Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadow. Pokaż wszystkie posty
27 cze 2016
Od Shadowa do Tyksony
Shadow padł na ziemię obok legowiska wadery. Kiedy razem z Artemem ją tu przynieśli i opatrzyli był nieobecny i otępiały. Czuł jakby to on był ranny, nie Tyks. Nie mógł przyjąć do wiadomości, że ona może zginąć w każdym pięknym momencie swojego życia, a jej życie to także i jego życie. Zdał sobie z tego sprawę właśnie w tym momencie. Musi to jej powiedzieć... Wbił wzrok w ziemię, a po jego czarnym, zaniedbanym teraz futrze, popłynęła łza... Pochylił się trochę i wtulił głowę w jej futro. Wilczyca spała. Jej boki unosiły się równo, ale co chwile spokojny sen przerywały piski. Wiedział jak bardzo boli ją ta rana. Nie wyciągnęli strzały. Była zbyt głęboko. Dopóki Artem nie wróci z ziołami, nic nie może zrobić. Wilk trącił nosem jej policzek i zaczął mówić cicho, drżącym głosem, bo nigdy te słowa nie przeszły mu przez gardło. Nawet wtedy kiedy był z tamtą wilczycą... Z wilczycą którą zawiódł...
- Przepraszam cię, Tyks... Wiem, że nie jestem tak... Tak silny i... - Zabrakło mu odpowiedniego słowa i spojrzał na zamknięte oczy wadery - że nie jestem tak romantyczny... czy ciekawy jak Artem... Ale...
W tym momencie do komnaty wbiegł Artem. Zdyszany i zmęczony rzucił zioła obok łap Shadowa. Shadow w milczeniu odwiązał bandaż zawiązany na ranie Tyks. Położył na jej języku jeden z liści i obserwował ją przez chwilę, po czym spojrzał na brata.
- Artem...
- Tak?
- Wyjdź, proszę...
- Ale... Shadow odpocznij, teraz ja mogę z nią posiedzieć...
- Nie! - Luu warknął groźnie i podskoczył do Artema. W tym momencie jego oczy się zamgliły a po policzkach spłynęły strużki łez. - Artem... Boje się o nią...
- Shadow... - Najwyraźniej zabrakło mu słów bo tylko zbliżył się i przytulił brata. Stali tak przez chwilę gdy usłyszeli cichy kaszel... Wilczyca drżała a jej oczy były szeroko otwarte.
- Zaczęło działać. Wyjdź, Artem. - Tym razem się nie sprzeciwił tylko spokojnie opuścił pomieszczenie zamykając za sobą drzwi.
Shadow podszedł do legowiska. Zamknął jej oczy i łapą rozgniótł zioła i dziwną maź. Tą mieszankę nałożył na jej ranę. Po chwili ostrożnie zaczął wyciągać strzałę. Ku jego uldze nie złamała się. Grot był wciąż mocno przytwierdzony do drewna. Opatrzył ranę świeżym bandażem i wstał by umyć łapy. Wracając sięgnął po książkę Okrążyć Świat, która leżała teraz poszarpana na ziemi.
-,,Dlaczego tak ci zależy na tej książce?" - Pomyślał i otworzył ją. Nic w niej nie było. Położył się u boku Smolistej wadery i zaczął przerzucać kartki. W pewnym momencie kropla krwi z przemoczonego już bandaża spadła na książkę. Stało się coś, co zmusiło Shadowa do cichego warknięcia. Na jednej ze stron zaświeciły się zielone znaki. Poznał je od razu. Nie mógł ukryć zdumienia, że taka książka zawiera takie tajemnice, ale po chwili stwierdził, że zdania są niekompletne. Musiały się odbić. Zdołał rozczytać kilka z nich: ,,Wyleczy serca...", ,,Odnajdzie pokój...", ,,Tajemnica umiejętności Kuio..." I teraz zrozumiał. Mając umiejętności Kuio, wyleczy Tyks!
- Tyks... Co zrobiłaś z tym zwojem?...
