgrywa lidera. Zawsze ma się za tego najprzystojniejszego, najlepszego, najtwardszego. Tego po prostu w jego charakterze nie zmienisz. Uwielbia ryzyko i adrenalinę. Wręcz kocha. Potrafi być czasem złośliwy i chamski. Często zdarza mu się rzucić jakieś słowa na wiatr. Po prostu ma nie rozgadany język. Nie przejmuje się chamskimi uwagami na swój temat. Uwielbia, gdy mu rzucisz jakieś miłe uwagi. Może to być nawet uwaga typu: wszystko jest piękne! A to oznacza również, że wlicza się do tego Viper. Potrafi być wtedy potulny. On po prostu kocha jak go chwalisz lub mu pochlebiasz! Jest bardzo ambitny, podobnie jak jego rodzeństwo. Prawdopodobnie to cecha dziedziczna. Nie brak mu również pewności siebie oraz odwagi. Ona zawsze była, jest i będzie. Zawsze ma pod ręką jakiegoś dobrego suchara lub jakiś krótki żart. Niestety, ale nie potrafi przyznać się do licznych błędów, które nie raz popełnił w swoim krótkim żywocie.
Lubi: Pochwały, komplementy, wadery, ostre imprezy, walki
Nie lubi: Dzielić się, przepraszać, dziękować, chamskich uwag, przystojniejszych od niego basiorów.
Boi się: JA?! Strach! A gdzie tam! *szepcze* On boi się chorób i ran ciętych. Jeżeli zobaczy, że ma na ciele choćby jedną ranę, zacznie panikowac, że na pewno wda sie zakażenie.
Rodzina: Kuzynka Tyksona. Strasznie wkurzająca kuzynka. Przybył, aby ją ukatrupić za ostatnie. Siostra bliźniaczka Tiffany, młodszy przyrodni brat Anubis, matka zmarła przy porodzie, ojciec demon, który go porzucił.
Zakochany w: Kto podbije jego serce?
Partner: Moja Afrodyta znajdzie się już niedługo!
Potomstwo: To już zależy od mojej Afrodyty ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Stanowisko: Obrońca Alfy
Jaskinia:
 
Historia: Powiem tyle: było grubo. Urodził się jako człowiek w ludzkiej osadzie na Ziemi wraz z siostrą i przyrodnim bratem. Ojca nigdy nie poznał. Całe jego życie zmieniło się, kiedy odkrył teleport, na wymiar zwany Delta. Żyła tam wataha. Okazało się, że byli z siostrą potomkami Alph. Zaczął się pojedynek o tron. Później było opętanie Vipera przez demona. Uciekł, aby nie zrobić krzywdy siostrze. Dostał się tutaj i przez przypadek natrafił na swoją zaginioną kuzynkę, Tyksonę. Obiecała, że zaprowadzi go do watahy, jednak coś ją "zatrzymało" i Viper musiał radzić sobie sam. Zobaczyła go pewna wadera i dopiero wtedy przytargała.
Kontakt: Howrse: Fragonia | Gmail: girlsdarkwolf@gmail.com

Od Shadowa Do Tyksony

Shadow stał jak zamurowany. Nie spodziewał się tego po niej. Czy to ta sama wadera, która wywoływała u niego to dziwne uczucie? Nie potrafił się ruszyć. Nie mógł. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, choć chciał za nią pobiec. Odwrócił się w stronę przejścia gdzie zniknęła wilczyca. Ruszył wolnym krokiem do przodu, coraz bardziej przyśpieszając. W połowie drogi kruki dogoniły go i usiadły mu na plecach.
- Nie idź tam! - Jeden z kruków ciągnął go do tyłu
- Wynoś się! - Shadow zrzucił go z pleców i pobiegł jak najszybciej do wyjścia. Wyskoczył na zewnątrz i prawie spadł ze schodów. Słońce było w zenicie. Mimo to rozwinął skrzydła, zauważając krew na schodkach. Od razu zrobiło mu się ciężko. Przelatując nad lasem zauważył wilka. Jego białe futro wyraźnie odrywało się od leśnego poszycia.  Zwolnił lot i zaczął pikować nad wilkiem, który widocznie się przeraził bo zaczął uciekać. Czarny basior poleciał za nim i gdy znalazł się tuż nad nim, zwinął skrzydła. Wylądował na nim i usłyszał głośny pisk.
- Dlaczego uciekasz?! Kim jesteś?!
- Zostaw mnie! Zostaw! Jestem Artem, prosze zostaw mnie!
 Zdumiony Shadow puścił go, a Artem zwinął się w kulkę.
- Strachliwy jak zawsze!
- Co? Skąd... Co?
- Nie poznajesz brata tchórzu?
- Shadow? Nie ma opcji! Nie nabieraj mnie!
- Jakżebym śmiał?
 Rzucił się z nowu na białego basiora ze śmiechem. Jednak po chwili trochę się uspokoił przypominając sobie sytuacje w jakiej się znalazł.
- Artem, musisz mi pomóc!
- Nic nie muszę, ale w porządku.
- Moja par... Znaczy członkini mojego stada... - Przerwał oglądając uważnie swoje łapy - Zniknęła! Coś ją opętało i wybiegła! Nie czuje jej zapachu! Coś jest nie tak. Jeśli nie zmieniłeś się tak bardzo, to wiem, że zawsze miałeś najlepszy węch w watasze.
- Tu się nic nie zmieniło. Dobra. Tylko nie wiem jak pachnie.
- Nie ma piękniejszego zapachu! Poza tym wyczujesz krew.
- No dobra... Czekaj mam coś, ale to chyba nie to.
- Dajesz!
- Taki trochę zgniły zapach...
- Nie żartuj sobie!
- Nie żartuje. Chodź.
 Pognali razem w stronę doliny śmierci. Nazywa się tak bo tam odbyła się legendarna walka. Uyru kontra smoki z podziemnej twierdzy. Podobno nadal są tam szkielety wielkich smoków, ale nikt tam nie chodzi. Gdy dotarli na miejsce Shadow od razu zauważył czarną postać wijącą się w krzakach kolcolistu...

