Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artem. Pokaż wszystkie posty

12 lip 2016

Od Artema Do Qamar

Obserwowałem niepewnie Shadowa zbliżającego się do Qamar. Stałem tuż za rogiem. Widząc najeżoną waderę chciało mi się śmiać... Widząc poważną minę Shadowa, stanąć w jej obronie, jednak brat nakazał mi bym siedział cicho. Usłyszałem teraz zimny głos czarnego wilka...
- Co tu robisz o tej godzinie? Nie jesteśmy do końca bezpieczni w wieży.
- Chciałam się tylko napić czegoś.
- Szukając spiżarni na własną rękę?!
 Ich głosy odbijały się od sufitu i ścian. Nie mogłem znieść widoku smutnej i jeszcze lekko przestraszonej wilczycy...
- Shadow! Nie przesadzaj. - Wkroczyłem w krąg światła rzucanego przez świecę, zawieszoną na ozdobnym uchwycie. - Faktycznie, to było trochę głupie, bo mogła po mnie pójść...
- Trochę głupie?! Postawiła na głowę cały zamek!
- Skoro miałabym pójść z Artemem to skrobanie pazurów nadal by...
- Milcz! - Ryknął Shadow i obnażył kły. Q cofnęła się o krok i podkuliła ogon. - Nie znam cię na tyle, by pozwalać ci chodzić sama po zamku!
 Shadow zrobił krok w jej stronę, a ja zrobiłem krok w jego stronę stając przed waderą. Położyłem uszy po sobie wbijając wzrok w Shadowa.
- Ja ją znam na tyle Shadow, żeby wiedzieć, że jest niezależną wilczycą i poradziłaby sobie w ciemnościach tej zapchlonej stodoły!
- Stodoły?! - Warknął Shadow i rzucił się do przodu przewracając mnie na grzbiet.
- Tak stodoły! To coś to całe twoje życie i nie widzisz poza tym nic! - Czarny basior odskoczył i ruszył bez słowa w ciemność.
 Spojrzałem na Q. Była wstrząśnięta. Wstałem i przytuliłem ją.
- Chodź, pójdziemy po coś do picia i wracamy do komnaty. - Wilczyca tylko lekko kiwnęła głową.
 Pokazałem jej gdzie jest spiżarnia i inne przydatne pomieszczenia. Noc się już kończyła kiedy wróciliśmy do jej pokoju. Widziałem, że jest zmęczona.
- Połóż się. To musiało być wyczerpujące. Starcie z tak podłym i zapchlonym wilkiem. - Zachichotałem i usiadłem na parapecie, kiedy wilczyca kładła się do łóżka.
- No, muszę przyznać, to było okropne!
- Nie będzie ci przeszkadzać, jak zostanę tu jeszcze chwilkę dopóki nie zaśniesz?
- Nie. Możesz tu zostać.
 Zapanowała niezręczna cisza, przerywana jedynie szumem wodospadów i drzew za oknem.
- Q?
- Mhmmm...? - Wilczyca mruknęła sennie.
- Obiecaj mi, że nie wyjdziesz nigdzie beze mnie. O mało zawału nie dostałem jak zobaczyłem, że cię nie ma.
- Dobrze Artem... Okey... - Wadera ziewnęła i dopadł ją sen...