<Tyks? ;) >
4 cze 2016
Od Shadowa Do Tyksony
Shadow stał jak zamurowany. Nie spodziewał się tego po niej. Czy to ta sama wadera, która wywoływała u niego to dziwne uczucie? Nie potrafił się ruszyć. Nie mógł. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, choć chciał za nią pobiec. Odwrócił się w stronę przejścia gdzie zniknęła wilczyca. Ruszył wolnym krokiem do przodu, coraz bardziej przyśpieszając. W połowie drogi kruki dogoniły go i usiadły mu na plecach.
- Nie idź tam! - Jeden z kruków ciągnął go do tyłu
- Wynoś się! - Shadow zrzucił go z pleców i pobiegł jak najszybciej do wyjścia. Wyskoczył na zewnątrz i prawie spadł ze schodów. Słońce było w zenicie. Mimo to rozwinął skrzydła, zauważając krew na schodkach. Od razu zrobiło mu się ciężko. Przelatując nad lasem zauważył wilka. Jego białe futro wyraźnie odrywało się od leśnego poszycia. Zwolnił lot i zaczął pikować nad wilkiem, który widocznie się przeraził bo zaczął uciekać. Czarny basior poleciał za nim i gdy znalazł się tuż nad nim, zwinął skrzydła. Wylądował na nim i usłyszał głośny pisk.
- Dlaczego uciekasz?! Kim jesteś?!
- Zostaw mnie! Zostaw! Jestem Artem, prosze zostaw mnie!
Zdumiony Shadow puścił go, a Artem zwinął się w kulkę.
- Strachliwy jak zawsze!
- Co? Skąd... Co?
- Nie poznajesz brata tchórzu?
- Shadow? Nie ma opcji! Nie nabieraj mnie!
- Jakżebym śmiał?
Rzucił się z nowu na białego basiora ze śmiechem. Jednak po chwili trochę się uspokoił przypominając sobie sytuacje w jakiej się znalazł.
- Artem, musisz mi pomóc!
- Nic nie muszę, ale w porządku.
- Moja par... Znaczy członkini mojego stada... - Przerwał oglądając uważnie swoje łapy - Zniknęła! Coś ją opętało i wybiegła! Nie czuje jej zapachu! Coś jest nie tak. Jeśli nie zmieniłeś się tak bardzo, to wiem, że zawsze miałeś najlepszy węch w watasze.
- Tu się nic nie zmieniło. Dobra. Tylko nie wiem jak pachnie.
- Nie ma piękniejszego zapachu! Poza tym wyczujesz krew.
- No dobra... Czekaj mam coś, ale to chyba nie to.
- Dajesz!
- Taki trochę zgniły zapach...
- Nie żartuj sobie!
- Nie żartuje. Chodź.
Pognali razem w stronę doliny śmierci. Nazywa się tak bo tam odbyła się legendarna walka. Uyru kontra smoki z podziemnej twierdzy. Podobno nadal są tam szkielety wielkich smoków, ale nikt tam nie chodzi. Gdy dotarli na miejsce Shadow od razu zauważył czarną postać wijącą się w krzakach kolcolistu...
<Tyks? :) >
- Nie idź tam! - Jeden z kruków ciągnął go do tyłu
- Wynoś się! - Shadow zrzucił go z pleców i pobiegł jak najszybciej do wyjścia. Wyskoczył na zewnątrz i prawie spadł ze schodów. Słońce było w zenicie. Mimo to rozwinął skrzydła, zauważając krew na schodkach. Od razu zrobiło mu się ciężko. Przelatując nad lasem zauważył wilka. Jego białe futro wyraźnie odrywało się od leśnego poszycia. Zwolnił lot i zaczął pikować nad wilkiem, który widocznie się przeraził bo zaczął uciekać. Czarny basior poleciał za nim i gdy znalazł się tuż nad nim, zwinął skrzydła. Wylądował na nim i usłyszał głośny pisk.
- Dlaczego uciekasz?! Kim jesteś?!
- Zostaw mnie! Zostaw! Jestem Artem, prosze zostaw mnie!
Zdumiony Shadow puścił go, a Artem zwinął się w kulkę.
- Strachliwy jak zawsze!
- Co? Skąd... Co?