<Tyks? :) >

Od Qamar Do Artema


Szybko otrząsnęłam się z szoku i rozejrzałam dookoła, by z przerażeniem stwierdzić, że zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od mojego pyska stoi wielki, biały basior. Gwałtownie odsunęłam się, prawie wpadając łapami w rozmiękłe torfowisko.
- Czy wszystko w porządku? - doszedł mnie przyjemny, głęboki głos.
Ów dźwięk w pewien sposób uspokoił mnie, skłaniając do niepewnego uniesienia oczu, by dokładniej przyjrzeć się wilkowi.
Jego białe futro pozlepiane było od nieokreślonej zielono-brązowej cieczy, a uszy i ogon zwisały smętnie wyrażając skruchę. Łap prawie nie było widać spod grubej warstwy błota i poprzyczepianych do niego liści. Cały widok był dość niesamowity, jednak najbardziej moją uwagę zwróciły niesamowite, żółte oczy, jakich nie widziałam jeszcze u żadnego wilka.
Odetchnęłam głęboko, by uspokoić skołatane nerwy i strzepnęłam grudki błota z brązowego futra.
- Tak, wszystko dobrze - powiedziałam cicho. - Zdenerwowałam się, wybacz.
- Pytałem się jak masz na imię - powiedział nie przywiązując wagi do moich tłumaczeń.
- Jestem Qamar - odpowiedziałam po chwili wahania. - Nie trudź się z zapamiętywaniem, mów mi po prostu Q.

Od. Lilly do Artema

Szłam przez nudny i chłodny las. Nie podobał mi się ani trochę. Wkrótce ujrzałam watahę. Heh... Kiedyś trzeba zacząć. - pomyślałam i weszłam na teren watahy. Spotkało mnie tam miłe powitanie na co odpowiedziałam jak zwykle chłodno:
- Aha. Dzięki.
Było tu przyjemnie lecz czegoś mi tu brakowało. Właściwie nie czegoś, lecz kogoś. Całe życie spędziłam w samotności, ale teraz mój instynkt podpowiadał mi, że potrzebuje drugiej połówki. Długo nad tym rozmyślałam idąc do mojej jaskini i wreszcie do niej dotarłam. Nie wiem czemu, ale łzy napłynęły mi do oczu. Po chwili już ryczałam na całego. Ma jaskinia była w najdalszym końcu watahy więc nie bałam się, że ktoś naruszy mą prywatność. Uspokajałam się powoli, lecz w końcu wyszłam na dwór. Na mój pech na dworze tuż przed moją jaskinią całowała się jakaś para. Łzy już miałam w oczach, ale ryk powstrzymałam i szybko pobiegłam do jaskini. Tam już nie było żadnej przeszkody, aby płakać. Uspokoiłam się i dosłownie w tym momencie do mej jaskini wpadł jakiś basior. I to nie byle jaki basior. Był no... hmm... Zadziwiająco piękny.
- Kryj się! - wrzasnął, ale ja nie miałam ochoty się go słuchać.
- Pomogę Ci! - powiedziałam, ale jego spojrzenie nie znosiło sprzeciwu. Skryłam się w kącie,a basior wzniósł się w powietrze i po cichutku "przykleił" się do sufitu. Zaraz potem do mej jaskini wbiegło dwóch basiorów o wyglądzie nieco... brzydkim i mrocznym. Skonsultowali się i wyszli. Gdy odzyskałam mowę zapytałam:
- Kim jesteś? Czego chcesz? Kto to był?
- Jestem Artem i schowałem się tu, bo... - nie wiedział co powiedzieć.