 Zeskoczyłem cicho z parapetu i uchyliłem lekko drzwi. Na korytarzu panowała okropna ciemność. Tajemnicza i miała w sobie coś strasznego. Tym bardziej, że na końcu korytarza, dostrzegłem parę świecących się w ciemności oczu... Czegoś dwa razy większego ode mnie... Przeszył mnie dreszcz. To stworzenie poruszyło się i chyba szło w moją stronę. Byłem niezdolny do ruchu. Zawarczałem i uniosłem ogon. Nim dopadłem do drzwi biblioteki, było już przy mnie. Opuścił mnie strach a wstąpił niesamowity spokój... To był jeleń. Jeleń? Jeleń w zamku który nie boi się wilka? To musiało mi się przyśnić. A jednak. Trącił mnie nosem i potrząsnął głową, jakby otrząsał z siebie krople wody. Jego poroże było ogromne. Samo zwierze pełne wdzięku i gracji. Długie kończyny naprawdę dodawały mu uroku. Co jednak najbardziej niesamowite, to to, że samo stworzenie było... Biało niebieskie... Futro lśniło srebrem, a w niektórych miejscach występowały wyraźne odcienie błękitu. To było niesamowite... Westchnąłem, a jeleń widocznie rozbawiony zachichotał... Chwila. Zachichotał?
- Kim jesteś? - Zapytałem niepewnie. Minęła długa chwila nim coś się wydarzyło...
- A kim ty, jesteś? - Nie zrozumiałem...
- Przecież to ja zadałem to pytanie! - Szczeknąłem wojowniczo, ale jeleń jedynie się uśmiechnął.
- Brat nie opowiadał ci o spotkaniu z bóstwami?
- Z bóstwami?! - Zamurowało mnie.
- Dokładnie tak. Musimy was ostrzec... Niedługo nastąpi czerwona doba.
- Że co?! Co tu się dzieje, to sen prawda? Shadow nabierasz mnie, he? - Stworzenie pokręciło wolno głową z wyraźnym zażenowaniem.
- Artem, posłuchaj. Musisz ostrzec Shadowa i resztę wilków w watasze. Ukryjcie się w jednym miejscu, bo inaczej wasze głowy potoczą się po ziemi... Musisz również wiedzieć, że niedługo nastąpi wybieranie podopiecznych. - I zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, zaczął się rozpływać. - Uważaj... W zamku kryje się coś, co nie jest członkiem waszej watahy i może zabić kogoś samotnego... Nie wędruj w nocy po zamku... Do zobaczenia, Artemie. - Zostało po nim tylko małe piórko... Piórko? Skąd piórko po jeleniu?!
 To było dziwne. Znowu ogarnął mnie lęk. Odwróciłem się w stronę ciemnego korytarza. Znowu lśniły tam oczy, ale tym razem odwróciły się i zniknęły. To nie był jeleń... Nie wróciłem do biblioteki. Wkroczyłem do komnaty Q i zabezpieczyłem drzwi drewnianą deską. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i z ulgą stwierdziłem, że brązowa wadera śpi. Położyłem się na parapecie i zamknąłem oczy. Coś jednak nie pozwalało mi spać. Może te okna? Takie niebezpieczne... W każdej chwili coś może przez nie wejść. Wyobraziłem sobie oczy błyszczące przy łóżku Q od strony okien i wchodzące przez nie inne stwory. Spojrzałem przez okno. Było już prawie jasno a po murze nic się nie wspinało. Położyłem się koło łóżka i zamknąłem oczy. Jak coś będzie chciało tam podejść, to zmierzy się ze mną. Postanowiłem i zasnąłem... Nie wiem kiedy obudził mnie krzyk. To Qamar krzyczała. Poderwałem się na równe nogi, ale nic się nie działo. Uśmiechnąłem się zaspany do przestraszonej wadery.
- Weź tego pająka!... A... Co ty tu właściwie robisz Artem?