- Nie poznajesz brata tchórzu?
- Shadow? Nie ma opcji! Nie nabieraj mnie!
- Jakżebym śmiał?
Rzucił się z nowu na białego basiora ze śmiechem. Jednak po chwili trochę się uspokoił przypominając sobie sytuacje w jakiej się znalazł.
- Artem, musisz mi pomóc!
- Nic nie muszę, ale w porządku.
- Moja par... Znaczy członkini mojego stada... - Przerwał oglądając uważnie swoje łapy - Zniknęła! Coś ją opętało i wybiegła! Nie czuje jej zapachu! Coś jest nie tak. Jeśli nie zmieniłeś się tak bardzo, to wiem, że zawsze miałeś najlepszy węch w watasze.
- Tu się nic nie zmieniło. Dobra. Tylko nie wiem jak pachnie.
- Nie ma piękniejszego zapachu! Poza tym wyczujesz krew.
- No dobra... Czekaj mam coś, ale to chyba nie to.
- Dajesz!
- Taki trochę zgniły zapach...
- Nie żartuj sobie!
- Nie żartuje. Chodź.
Pognali razem w stronę doliny śmierci. Nazywa się tak bo tam odbyła się legendarna walka. Uyru kontra smoki z podziemnej twierdzy. Podobno nadal są tam szkielety wielkich smoków, ale nikt tam nie chodzi. Gdy dotarli na miejsce Shadow od razu zauważył czarną postać wijącą się w krzakach kolcolistu...
<Tyks? :) >
11 maj 2016
Od Shadowa Do Tyksony
Shadow obserwował jeszcze chwilę waderę. Coś mu nie pasowało, jednak musiał zająć się jej treningiem. Ruszył w kierunku zachodniej części zamku. Zeszli po wilgotnych, zapleśniałych schodach do piwnic i szli długo w ciemności. Dotarli do dużej sali. Były w niej różne przydatne przedmioty do nauki walk, magii itp.
- Super! - Westchnęła wilczyca i zaczęła oglądać wszystko co tylko zobaczyła.
Shadow wykorzystał okazję. Sięgnął do torby i wyciągnął dużą księgę, którą zaczął przeglądać. Szukał coś na temat problemu swojej towarzyszki jak i tajemniczych umiejętności. Jedna strona była wyrwana... Jedna z magicznych. Można je odczytać jedynie kiedy zna się na magii na poziomie wyższym. Spojrzał na Tyks znad książki. Zrobiło mu się ciężko. Nie powinien aż tak bardzo związywać się z tą wilczycą... Znowu zrobi komuś krzywdę a poza tym, na pewno wcale się nim nie interesuje... Przynajmniej będzie mógł szybciej wycofać się z tego... Jednak czuł, że nie może oderwać oczu od szczęśliwej, smolistej wadery, a tym bardziej nie może jej zostawić.
- No dobra! - Krzyknął a jego towarzyszka była już przy nim. - Zaczniemy od... Od... - Nie miał nastroju uczyć ją teraz walki. - Od magii.
- Oh.. Super - Stwierdziła Tyks, a Shadowowi nie mógł umknąć wyraz zawodu na jej twarzy.
- Ah no dobra, chwyć za miecz. - Powiedział ze skwaszoną miną.
- Tak!!! - Krzyknęła prawie jak szczeniak i chwyciła wielki miecz który najbardziej ją interesował.
- Niestety, ale ten miecz do ciebie nie pasuje. Jesteś zbyt delikatna i drobna na takie miecze... Może... - Ruszył do mieczy i zamyślił się - Albo sztylety, albo mniejszy zwykły miecz. Wybierzesz po paru dniach nauki. Teraz masz ten - Rzucił w jej stronę ostrzę. Złapała je z łatwością - Świetnie! Tutaj, walczy się inaczej niż tam skąd pochodzisz. Stań pewniej... Dokładnie tak. Rozstaw jeszcze trochę nogi. - Poczekał po czym popchnął waderę. Przewróciła się, ale od razu wstała. - Ahh zamknij oczy i wyobraź sobie silne drzewa, głęboko zakorzenione w ziemi. - Po czym przesunął jej nogi tak, by stała pewnie na ziemi. - Otwórz oczy. - Znów poczekał i popchnął ją. Jednak tym razem nie udało mu się. Stała pewnie na ziemi i wyglądała na zadowoloną. - Świetnie. - Pochwalił ją, po czym chwycił za wielki szeroki miecz. Wilczyca wzdrygnęła się - Nie będziesz walczyć ze mną. Pod ścianą, stoją przeznaczone do tego manekiny.