<Artem?>

3 cze 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Wadera wpatrywała się sparaliżowana w księgę. W głowie jakiś głos jej podpowiadał: "To twoje znalezisko! On nie ma prawda dotykać! TO TWÓJ SKARB I TYLKO TWÓJ!" Coś ją opętało. Poczuła się naprawdę nieswojo. Z niewiadomego powodu rosła w niej nieopanowana furia. Jej oczy...stały się srebrne. Zaczęły płonąć. Tyksona nie zdołała się opanować. Skoczyła na basiora i zaczęła go szarpać. Wyrwała książkę i pobiegła. 
- TYKS! OPANUJ SIĘ! - zawołał za nią Shadow.
Tyks jednak odpowiedziała mu złowrogim śmiechem. Biegła dalej. Wybiegła wkrótce z budynku i stanęła na dworze. W pysku trzymała książkę. Otworzyła ją i zobaczyła swój "skarb". Mieniący się  zwój z magicznymi runami. Nie była sobą. Miała również wrażenie, że z koloru jasnoniebieskiego runy przemieniły się na czerwone. Były na nich chyba jakieś zaklęcie. Spojrzała w górę i powiedziałam głośno, a raczej wykrzyknęła:
- Fus ro dah! - na niebie zagrzmiało. Chmury momentalnie zmieniły położenie. Niebo zmieniło kolor z niebieskiego na szkarłatny. Po chwili coś uderzyło o ziemie. Tyksona zamknęła oczy. Przed nią stanęła wysoka wadera, z rogami na głowie. Jej sierść była czarna, a ona, tak jak Tyks, miała płonące, demoniczne oczy. Z niewiadomego powodu czarna wadera, zamiast uciekać, skłoniła się. Czyżby przywołała boga? A może był to demon? Na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć. Potężna wadera pogłaskała Tytanię po głowie i wyszeptała smutno:
- Daj mi swojej krwi. - nie był to rozkaz, to brzmiało bardziej jak prośba, tym bardziej, że wadera wyglądała wbrew pozorom naprawdę słabo. 
Miała ona podkrążone oczy, z pyska ciekła jej zielona ślina, głos miała jak staruszka. Mimo wszystko była na pewno godną przeciwniczką. Tyks postanowiła spełnić jej prośbę. Położyła głowę na ziemi i jednym, szybkim ruchem rozerwała swoją skórę. Na ziemię popłynęła strużka jej krwi. Teraz jej szyja była bardzo pokaleczona. Tytania podeszła do wadery i odsłoniła przed nią kawałek skóry. Nie czekając na nic "bogini" wbiła swoje ostre jak brzytwa kły do szyi bezbronnej Tyksony. Wadera przez moment znieruchomiała. Poczuła okropny jak cholera ból. Zamierzała wrzasnąć. Miała ochotę to przerwać. Zielona ślina kapnęła jej na łapę, a przy tym strasznie ją...poparzyła. Nie odważyła się jednak przerwać tego okropnego rytuału. Zbyt wielki lęk przez  istotą w  wilczej skórze. Później paraliż wszystkich kończyn. Serce tłukło jej w piersi jak szalone. Z oczu wypłynęły jej krwawe łzy, podobnie jak i z nosa, uszu, oraz z miejsca, w którym została zraniona. Po bardzo długiej, okropnej chwili obca wreszcie przestała ją torturować. Tyks padła bez życia na ziemię.
Gdy otworzyła oczy znalazła się w nieznanym sobie miejscu. Miała humanoidalną formę, czyli była obecnie wilkiem o ludzkiej budowie. Mogła chodzić na dwóch łapach, posiadała piersi jak kobieta, oraz <na szczęście> ubranie. Miała również długie, białe włosy jak w swojej ludzkiej "wersji". Oczy znowu były czerwone, na jej szczęście. Nie czuła się jak opętana. Była sobą. Obok niej stanął jakiś basior,również w humanoidalnej formie. Pysk miał jak szakal. W sumie był szakalem. Tytania bardzo interesowała się religią i mitami, wiec wiedziała, kto przed nią stoi. Anubis, bóg śmierci. Podał jej "łapę" i powiedział ciche: "Już czas". Tyks nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła być martwa! Wszystko jednak na to wskazywało. Po chwili obraz jej się zamazał. Zamkneła oczy i po chwili znalazła się znowu w wilczym ciele. Była na Niflin! Oddychała! Żyła! Spojrzała na zwój i otworzyła go. Runy były w swoim pierwotnym stanie. Czyżby to był sen? Po chwili jednak poczuła ból w łapie. Widniał na niej ślad po oparzeniu. Później spojrzała na szyję. Blizny po ugryzieniu. To jednak nie był sen. Kim  była ta istota, która ubłagała ją o swoją krew? Wstydziła się wrócić do wieży. Nie po tym, co zrobiła. Było jej wstyd. Tak bardzo i tak mocno wstyd...  Pobiegła więc przed siebie. Byle jak najdalej.
<Shadow, przepraszam za sporo opóźnienie.>

1 cze 2016

Od Artema Do Qamar

 Wędrowałem przez Niflin ze zwieszoną głową. Dookoła była cisza. Shadow był razem z jakąś waderą w twierdzy, a nikogo innego nie znałem. Myślałem na temat partnerki, rodziny... Jednak nie wydawało mi się, że cokolwiek mogę zmienić. Poduszki łap zapadały mi się w torfie, a zapachy mieszały się ze sobą po deszczu. Jednak jeden wybijał się nad innymi. Zapach wadery. Ruszyłem pędem w stronę zapachu, co utrudniała mi wilgoć i pleśniejące liście. Miotałem się w lewo i w prawo. Niemal się poddałem kiedy usłyszałem szelest liści i trzask gałęzi gdzieś daleko. Ruszyłem w tamtą stronę jak najszybciej. Po chwili zobaczyłem we mgle wilka. Gdy byłem już bardzo blisko zahamowałem. Bezskutecznie. Łapy ślizgały mi się w błocie i uniemożliwiały zatrzymanie się. Zrezygnowany patrzyłem jak postać się zbliża. Po chwili rozległo się głośne "ŁUP!" i leżałem na ziemi czując pod sobą innego wilka. Podniosłem się szybko i podkuliłem ogon schylając głowę.
- Przepraszam, nie chciałem. To przez to błoto...
 W tym momencie spojrzałem na kogo wpadłem... Zobaczyłem brązową wilczycę, która od razu mnie urzekła. Miała w sobie coś, co wzbudzało zaufanie. Nie czekając na reakcję wadery zapytałem:
- Jak się nazywasz?...

<Qamar?>

Artem

Imię: Artem
Pseudonim: Samotnik - Ze względu na to, że nigdy nie może odnaleźć się wśród innych ludzi.
Płeć: Basior
Wiek: 20 lat
Klan : Błękitnej księgi
Żywioł: Wiatr
Moce: (Podobne do Shadowa. Oba wilki są moje i są braćmi)
       * Lot
 Artem nie ma skrzydeł, jednak kiedy wieje silniejszy wiatr lub jest mgła, może rozwinąć opierzone skrzydła. Może nimi unieść ciężar około 3 wilków. Kiedy używa skrzydeł gdy nie ma powyższych wymagań, kosztuje go to dużo energii.
       *Lord
                    Jest to umiejętność pozwalająca mu na przywoływanie zmarłych i demonów. Może on też dzięki tej umiejętności cofać się w czasie lub wybiec w przód, by sprawdzić na przykład przebieg wydarzeń. Lord kosztuje dużo energii dlatego rzadko go używa.

Charakter: Artem jest cichy i tajemniczy. Potrafi rozmawiać tylko ze swoim bratem i nikt nie zna jego charakteru oprócz Shadowa. Nie rozmawia z nieznajomymi chociaż czasem się to zdarza.
Lubi: Obserwować wilki i szczenięta.
Nie lubi: Tłumów oraz zbyt długiego hałasu
Boi się: Śmierci i tego, że gdy znajdzie swoją miłość zostanie odrzucony.
Rodzina: Shadow - Brat.
Zakochany w: Ma na oku brązową waderę.
Partner: Pragnie. Wie, że nie będzie wtedy samotny.
Potomstwo: Kocha szczenięta i ma nadzieję, że założy rodzinę.
Stanowisko: Samiec Beta i doradca Alfy
Jaskinia:
Historia: Nie chce o tym rozmawiać. Jedynie tym którym ufa