< Jak było obiecane, rano :) >

11 lip 2016

Od Artema Do Qamar

 Staliśmy tuż przed bramą. Uchyliłem ją lekko i puściłem Q przodem. Zaczęliśmy wspinaczkę po wysokich białych schodach. Nie śpieszyliśmy się. Myślałem o Uyru. Nie mogliby się zapuścić tak daleko, no ale jednak się bałem... Nie o siebie i o swoje życie, ale o Qamar. To było dziwne uczucie. Nie myśleć o sobie, a o kimś. Nie miałem jeszcze okazji tego czuć. Cały czas żyłem sam i bez towarzystwa. Jedyną ważną osobą był Shadow... Ale on wyruszył na Niflin. Musiałem radzić sobie sam. Teraz to się zmienia. Niflin jest wyspą na której wszystko dzieje się inaczej. Wszystkie osoby
zachowują się dobrze i nie tak jak na przykład na Koro... Spojrzałem na wilczycę. Była uśmiechnięta i patrzyła przed siebie. Chwilę później staliśmy już przed wielkimi drzwiami do zamku. Shadow nazywał tą twierdzę "wieżą". Obserwowałem swoją towarzyszkę. Co chwilę obracała głowę oglądając zbroje, obrazy i wielkie marmurowe figury. Korytarz przez który szliśmy był wysoki i szeroki. Na podłodze leżał dywan o niebieskim kolorze.
- Chodź za mną. - nakazałem i ruszyłem w prawo mniejszym korytarzem.
 Całą drogę milczeliśmy, ale nie było to złe milczenie. Czuliśmy się swobodnie. Za oknami śpiewały ptaki. Nagle przez okno wpadły dwa kłócące się ze sobą kruki. Ciężko było zrozumieć o co im chodziło, ale wyglądało to komicznie. Poturlały się po podłodze kracząc przeraźliwie.
- Głupku! Co ty robisz! Nie dość, że kraczesz to jeszcze atakujesz mnie w locie!
- Jay! Lui! Niby bogowie a takie nieogarnięte ptaki!
- Kogo nazywasz nieogarniętym!? - Jay wrzasnął na mnie i strzepnął piórka.
- Idiota! - Krzyknęła Lui i odleciała pociągając za sobą swojego towarzysza.
- Co za głupie ptaszyska. - Zaśmiałem się. Wilczyca stała trochę przestraszona.
- One mówiły?...
- No ba! To przyjaciele Shadowa. No, nie traćmy czasu, chodźmy dalej. - Trąciłem nosem waderę i szliśmy dalej korytarzem. Widok z zamku był nieziemski. Rozciągał się na dolinę i las który ją porasta. Słońce zaczynało zachodzić, a w zamku zapanowała cudowna atmosfera. Pomarańczowe światło na ścianach, ptasi śpiew i cichy szum wodospadu gdzieś w dolinie. Było po prostu pięknie. Dotarliśmy do jednej z większych komnat. Była zaokrąglona od jednej strony. Było tam dużo okien, apod jednym leżała czarna wadera. Shadow stał przy niej. Kiedy nas zobaczył, podbiegł i w milczeniu nakazał żebyśmy wyszli. Na korytarzu wydawał się w miarę spokojny.
- Cześć Artem. Co jest? - Zapytał trochę zdziwiony.
- Muszę z tobą porozmawiać. Ale najpierw, znalazłbyś miejsce dla mnie i Qamar?
- Qamar? Jakiej Qamar? - Spojrzał na stojącą za mną Q i uśmiechnął się. - Myślę, że dałoby się coś zorganizować. Chodźcie.
 Shadow poprowadził nas w stronę zachodniego skrzydła zamku. Wskazał nam dwie komnaty do których drzwi były na przeciwko siebie.
- Artem, myślę, że mógłbyś spać w starej bibliotece. To po lewej. Damie ustąpisz miejsca w komnacie po prawej.
- Zgoda.
- Czujcie się jak u siebie. - Odwrócił się i podszedł do Q - Masz szczęście, że na niego trafiłaś. Z nim nic ci się nie stanie. A właśnie! Artem? Chciałeś o czymś porozmawiać tak? Chodź ze mną. Ruszyłem za Shadowem zostawiając brązową wilczycę.