***
Gdy tylko zademonstrował jej wszystkie przydatne uderzenia i pozostawił ją żeby ćwiczyła, wrócił na górę i zaczął przeszukiwać książki. Do ćwiczącej wysłał kruki.
***
Był już wieczór kiedy sięgnął po zieloną książkę ze złotym napisem: ,,Okrążyć Świat". W tym momencie do komnaty weszła Tyksona...
<przepraszam, że tak długo ale mam mało czasu. Będę odpisywać w miarę możliwości. :) >
- Super! - Westchnęła wilczyca i zaczęła oglądać wszystko co tylko zobaczyła.
Shadow wykorzystał okazję. Sięgnął do torby i wyciągnął dużą księgę, którą zaczął przeglądać. Szukał coś na temat problemu swojej towarzyszki jak i tajemniczych umiejętności. Jedna strona była wyrwana... Jedna z magicznych. Można je odczytać jedynie kiedy zna się na magii na poziomie wyższym. Spojrzał na Tyks znad książki. Zrobiło mu się ciężko. Nie powinien aż tak bardzo związywać się z tą wilczycą... Znowu zrobi komuś krzywdę a poza tym, na pewno wcale się nim nie interesuje... Przynajmniej będzie mógł szybciej wycofać się z tego... Jednak czuł, że nie może oderwać oczu od szczęśliwej, smolistej wadery, a tym bardziej nie może jej zostawić.
- No dobra! - Krzyknął a jego towarzyszka była już przy nim. - Zaczniemy od... Od... - Nie miał nastroju uczyć ją teraz walki. - Od magii.
- Oh.. Super - Stwierdziła Tyks, a Shadowowi nie mógł umknąć wyraz zawodu na jej twarzy.
- Ah no dobra, chwyć za miecz. - Powiedział ze skwaszoną miną.
- Tak!!! - Krzyknęła prawie jak szczeniak i chwyciła wielki miecz który najbardziej ją interesował.
- Niestety, ale ten miecz do ciebie nie pasuje. Jesteś zbyt delikatna i drobna na takie miecze... Może... - Ruszył do mieczy i zamyślił się - Albo sztylety, albo mniejszy zwykły miecz. Wybierzesz po paru dniach nauki. Teraz masz ten - Rzucił w jej stronę ostrzę. Złapała je z łatwością - Świetnie! Tutaj, walczy się inaczej niż tam skąd pochodzisz. Stań pewniej... Dokładnie tak. Rozstaw jeszcze trochę nogi. - Poczekał po czym popchnął waderę. Przewróciła się, ale od razu wstała. - Ahh zamknij oczy i wyobraź sobie silne drzewa, głęboko zakorzenione w ziemi. - Po czym przesunął jej nogi tak, by stała pewnie na ziemi. - Otwórz oczy. - Znów poczekał i popchnął ją. Jednak tym razem nie udało mu się. Stała pewnie na ziemi i wyglądała na zadowoloną. - Świetnie. - Pochwalił ją, po czym chwycił za wielki szeroki miecz. Wilczyca wzdrygnęła się - Nie będziesz walczyć ze mną. Pod ścianą, stoją przeznaczone do tego manekiny.
***
Gdy tylko zademonstrował jej wszystkie przydatne uderzenia i pozostawił ją żeby ćwiczyła, wrócił na górę i zaczął przeszukiwać książki. Do ćwiczącej wysłał kruki.
***
Był już wieczór kiedy sięgnął po zieloną książkę ze złotym napisem: ,,Okrążyć Świat". W tym momencie do komnaty weszła Tyksona...