Kontakt: Howrse - Rikka Takanashi

Qamar

Imię: Qamar
Pseudonim: Ze względu na trudne do zapamiętania imię, inne wilki wołają na nią po prostu Q.
Płeć: Wadera
Wiek: 19 lat
Klan : Błękitnej księgi
Żywioł: Cień
Moce: Niewidzialność - w najgorszych sytuacjach, gdy Q nie ma już siły walczyć fizycznie lub psychicznie, jej ciało zaczyna tracić barwy i ostrość, by w końcu całkowicie rozpłynąć się we mgle.
Niematerialność - umiejętność dzięki której wadera potrafi stać się tak delikatna i nieuchwytna, że jej ciało zyskuje możliwość przenikania przez różne rzeczy typu drzewa lub skały, a nawet inne wilki.
Umiejętności alchemiczne - coś, co można zaliczyć jednocześnie do mocy, jak i umiejętności. Qamar potrafi rozpoznać różne zioła i mikstury wyłączne po ich zapachu czy konsystencji, a tworzenie nowych mieszanin przychodzi jej z niewyobrażalną łatwością.
Charakter: Q jest z natury bardzo nieufna. W przełamaniu tej słabości zdecydowanie nie pomagają jej zaniżone mniemanie o sobie, aspołeczność czy nieśmiałość.
No cóż, nie będę ukrywała, że trudno wpaść w łaski tej wadery.
Lecz są wyjątki, o których warto pamiętać.
Czasami Qamar upewniwszy się, że dany wilk jest godny zaufania, potrafi otworzyć się i wypuścić na zewnątrz dawno zapomnianą, radosną, pozytywnie nastawioną do życia Q.
Lubi: Samotne wieczory spędzone w jaskini z książką przed pyskiem. Najlepiej, żeby w tej samej chwili lał deszcz, lub co rusz na niebie rozbłyskiwały pioruny. Uczucie oderwane od szaleństwa, które ma miejsce tak blisko, a jednak jej nie sięga sprawia, że Q czuje się spokojna i bezpieczna.
Nie lubi: Zbyt dużych zbiorowisk, tłumu oraz wilków, które uważają się za lepsze od innych.
Boi się: Pająków, cierpi na arachnofobie.
Rodzina: Brak. Ojciec zmarł trzy lata po jej narodzinach, a matka odeszła rok później.
Zakochana w: Na razie nikim.
Partner: Wytrwale czeka na miłość, jednak ta nie przychodzi...
Potomstwo: Nie sądzi, by była na nie gotowa.
Stanowisko: Zielarz.
Jaskinia:
Historia: Za każdym razem, gdy Q przypomina sobie o przeszłości, jej oczy wypełniają się łzami.
Wadera za wszelką cenę stara się odciąć od tragicznej śmierci swojego ojca i matki, która cały rok opłakiwała swojego ukochanego by w końcu podjąć kroki mające na celu spotkanie się z nim w świecie zmarłych.
"Przeszłość zostawiłam za sobą, wolę żyć teraźniejszością" - powtarza za każdym razem, gdy ktoś wkracza na tereny tego tematu.
Kontakt: Howrse - Karolina5000

22 maj 2016

UWAGA!

Administrator nie ma na razie dostępu do komputera, wiec prosi, abyście wysyłali opowiadania i formularze do mnie:
girlsdarkwolf@gmail.com
(h) Fragonia
 (wystarczy przepisać formularz na howrse lub e-mail)

Lilly


Imię Lilly
Pseudonim ---
Płeć Wadera
Wiek 2,5
Klan Czarnych Drzew
Żywioł/żywioły. Magia
Moce: Przywołuje duchy (oraz demony), potrafi wykonywać każde zaklęcie jakie jest związane z mrokiem, lata bez skrzydeł
Charakter Lilly nie jest zbyt miła i przyjacielska. Nie pomaga nowo poznałym, a tym bardziej chłopakom. Lecz gdy ją bliżej poznasz, potafi być bardzo przyjacielska i miła. Jest dość... Hmmm... Tajemnicza i nie ufna. Jej głowa to wieczna tajemnica, która nigdy nie zostanie odgadnięta. Jest jedną wielką tajemnicą. Temperament tej wadery przypomina wulkan. I to dość spory wulkan. Jeśli ktoś naruszy jej prywatność... No cóż... Chyba każdy wie, co się stało z Pompejami... Prawda?
Nigdy nie ulega namową innej osoby, a w szczególności dziewczyn w jej wieku. One zawsze są głupie i zależy im tylko na chłopakach... Lilly taka nie jest. Oj nie! Nigdy taka nie była, nie jest, i nie będzie. Często ma ochotę się zamknąć w jaskini i już nigdy nie wyjść. Jednak zawsze, lub zazwyczaj, wychodzi i wita nowy dzień. No właśnie. I to kolejny kawałek jej skomplikowanego charkteru. Budzi się codziennie, w dzień w dzień o 4:00 nad ranem. Od kiedy pamięta, nigdy nie wstała wcześniej niż przed 5:00. Często lubi sobie rano, kiedy wszyscy śpią, polatać. Czuje się wtedy wolna i... I oderwana od świata. Warto wspomnieć, że jest ogromną marzycielką. Kocha marzyć... Marzy o wszystkim i o niczym. Myśli zawsze logicznie, i jest jedną z nielicznych, którzy najpierw myślą a potem robią. Nie cierpi, wręcz nienawidzi cał ąsobą, gdy ktoś mówi o niej złe rzeczy, lub kłamie na jej temat, czyli szyje jej buty. Ma ochotę mu tak... No... Dowalić, żeby się nigdy nie pozbierał. Warto dodać, iż Lilly jest bardzo wybuchowa. Oj tak... I to bardzo...To tylko malusieńki fragment jej rozbudowanego charakteru, lecz chyba wszystko, co potrzebne, jest napisane.
Lubi: Latać, marzyć
Nie lubi: Nowo poznanych
Boi się: Hmmm... Na pewno czegoś tak. Ale jeszcze nie wie czego. Rodzina Nie pamięta Zakochana/y w: ---
Partner ---
Potomstwo: Eee.... Nie
Stanowisko Trener wilków w kierunku Wojowników
Jaskinia - Link 
Historia Lilly urodziła  w watasze wilków... No właśnie. Nazwy nie pamięta. Pamięta tylko ogień, ludzi, i umierającą rodzinę. Była malutkim szczeniaczkiem, kiedy sama zamieszkała w lesie. Dzięki temu jest bardzo samodzielna i zdana wyłącznie na siebie. Magii zaczęła się uczyć od samych początków jej istnienia. Nie wie, kiedy to się stało, ale widziała duże... Hm... Osobniki. Większe od niej samej. Poruszały się na dwóch nogach i miały dwie ręcę. Oczywiście jako malutki szczeniak bała się ich i zaczęła uciekać na ślepo. Nie patrząc gdzie idzie, spotkała jaskinie. Był tam stary wilk. Porozumiała się z nim, i dowiedziała się ,że jest nauczycielem magii. Oczywiście wilk zaczął trenować Lilly w magii. Była bardzo zdolna i po około dwóch próbach już umiała to zaklęcie. Tam dorastała. Pod opieką starego wilka, który nazywał się Moon, nauczyła się każdego możliwego zaklęcia. Był dla niej jak ojciec. Lecz pewnego dnia, gdy wybrała się na polowanie, wróciła. Zastała spaloną jaskinie i półmartwego Moona. Szepnął do niej dwa słowa: "Wataha, Dom". Głókowała nad tymi słowami ponad kilka dni, bo wiedziała, że Moon mówił wieloma zagadkami. Wreszcie zrozumiała te słowa. Musiała pozmykać watahy.
Kontakt (nazwa): .Legolas Na: Howrse