- Jak się czuje Tyks?
- Jest dobrze, nie musisz się martwić. Skąd jest ta wilczyca?
- Nie wiem dokładnie. Nie wydaje mi się, żeby była z Koro. - Westchnąłem. Razem z shadowem usiedliśmy na wielkim balkonie, z widokiem na wodospady, las i dolinę. - Tylko jak nie z Koro, to z kąd?
- Jest wiele miejsc na Raancie, ale faktycznie, nie wiem czy byłaby zdolna do przypłynięcia aż tu. O czym chciałeś ze mną porozmawiać, Artemie?
- Miałem wizję. Przyszedłem do Q żeby razem zapolować, ale kiedy plątała się w krzakach zaczęła się moja wizja. Nie wiem dokładnie czy wtedy, bo miałem problem, żeby rozpoznać co jest prawdą a co wizją.
- No dobrze, ale co widziałeś?
- Siebie...
- Siebie...?
- Siebie rozdzieranego przez Uyru... Potem poszli śledzić Q, ale nie wiem czy oni na prawdę nas śledzą, czy to tylko wymysł... Shadow, oni mają teraz czas godów.
- Uyru? Teraz? - Ku mojemu zdumieniu Shadow się uśmiechnął. - Możliwe, że teraz uda nam się ich zamknąć w jednym miejscu! Ale teraz trzeba zabezpieczyć zamek. Zajmę się tym.
- Nie pomóc ci?
- Nie. Jeśli połączymy naszą magię to będzie za słaba. Potrzebuję dwóch gatunków. Może Tyks mi pomoże, kiedy dojdzie do siebie. Nie masz się co martwić braciszku! - Roześmiał się. - Z tego co słyszałem nie jedliście obiadu. Na dole jest spiżarnia. Tam mam trochę mięsa i wody. Idź, nie każ damie na siebie czekać!
 Przytuliłem brata i pośpieszyłem po schodach na dół. Szybko odnalazłem spiżarnie po zapachu. Było w czym wybierać!
Zioła, różne smaki wody i inne napoje oraz masa mięsa! Króliki, jelenie, cielęta, wieprzowina i bażanty. Miałem problem z tym co wziąć. Ostatecznie zdecydowałem się na królika. Ze zdumieniem zauważyłem, że są pieczone. Nigdy jeszcze nie jadłem pieczonego mięsa. Jak opowiadał mi kiedyś brat, tradycje pieczenia mięsa zapoczątkował wielki podróżnik. Wybrałem również sok z czarnej porzeczki i Juvii, rośliny którą uwielbiam wcinać w wolnym czasie. Smakuje trochę jak rabarbar połączony z Arbuzem i jabłkiem. Zapakowałem to wszystko w moją torbę podróżną tak, żeby łatwo było mi to przenieść. Nie zajęło mi długo dojście do komnaty Q. Zapukałem w drewniane drzwi i otworzyłem je, kiedy usłyszałem głos wilczycy. Siedziała przy oknie na wydłużonym parapecie, który idealnie nadaje się do siadania na nim wieczorami i obserwowania zachodzącego słońca.
- Mam coś dla nas. - Powiedziałem siadając obok niej. Odwiązałem supeł na torbie i podsunąłem waderze jeden pakunek. Wyjąłem też miseczki i nalałem do nich soku.
- Co to za mięso? - Zapytała kiedy odwinęła kawałek królika.
- Królik.
- Pachnie znakomicie! Ale wygląda inaczej i ma... Jakąś dziwną brązową skorupkę...
- Jest pieczone - Zaśmiałem się cicho - Też się zdziwiłem jak pierwszy raz je zobaczyłem. Spróbuj!
 Odgryzła mały kawałek mięsa i po chwili uśmiechnęła się szeroko
- Świetne! - Oznajmiła po czym zabrała się do jedzenia.
Po kolacji usiedliśmy na parapecie i obserwowaliśmy zachód słońca. Spojrzałem na uśmiechniętą wilczycę wpatrzoną dal...
- Podoba ci się tu? - Odwróciłem wzrok również patrząc na niebo.
- Jest cudownie...