<przepraszam, że tak długo ale mam mało czasu. Będę odpisywać w miarę możliwości. :) >
14 kwi 2016
Od Shadowa Do Tyksony
Było ciemno, cicho i zimno... Na futrze wyraźnie było czuć wilgoć. Shadow otrząsnął się niecierpliwie i wbił wzrok w ciemność. Po chwili rozbłysły światła. Czarny wilk zmrużył oczy i podkulił ogon. Wyczuł obecność "wyższych". Powoli szedł korytarzem który teraz był idealnie widoczny. Był ogromny i szeroki. Po bokach co jakiś czas były wgłębienia w których stały trony. 6 po jednej i po drugiej stronie. Na samym końcu, ledwo z resztą widocznym, stały 2 wielkie figury... Shadow posuwał się powoli na przód, uważając, by nie narobić hałasu. Jego pazury skrobały cicho po kamiennej podłodze, a echo niosło je daleko... Gdy dotarł do końca, a wydawało by się, że minęły wieki, stało się coś niespodziewanego. Jedna z figur przedstawiająca wilka, z okiem zakrytym prowizorycznie bandażem i oderwanym uchem, poruszyła się. Oderwała nogi od podłoża i rozciągnęła się, jakby przebudzona z długiego snu. Otrząsnęła się z kurzu, który osiadł po, prawdopodobnie, wielu latach trwania w bezruchu. Teraz figura, pomijając to, że jest z kamienia, wyglądała jak żywa. Skłoniła się przed mniejszym o parę dobrych metrów Shadowem i powiedziała głosem który wypełnił ciszę w korytarzu i mocno zapadał w pamięci.
- Shadow... Syn Argona...
- Zgadza się... - Odpowiedział niepewnie i podkulił ogon kładąc po sobie uszy.
- Nie podoba mi się, że taki strachliwy pies jak on do nas przemawia. - Teraz Czarny wilk zdał sobie sprawę, że sąsiednia figura również ożyła i zdumiał się również, gdy zauważył, że to figura człowieka... Osłupiały usiadł ciężko na ziemi i wytrzeszczył oczy.
- Pamiętasz, jak sam legendarny Luu przyszedł do nas po raz pierwszy? Trząsł się tak samo jak on... I był zwykłym wilkiem. Chociaż po wizycie u nas wiesz co się stało... A nie możemy winić tego wilka o to, że zdumiewa go nasza potęga i władza...
- I to, że jest potomkiem tego zapchlonego kundla! - Krzyknęła kobieta i odwróciła głowę zakładając ręce.
- Luu... Jestem... Potomkiem Luu? - Shadow warczał cicho pod nosem.
- Tak. Jak wiesz Luu, jako iż był zwykłym wilkiem, nie będzie żył wiecznie. Kiedyś dobiegnie koniec jego panowania...
- A ty go zastąpisz! - Powiedział nowy głos. Wilk odwrócił się. Za nim stała kolejna figura. Kota. Ogromnego Kota. Rozpoznał w niej swoją patronkę.
- Lilia!
- Zgadza się Shadow. - Mruknęła przyjaźnie, a widząc, że kobieta stojąca obok pierwszej fugury, chce dodać coś obraźliwego, fuknęła na nią i odsłoniła kły. - A tobie, droga Dakoto, władza już do końca uderzyła do głowy!
- Jak śmiesz! - Krzyknęła i rzuciła się na pumę. W tym momencie pomiędzy nimi stanął Shadow. Pomimo, że był o wiele mniejszy od nich, warczał na Dakotę. - Parszywy kundel! - Dorzuciła i odwróciła się.
Ze ścian wyszły kolejne zwierzęta: Lis, niedźwiedź, kuna, Gryf i jaszczurka. Głośno chwaliły smolisto czarnego wilka.
- Widzisz, Dakoto. On ma poparcie! Jesteś sama. A ty, Lacharze, po czyjej jesteś stronie? - Zapytał Lis który zbliżył się do pumy i pieszczotliwie liznął ją w ucho.
- Ja, moi drodzy, nie popieram nikogo dopóty dopóki nie zobaczę czynów owego osobnika.