11 maj 2016

Od Shadowa Do Tyksony

 Shadow obserwował jeszcze chwilę waderę. Coś mu nie pasowało, jednak musiał zająć się jej treningiem. Ruszył w kierunku zachodniej części zamku. Zeszli po wilgotnych, zapleśniałych schodach do piwnic i szli długo w ciemności. Dotarli do dużej sali. Były w niej różne przydatne przedmioty do nauki walk, magii itp.
- Super! - Westchnęła wilczyca i zaczęła oglądać wszystko co tylko zobaczyła.
 Shadow wykorzystał okazję. Sięgnął do torby i wyciągnął dużą księgę, którą zaczął przeglądać. Szukał coś na temat problemu swojej towarzyszki jak i tajemniczych umiejętności. Jedna strona była wyrwana... Jedna z magicznych. Można je odczytać jedynie kiedy zna się na magii na poziomie wyższym. Spojrzał na Tyks znad książki. Zrobiło mu się ciężko. Nie powinien aż tak bardzo związywać się z tą wilczycą... Znowu zrobi komuś krzywdę a poza tym, na pewno wcale się nim nie interesuje... Przynajmniej będzie mógł szybciej wycofać się z tego... Jednak czuł, że nie może oderwać oczu od szczęśliwej, smolistej wadery, a tym bardziej nie może jej zostawić.
- No dobra! - Krzyknął a jego towarzyszka była już przy nim. - Zaczniemy od... Od... - Nie miał nastroju uczyć ją teraz walki. - Od magii.
- Oh.. Super - Stwierdziła Tyks, a Shadowowi nie mógł umknąć wyraz zawodu na jej twarzy.
- Ah no dobra, chwyć za miecz. - Powiedział ze skwaszoną miną.
- Tak!!! - Krzyknęła prawie jak szczeniak i chwyciła wielki miecz który najbardziej ją interesował.
- Niestety, ale ten miecz do ciebie nie pasuje. Jesteś zbyt delikatna i drobna na takie miecze... Może... - Ruszył do mieczy i zamyślił się - Albo sztylety, albo mniejszy zwykły miecz. Wybierzesz po paru dniach nauki. Teraz masz ten - Rzucił w jej stronę ostrzę. Złapała je z łatwością - Świetnie! Tutaj, walczy się inaczej niż tam skąd pochodzisz. Stań pewniej... Dokładnie tak. Rozstaw jeszcze trochę nogi. - Poczekał po czym popchnął waderę. Przewróciła się, ale od razu wstała. - Ahh zamknij oczy i wyobraź sobie silne drzewa, głęboko zakorzenione w ziemi. - Po czym przesunął jej nogi tak, by stała pewnie na ziemi. - Otwórz oczy. - Znów poczekał i popchnął ją. Jednak tym razem nie udało mu się. Stała pewnie na ziemi i wyglądała na zadowoloną. - Świetnie. - Pochwalił ją, po czym chwycił za wielki szeroki miecz. Wilczyca wzdrygnęła się - Nie będziesz walczyć ze mną. Pod ścianą, stoją przeznaczone do tego manekiny.
                             ***
 Gdy tylko zademonstrował jej wszystkie przydatne uderzenia i pozostawił ją żeby ćwiczyła, wrócił na górę i zaczął przeszukiwać książki. Do ćwiczącej wysłał kruki.
***
 Był już wieczór kiedy sięgnął po zieloną książkę ze złotym napisem: ,,Okrążyć Świat". W tym momencie do komnaty weszła Tyksona...