<Qamar? :) >

27 cze 2016

Od Artema Do Qamar

 Spojrzałem z rozbawieniem i uczuciem na tą przerażoną brązową kulkę, która teraz wyplątywała się z krzaków.
- Poczekaj chwilkę nie ruszaj się - jednak wilczyca to zignorowała - Sama się prosisz! - polizał ją po uchu. W tym momencie kompletnie zesztywniała. Spojrzałem na jej bark, na którym siedział mały spanikowany jak Wilczyca pajączek. Biedny chyba nie rozumiał jakiego zamieszania narobił. Delikatnie zdjąłem go z jej brązowego futra i wypuściłem na krzaczki.
- Zabij go!
- Ani mi się śni! - W tym momencie trochę się oburzyłem - A ciebie też mam zdeptać?

          ***
 Szliśmy przez las szukając tropu jakiegoś zwierzęcia. Nic się jednak nie działo, a cisza w lesie była przerażająca i podejrzana. Zwolniłem waderę i poszedłem przodem, sprawdzając okolicę.
- O co chodzi? - Zapytała z lekkim niepokojem
- Coś tu nie gra... Poczekaj tu, proszę...
 Ruszyłem powoli do przodu uważając na każdy krok i badając teren. Nic się nie działo. Cisza. Parę razy za mną rozległ się krzyk i wtedy poczułem zapach zgniłego wilczego mięsa. Odwróciłem się i zobaczyłem dwa ogromne wilki rzucające się na Q. Czekali na to! Wybrali moment kiedy wilczyca nie będzie miała z nimi szans! Większe o 3 razy od Qamar natarły na nią od dwóch stron. Nie wytrzymałem. Rzuciłem się w ich stronę odpychając pierwszego od niej. Gdy jeden się podnosił, skoczyłem na drugiego wbijając kły w jego kark. Czuł jak drugi łapie go za plecy i wbija kły.
- Q! Uciekaj! - Ta jednak nie chciała się ruszyć. Zmęczony padłem na ziemię i obserwowałem. Uyrowie zbliżali się do niej z uśmieszkiem, który zdradzał ich zamiary. Wadera zrobiła parę kroków w tył
- Zwiewaj! - Powtórzyłem i rzuciłem się jeszcze raz na napastników. Tym razem usłuchała i trzmychnęła w stronę jaskini - Zawiadom o tym Alfę!
 Czułem jak opuszczają mnie siły. Padłem na ziemię. Wilki pogryzły mnie dosyć mocno i poszły za Qamar... Zwykłe polowanie zmieniło się w piekło... Naraziłem ją na niebezpieczeństwo... Mogła zostać w jaskini i nic by jej się nie stało...

     ***

Ocknąłem się. Wilczyca wydłubywała z futra resztki gałązek.
- Pająk to pająk! Jego można deptać! - Zaśmiała się.
 Coś tu było nie tak.
- Co się stało...?
- Co? Wpadłam w krzaki przez pająka którego nie chcesz zdeptać!
- Nie... Nie to... Co z Uyru?
- Jakimi do chole...
- Nie ważne. Chodźmy na polowanie.
 Ruszyliśmy inną drogą. Teraz byłem ostrożniejszy. Las przepełniały dźwięki. Wszystko było w porządku. Ale jak?... Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć. Świadomie wybrałem drogę do twierdzy. Z zamyślenia wyrwał mnie okrzyk zdziwienia wilczycy.
- Łaa! Spójrz! Zamek!!!
- To wieża! Mojego brata! Chodź, musisz go poznać.
- Chwila... Twój brat to Alfa?
- Owszem. - Uśmiechnąłem się do niej nieświadomie. - Posłuchaj mnie... Miałem wizję... Wizję własnego końca. Uyru są coraz bliżej, a my musimy się bronić. Brat musi wiedzieć, że coś się dzieje. - Poczułem jak wilczyca oparła się o mnie i z uśmiechem powiedziała:
- Na pewno nie zginiesz. Wszyscy, będziemy walczyć o wspólne bezpieczeństwo.
Te słowa podniosły mnie na duchu. Spojrzałem w jej piękne oczy i uśmiechnąłem się. Jest na prawdę mądrą wilczycą...

<Q?>

21 cze 2016

Od Artema do Qamar

 Patrzyłem chwilę na wilczycę zdumiony. Po chwili uśmiechnąłem się i wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
- Jasne, że tak! Wpadnę jakoś po południu. - Wilczyca odpowiedziała uśmiechem, a ja powędrowałem w stronę wybrzeża. Zastanawiałem się co to za dziwne uczucie. Kiedy rozmawiałem z tą wilczycą... Całe łapy mi mrowiły a w brzuchu czułem jakieś dziwne łaskotanie... I nie mogłem pozbyć się uśmiechu z pyska. Nie znam tego. Co to może być? Shadow będzie wiedział, ale jest teraz z ranną Tyks... A co mi szkodzi! Pójdę, zapytam i dowiem się jak temu zaradzić! Ruszyłem biegiem. Poczułem na uszach silny powiew. Był wieczór. Teraz prąd powietrza mógłby mnie ponieść do nich! Rozwinąłem skrzydła i wzniosłem się wysoko. Trafiłem w sam środek prądu. Było mi ciężko panować nad skrzydłami. W pewnym momencie jedno skrzydło wykręciło mi się krytycznie i prawie by się złamało, gdyby nie "zakręt" mojego toru. Wypadłem z niego, a moje skrzydła zwinęły się niezdolne do lotu. Zbyt je nadwyrężyłem. Spadałem. Mimowolnie zbliżałem się do ziemi. Liście drzew muskały mi uszy i pysk. W pewnym momencie... po prostu zemdlałem...

 Obudziłem się w jasnym pomieszczeniu. Przez okno widziałem, że jest noc. Leżałem spokojnie, a obok siebie usłyszałem głos mojego brata.
- Jak się czujesz? Leciałeś do nas prawda? Co się stało?
- Leciałem... Bo czułem dziwne uczucie, ale nie mam pojęcia  co to..
- Zjadłeś coś dziwnego? Opisz mi co czujesz. - Opowiedziałem mu wszystko starannie dobierając słowa. Kiedy skończyłem usłyszałem cichy chichot.
- Z czego się śmiejesz?!
- Cóż, jeśli dobrze trafiłeś to niedługo sam się przekonasz!
- Ale powiedz mi...
- Nie! Czekaj co los przyniesie. A teraz leć. Świt już blisko a z tego co wiem umówiłeś się na randkę!
- Co ty... To nie żadna randka! Tylko spotkanie... Ymm... Zapoznawcze!
- Na pewno. No dobra leć, bo się spóźnisz. Uważaj na skrzydła! Nie nadwyrężaj ich. Leć nad wodą, w razie czego nic ci się nie stanie.
- Dzięki Shadow. Do zobaczenia!
- Do zobaczenia! Udanej randki!
- Shadow!
- No co?
 I już byłem w drodze powrotnej. Im bliżej byłem jaskini Qamar, tym większe czułem szczęście i robiło się coraz jaśniej. Kiedy wylądowałem obok wejścia, usłyszałem, że wciąż śpi. Nieśmiało zajrzałem do środka i uśmiechnąłem się szeroko. Nie wiem dlaczego przyniosło mi to takie szczęście, obserwowanie jej śpiącej, ale jeśli Shadow ma racje, to mogę dowiedzieć się niedługo. Obiecałem, że będę po południu, więc położyłem się obok jaskini i zasnąłem mocnym snem...

<Qamar? :) >

4 cze 2016

Od Artema Do Qamar

Artem wpatrywał się jeszcze chwilę w waderę po czym odchrząknął i uśmiechnął się.
- Ja, jestem Artem. Jesteś tu nowa prawda? - Wadera przytaknęła - Oprowadzę cię jeśli chcesz! Chodź za mną. Pokażę ci nasze tereny. W zasadzie to wszystko to wyspa, ale dzieli się na klany i... O, najpierw znajdziemy ci jaskinie! - Basior nawijał tak szybko, że wilczyca nie mogła nic powiedzieć, więc w milczeniu ponownie przytaknęła. Minęli wodospad i rzekę w milczeniu. Natura dookoła zwalała z nóg swoim pięknem. Zwiedzili południowe wybrzeże Niflin. Była tam jedna skała która w szczególności się im spodobała. Wchodziła gładko w morze tworząc lekko zatopiony most, by po chwili wynurzyć się z wody i stworzyć klif.
- Tu jest szczególnie pięknie - Stwierdziła Qamar i westchnęła - Miło tak spędzać czas, ale zbliża się wieczór. Muszę znaleźć jaskinię. - Powiedziała po czym wstała i ruszyła w stronę plaży.
- Poczekaj - krzyknął Artem po chwili namysłu. - Znam jedną jaskinię. Wolną i całkiem obszerną. Może... Może cię tam zaprowadzę?
- Niech będzie. - Odpowiedziała wilczyca z uśmiechem.
 Droga minęła szybko. Oba wilki były pogrążone w rozmowie. Zachwycały ich rzeczy nawet tak drobne jak mrówki które w równej linii jedna za drugą przechodziły przez ścieżkę. Nawet nie zauważyli kiedy byli już na miejscu. Biały wilk wskazał Q jaskinię porośniętą mchem.
- Ja muszę już iść coś załatwić. Zobaczymy się jutro? Może zapolujemy?
- Myślę, że...