<przepraszam, że tak długo ale mam mało czasu. Będę odpisywać w miarę możliwości. :)  >

30 kwi 2016

Od. Tyksony do Shadowa



Zarumieniłam się na słowa Shadowa. Był poniekąd naprawdę uroczym basiorkiem. Spojrzałam na kruki jeszcze raz i odeszłam powolnym krokiem do komnaty. Światła rozświetlały pomieszczenie. Było jeszcze jasno, a ja nie czułam zmęczenia. Nie było sensu się kłaść. Poza tym, chciałam trochę zbliżyć się do tajemniczego Alphy. Zapytałam wiec, wiedząc, że za mną stoi basior:
- Od jak dawna... - nie zdążyłam jednak dokończyć.
Coś huknęło. Echo rozchodziło się po komnatach jeszcze przez długi czas. Shadow nie zważając na mnie wybiegł pędem z komnaty. Westchnęłam tylko. Jaka szkoda, że tak szybko nie potrafię biegać. Ale chętnie bym sobie kości rozprostowała. Choćby tak dla zabawy. Ale miałam ochotę z kimś stoczyć pojedynek. Nie jestem przecież jakąś bezbronną ofiarą, która przestraszy się byle przeciwnika. Ruszyłam mało pośpiesznym krokiem w stronę hałasu. Nie był to jednak demon, czy jakieś inne dziwne stworzenie, co troszkę mnie zasmuciło. Był to tylko stłuczony wazon, a nad nim latał kruk. Rozpoznałam go.Jay.
- Ech.. jakie ciężkie są w tych czasach wazony *kra*! - powiedział ze złością.
Uśmiechnęłam się. Chciałam posprzątać wazon, ale zauważyłam coś wystającego z pomiędzy resztek. Coś jakby zwój. Otworzyłam go. Chyba był magiczny. Dlaczego tak pomyślałam? Wystarczyło spojrzeć na runy. Mieniły się niczym kamień szlachetny. Zmieniały również położenie i latały w powietrzu, a ja, jak zahipnotyzowana, wpatrywałam się w nie.  To był naprawdę piękny widok. Po chwili do pokoju wbiegł Shadow. Co on sie tak ślimaczył? Nie zdążył jednak zauważyć zwoju. Powiedział tylko:
- Złapaliśmy marę. Jesteś bezpieczna.
Skinęłam głową i ukryłam zwój. Widział to Jay, ale kiedy tylko chciał powiedzieć to basiorowi, ja kłapnęłam cicho szczękami i kruk uspokoił się. Na jego szczęście. I tak nie lubiłam tego durnego kruka. Miałam z nimi złe doświadczenia w przeszłości. Z Lui była w stanie sie dogadać, ale Jay jej nie pasował. Shadow wyszedł z pomieszczenia, a ja powiedziałam do Jaya:
- Błagam, nie mów o tym Alfie!
Kruk tylko wydał z siebie warkot. Prawdopodobnie śmiech. Jednak Tyks wcale nie było do śmiechu.
- Powiem mu.
- Nawet sie nie waż! Walczyłam z gorszymi od ciebie! - warknęłam i odsłoniłam kły.
Kruk zamilkł i przysiągł mi, że nie powie. Przysięgi nikt nie łamie, więc byłam spokojna. Nie to, że nie ufałam, czy nie lubiłam Shadowa, ale pragnęłam w końcu zrobić coś bez niego. Nie jest moją matką, żeby aż tak sie o mnie troszczyć. Gdyby naprawdę coś było złego w tym zwoju, powiedziałabym mu. Z jednej strony zwój był dobrze ukryty, wiec musiał być cenny. Mógł też pomóc mi. Ale mógł też zawierać w sobie moc godną bogów. A taka moc mogła mi pomóc w wielu rzeczach. Na przykład? Mogłam sama siebie uleczyć, mogłam pokonać te straszne istoty.. kto wie, czy nie stałabym sie bohaterką? Shadow dowiedziałby się, że nie jestem szczenięciem. Po chwili usłyszałam głos alfy:
- Idziesz na trening?
- Już już! - powiedziałam i schowałam zwój do księgi pod tytułem: "Okrążyć świat". Nie mogłam sie już doczekać treningu.

14 kwi 2016

Od Shadowa Do Tyksony

Było ciemno, cicho i zimno... Na futrze wyraźnie było czuć wilgoć. Shadow otrząsnął się niecierpliwie i wbił wzrok w ciemność. Po chwili rozbłysły światła. Czarny wilk zmrużył oczy i podkulił ogon. Wyczuł obecność "wyższych". Powoli szedł korytarzem który teraz był idealnie widoczny. Był ogromny i szeroki. Po bokach co jakiś czas były wgłębienia w których stały trony. 6 po jednej i po drugiej stronie. Na samym końcu, ledwo z resztą widocznym, stały 2 wielkie figury... Shadow posuwał się powoli na przód, uważając, by nie narobić hałasu. Jego pazury skrobały cicho po kamiennej podłodze, a echo niosło je daleko... Gdy dotarł do końca, a wydawało by się, że minęły wieki, stało się coś niespodziewanego. Jedna z figur przedstawiająca wilka, z okiem zakrytym prowizorycznie bandażem i oderwanym uchem, poruszyła się. Oderwała nogi od podłoża i rozciągnęła się, jakby przebudzona z długiego snu. Otrząsnęła się z kurzu, który osiadł po, prawdopodobnie, wielu latach trwania w bezruchu. Teraz figura, pomijając to, że jest z kamienia, wyglądała jak żywa. Skłoniła się przed mniejszym o parę dobrych metrów Shadowem i powiedziała głosem który wypełnił ciszę w korytarzu i mocno zapadał w pamięci.
- Shadow... Syn Argona...
- Zgadza się... - Odpowiedział niepewnie i podkulił ogon kładąc po sobie uszy.
- Nie podoba mi się, że taki strachliwy pies jak on do nas przemawia. - Teraz Czarny wilk zdał sobie sprawę, że sąsiednia figura również ożyła i zdumiał się również, gdy zauważył, że to figura człowieka... Osłupiały usiadł ciężko na ziemi i wytrzeszczył oczy. 
- Pamiętasz, jak sam legendarny Luu przyszedł do nas po raz pierwszy? Trząsł się tak samo jak on... I był zwykłym wilkiem. Chociaż po wizycie u nas wiesz co się stało... A nie możemy winić tego wilka o to, że zdumiewa go nasza potęga i władza...
- I to, że jest potomkiem tego zapchlonego kundla! - Krzyknęła kobieta i odwróciła głowę zakładając ręce. 
- Luu... Jestem... Potomkiem Luu? - Shadow warczał cicho pod nosem. 
- Tak. Jak wiesz Luu, jako iż był zwykłym wilkiem, nie będzie żył wiecznie. Kiedyś dobiegnie koniec jego panowania...
- A ty go zastąpisz! - Powiedział nowy głos. Wilk odwrócił się. Za nim stała kolejna figura. Kota. Ogromnego Kota. Rozpoznał w niej swoją patronkę. 
- Lilia!
- Zgadza się Shadow. - Mruknęła przyjaźnie, a widząc, że kobieta stojąca obok pierwszej fugury, chce dodać coś obraźliwego, fuknęła na nią i odsłoniła kły. - A tobie, droga Dakoto, władza już do końca uderzyła do głowy!
- Jak śmiesz! - Krzyknęła i rzuciła się na pumę. W tym momencie pomiędzy nimi stanął Shadow. Pomimo, że był o wiele mniejszy od nich, warczał na Dakotę. - Parszywy kundel! - Dorzuciła i odwróciła się. 
 Ze ścian wyszły kolejne zwierzęta: Lis, niedźwiedź, kuna, Gryf i jaszczurka. Głośno chwaliły smolisto czarnego wilka. 
- Widzisz, Dakoto. On ma poparcie! Jesteś sama. A ty, Lacharze, po czyjej jesteś stronie? - Zapytał Lis który zbliżył się do pumy i pieszczotliwie liznął ją w ucho.
- Ja, moi drodzy, nie popieram nikogo dopóty dopóki nie zobaczę czynów owego osobnika.
- Pff! Chyba nie będziesz go popierał tego... Tego... Tego pchlarza! Zapoczątkowałeś rasę zmiennokształtnych, wilkołaków i pojednałeś wszystkie inne rasy! Mój drogi, myśl racjonalnie.
- Myślę i zdecydowałem. Shadow, udowodnij nam, że na to zasługujesz, a wstąpisz na tron po Luu. W ten czas... Jedna księga w zamkniętej wierzy, nie rzuca światła tam gdzie leży. Da ci odpowiedź i da ci wiedzę dzięki niej, dostaniesz umiejętności Kuio.
- Shadowie, twoja ukochana cię wzywa. Wróć do niej i dopilnuj by nauczyła się wszystkiego co musi znać czysty wilk. Następnym razem, przyjdzie tu z tobą...
- Ale.. Ona nie jest...
- Shadow, wiem co czujesz w głębi serca. - Puma ciągnęła dalej i trąciła go nosem - Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...



  Nagle obok niego pojawił się kruk. Zdumiony Shadow obejrzał się dookoła. Korytarz zniknął, a wraz z nim figury i chłód. Obok niego leżały dwa, przypominające diamenty kamienie. Oba czerwone. Wilk wziął jeden ostrożnie do pyska i odwrócił się do kruka. Trzymając w kamień przemówił z głębi gardła.
- Jay, weźmiesz drugi kamień? - Ptak pokiwał głową i wziął kamień w swoje szpony.
 W tej samej chwili do środka wleciała Lui. Skrzecząc i machając skrzydłami. Wyciągnęła nóżkę do przodu z przyczepionym listem.
- Potrzymaj! - Rzucił kamień do ptaka który wylądował na jego grzbiecie a kruk upadł pod jego ciężarem i zaskrzeczał żałośnie. Wilk przeczytał list z mocno bijącym sercem.
- Takie sytuacje wywołuję towarzystwo mary! Błagam, żeby tylko nie zasnęła ponownie.
 Wilk ruszył co sił w nogach do wieży a za nim szybowały ptaki niosące kamienie. Shadow obrócił głowę w  stronę horyzontu. Było już widać słońce a do zamku nadal spory kawał drogi. W tym momencie postanowił bardzo odważną rzecz. Polecieć podczas dnia. Rozwinął skrzydła które wyglądały na mętne i bardzo osłabione. Zamachał nimi i już leciał nad lasem. Z daleka było już widać śnieżno biały zamek.
***
Gdy opadł na schodach wbiegł po nich walcząc ze zmęczeniem. Ruszył przez plątaninę korytarzy i komnat. Po pewnym czasie dotarł do pokoju Tyks. Drapnął drzwi łapą i popchnął je. Wbiegł do środka przepełniony strachem. Z ulgą stwierdził, że wilczyca stoi obok okna i odwróciła się gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi.
- Shadow!
- Tyks! Wszystko w porządku? - Podbiegł do niej i polizał ją po uchu. Wtulił głowę w jej futro i westchnął, a po chwili gdy się opamiętał i zrozumiał co robi, zrobił parę kroków w tył. W tym momencie przypomniał sobie słowa swojej patronki: Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
 Wilk zwiesił głowę i chcąc szybko zająć czymś waderę zaczął mówić:
- Gdy tylko otrzymałem twój list przyleciałem tu w obawie...
- Przyleciałeś?! Za dnia?
- W obawie, że jest tu mara. Ona pobudza takie myśli i często o nich przypomina. Jak tylko ją znajdziemy, zajmiemy się twoimi lekcjami...
- Lekcjami? Jakimi lekcjami?
 W tym momencie na parapecie usiadły ptaki kładąc kamienie obok siebie i wpatrując się w wilki. Wadera podskoczyła gdy Lui wypowiedziała te słowa:
- Lekcjami które przygotują cię do odwiedzin w komnacie bogów.
- Właaaśnie! *kra* Teraz jesteś zwykłym kudłatym i głupim stworem! *Kra*
- Czy one..?
- Mówią? Tak. Chociaż dziwne, że w twojej obecności.
- Możecie poszukać mary? Kręci się gdzieś tutaj i powoduje przykre myśli.
 Kruki zgodnie pokiwały głowami i wyleciały. Odlatując Lui powiedziała:
- Musisz oduczyć się krakać. To za niskie jak dla nas a ty nadal to robisz. Po 682. latach...!
- Chodź. Idziemy do biblioteki. Znajduje się w wieży i jest tam księga, która doprowadzi mnie do zdobycia umiejętności Kuio... I mam nadzieję uratuje ciebie.
***
Po paru minutach stali już przed drzwiami. Były zamknięte. Shadow próbował je rozbić, ale nic z tego. Chroni je magia...
- Magia! - Shadow wypowiedział słowa w nieznanym języku a drzwi uchyliły się. - Nie myślałem, że ten język jeszcze mi się przyda.
 Weszli do środka. Czarny wilk od razu rzucił się na regały i wyciągał księgi. Pamiętał, że tamta nie ma cienia, ale jaka księga go nie ma?! Niewidzialna? Jak szukać czegoś czego nie widać. Z wyrzucania książek na ziemię wyciągnął go spokojny acz zadowolony i zaciekawiony głos
- Tutaj jest księga, ale jest dziwna bo lewituje i wygląda jak hologram. - Shadow rzucił się do Tyks i zawył ze szczęścia.
- To ta księga. Dziękuję. - Polizał waderę po policzku i otworzył zakurzoną książkę. Przerzucał strony po stronie aż w końcu zamknął ją i spojrzał na towarzyszkę. Nie będę trenował dopóki ty nie nauczysz się wszystkiego co potrzebne. Jutro zajmiemy się pierwszą lekcją, czyli magią i walką. Tej nocy będę ci towarzyszyć w komnacie, dopóki kruki nie wypędzą mary...
 Zbliżył się do wilczycy i spojrzał jej w oczy.
- Znaczysz dla mnie o wiele więcej niż ci się może wydawać i nie pozwolę by coś ci zagrażało...