<Qamar? Przepraszam, że krótkie, ale brak weny ;/ >

1 cze 2016

Od Artema Do Qamar

 Wędrowałem przez Niflin ze zwieszoną głową. Dookoła była cisza. Shadow był razem z jakąś waderą w twierdzy, a nikogo innego nie znałem. Myślałem na temat partnerki, rodziny... Jednak nie wydawało mi się, że cokolwiek mogę zmienić. Poduszki łap zapadały mi się w torfie, a zapachy mieszały się ze sobą po deszczu. Jednak jeden wybijał się nad innymi. Zapach wadery. Ruszyłem pędem w stronę zapachu, co utrudniała mi wilgoć i pleśniejące liście. Miotałem się w lewo i w prawo. Niemal się poddałem kiedy usłyszałem szelest liści i trzask gałęzi gdzieś daleko. Ruszyłem w tamtą stronę jak najszybciej. Po chwili zobaczyłem we mgle wilka. Gdy byłem już bardzo blisko zahamowałem. Bezskutecznie. Łapy ślizgały mi się w błocie i uniemożliwiały zatrzymanie się. Zrezygnowany patrzyłem jak postać się zbliża. Po chwili rozległo się głośne "ŁUP!" i leżałem na ziemi czując pod sobą innego wilka. Podniosłem się szybko i podkuliłem ogon schylając głowę.
- Przepraszam, nie chciałem. To przez to błoto...
 W tym momencie spojrzałem na kogo wpadłem... Zobaczyłem brązową wilczycę, która od razu mnie urzekła. Miała w sobie coś, co wzbudzało zaufanie. Nie czekając na reakcję wadery zapytałem:
- Jak się nazywasz?...

<Qamar?>

Artem

Imię: Artem
Pseudonim: Samotnik - Ze względu na to, że nigdy nie może odnaleźć się wśród innych ludzi.
Płeć: Basior
Wiek: 20 lat
Klan : Błękitnej księgi
Żywioł: Wiatr
Moce: (Podobne do Shadowa. Oba wilki są moje i są braćmi)
       * Lot
 Artem nie ma skrzydeł, jednak kiedy wieje silniejszy wiatr lub jest mgła, może rozwinąć opierzone skrzydła. Może nimi unieść ciężar około 3 wilków. Kiedy używa skrzydeł gdy nie ma powyższych wymagań, kosztuje go to dużo energii.
       *Lord
                    Jest to umiejętność pozwalająca mu na przywoływanie zmarłych i demonów. Może on też dzięki tej umiejętności cofać się w czasie lub wybiec w przód, by sprawdzić na przykład przebieg wydarzeń. Lord kosztuje dużo energii dlatego rzadko go używa.

Charakter: Artem jest cichy i tajemniczy. Potrafi rozmawiać tylko ze swoim bratem i nikt nie zna jego charakteru oprócz Shadowa. Nie rozmawia z nieznajomymi chociaż czasem się to zdarza.
Lubi: Obserwować wilki i szczenięta.
Nie lubi: Tłumów oraz zbyt długiego hałasu
Boi się: Śmierci i tego, że gdy znajdzie swoją miłość zostanie odrzucony.
Rodzina: Shadow - Brat.
Zakochany w: Ma na oku brązową waderę.
Partner: Pragnie. Wie, że nie będzie wtedy samotny.
Potomstwo: Kocha szczenięta i ma nadzieję, że założy rodzinę.
Stanowisko: Samiec Beta i doradca Alfy
Jaskinia:
Historia: Nie chce o tym rozmawiać. Jedynie tym którym ufa


Kontakt: Howrse - Rikka Takanashi