<Trochę długie ale mam nadzieję, że się spodoba. Liczę, że szybko dostanę odpowiedź : ) >


12 kwi 2016

Od. Tyksony c.d Shadow



Wiatr zawiał i zrobiło się zimno. Do oczu napłynęły waderze łzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Prawdopodobnie bała się. Ale czego? Tego, że Shadow sobie nie poradzi. Od kiedy ona martwiła się jednak w ogóle o kogokolwiek? Chyba od poznania swojego dawnego mentora. Pokochała go, a teraz jego już nie ma. Usłyszała ciche mruczenie. Odruchowo wystała i zaczęła warczeć. Był to jednak tylko jeden z kruków. Wadera odetchnęła z ulgą, po czym położyła się na miękkiej posadzce. Od kiedy kruki mruczą, zadała sobie to pytanie, jednak nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. Położyła się i czekała cierpliwie na sen. Jednak, nie przychodził.
---
A kiedy wreszcie wadera zasnęła, to co się wtedy wydarzyło, nie można było nazwać snem, ale koszmarem. Była na polanie, polanie, która płonęła. Ogień z każdą sekundą stawał się coraz większy i zaczął rozprzestrzeniać się po całej polanie. Polana była naznaczona krwią przeciwników Tyksony. Wszędzie leżały zgniłe już wilcze ciała. Wadera poruszyła się niespokojnie. W powietrzu aż cuchnęło od śmierci. Tyks nigdy nie lubiła mordować, ale kiedy tylko zaszła taka potrzeba, była gotowa stanąć do walki i zamordować w imię sprawiedliwości. Nie bez powodu w dawnym klanie nazywano ją Demonem Sprawiedliwej Śmierci. Tyks rozciągnęła się. Ogień zamknął waderę w kole. Nie wiedziała, co ma robić. Nie potrafiła latać! Nie miała skrzydeł i nie potrafiła ich wytworzyć. Nagle coś odepchnęło ją na bok  i wadera wylądowała na samym środku polany, z dala od ognia. Wilk, który ja odepchnął, zaczął płonąć i rozpaczliwie wyć. Wadera chciała mu pomóc, ale... nie potrafiła. Stała w miejscu i wpatrywała się w jego płonące ciało. Zamknęła oczy. Pojawiła się w ludzkim szpitalu. Jej stara wataha! Pamiętała ten okropny dzień! Przeteleportowało ją do innego wymiaru, wraz z jej przyjaciółmi, w tym z jej ukochanym. Roar siedział przy łóżku z czarną waderą. Pamiętała tę przygodę..  Było to okropne doświadczenie, a zarazem takie wspaniałe! Wilk spojrzał smutno na drugą Tyks, która leżała połamana na łóżku, i na dodatek miała problemy z oddychaniem. Mistrz pilnował czujnie uczennicy, ażeby nic złego już ją nie spotkało. Wadera miała na brzuchu chyba ze sto bandaży. Nic dziwnego. Oberwała od człowieka. Do szpitalnego pokoju nagle przybiegł Viper. Stary znajomy. Niezbyt lubiany przez Tyksonę basior. Wilk podszedł do Roara i powiedział:
- Niedługo przebiją sie przez osłonę. Portal nadal jest zamknięty. Nie możemy uciec!
Szary basior odwrócił sie w stronę Vipera i ze spokojem odparł:
- Dajcie nam czas. Tyks jest za słaba, aby atakować. Ludzka broń jest okropnym orężem mój drogi.
Wilk spojrzał wściekle na basiora, po czym odszedł. W tym momencie sen sie zmienił. Wadera siedziała obok Shadowa. Wtuliła się w jego miękkie futro. Wiedziała, czego chce. Ta chwila mogła trwać nieskończoność, dopóki do basiora podeszła jakaś obca wadera i powiedziała:
- Shadow, kocham cię.
Shadow wstał i odtrącił Tyks, która wylądowała na ziemi. Smolista wadera wpatrywała się w basiora, który podszedł do kompletnie obcej wadery i wraz z nią odeszli w stronę wodopoju, zostawiając Tyksonę samą. Jakby wadera nigdy nie istniała. Gdy tylko Tytania otworzyła oczy, spojrzała na kruka i przywołała go, po czym wyrwała mu pióro, przemieniła się w dziewczynę, wzięła pergamin i atrament i zaczęła pisać. Opisała szczegółowo swój sen. Wadera wierzyła, że każdy koszmar może oznaczać wydarzenia, które już niedługo mogą sie ziścić. Nie opisała tylko ostatniej części snu, dotyczącej Shadowa odchodzącego z jakąś obcą waderą. Gdy skończyła, przypięła pergamin do nóżki kruka i powiedziała:
- Lui, proszę.. zanieś to Alfie. Potrzebuję jego rady.
Kruk skłonił się i odleciał zostawiając Tyks samą.