- Pff! Chyba nie będziesz go popierał tego... Tego... Tego pchlarza! Zapoczątkowałeś rasę zmiennokształtnych, wilkołaków i pojednałeś wszystkie inne rasy! Mój drogi, myśl racjonalnie.
- Myślę i zdecydowałem. Shadow, udowodnij nam, że na to zasługujesz, a wstąpisz na tron po Luu. W ten czas... Jedna księga w zamkniętej wierzy, nie rzuca światła tam gdzie leży. Da ci odpowiedź i da ci wiedzę dzięki niej, dostaniesz umiejętności Kuio.
- Shadowie, twoja ukochana cię wzywa. Wróć do niej i dopilnuj by nauczyła się wszystkiego co musi znać czysty wilk. Następnym razem, przyjdzie tu z tobą...
- Ale.. Ona nie jest...
- Shadow, wiem co czujesz w głębi serca. - Puma ciągnęła dalej i trąciła go nosem - Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
Nagle obok niego pojawił się kruk. Zdumiony Shadow obejrzał się dookoła. Korytarz zniknął, a wraz z nim figury i chłód. Obok niego leżały dwa, przypominające diamenty kamienie. Oba czerwone. Wilk wziął jeden ostrożnie do pyska i odwrócił się do kruka. Trzymając w kamień przemówił z głębi gardła.
- Jay, weźmiesz drugi kamień? - Ptak pokiwał głową i wziął kamień w swoje szpony.
W tej samej chwili do środka wleciała Lui. Skrzecząc i machając skrzydłami. Wyciągnęła nóżkę do przodu z przyczepionym listem.
- Potrzymaj! - Rzucił kamień do ptaka który wylądował na jego grzbiecie a kruk upadł pod jego ciężarem i zaskrzeczał żałośnie. Wilk przeczytał list z mocno bijącym sercem.
- Takie sytuacje wywołuję towarzystwo mary! Błagam, żeby tylko nie zasnęła ponownie.
Wilk ruszył co sił w nogach do wieży a za nim szybowały ptaki niosące kamienie. Shadow obrócił głowę w stronę horyzontu. Było już widać słońce a do zamku nadal spory kawał drogi. W tym momencie postanowił bardzo odważną rzecz. Polecieć podczas dnia. Rozwinął skrzydła które wyglądały na mętne i bardzo osłabione. Zamachał nimi i już leciał nad lasem. Z daleka było już widać śnieżno biały zamek.
***
Gdy opadł na schodach wbiegł po nich walcząc ze zmęczeniem. Ruszył przez plątaninę korytarzy i komnat. Po pewnym czasie dotarł do pokoju Tyks. Drapnął drzwi łapą i popchnął je. Wbiegł do środka przepełniony strachem. Z ulgą stwierdził, że wilczyca stoi obok okna i odwróciła się gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi.
- Shadow!
- Tyks! Wszystko w porządku? - Podbiegł do niej i polizał ją po uchu. Wtulił głowę w jej futro i westchnął, a po chwili gdy się opamiętał i zrozumiał co robi, zrobił parę kroków w tył. W tym momencie przypomniał sobie słowa swojej patronki: Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
Wilk zwiesił głowę i chcąc szybko zająć czymś waderę zaczął mówić:
- Gdy tylko otrzymałem twój list przyleciałem tu w obawie...
- Przyleciałeś?! Za dnia?
- W obawie, że jest tu mara. Ona pobudza takie myśli i często o nich przypomina. Jak tylko ją znajdziemy, zajmiemy się twoimi lekcjami...
- Lekcjami? Jakimi lekcjami?
W tym momencie na parapecie usiadły ptaki kładąc kamienie obok siebie i wpatrując się w wilki. Wadera podskoczyła gdy Lui wypowiedziała te słowa:
- Lekcjami które przygotują cię do odwiedzin w komnacie bogów.
- Właaaśnie! *kra* Teraz jesteś zwykłym kudłatym i głupim stworem! *Kra*
- Czy one..?
- Mówią? Tak. Chociaż dziwne, że w twojej obecności.
- Możecie poszukać mary? Kręci się gdzieś tutaj i powoduje przykre myśli.
Kruki zgodnie pokiwały głowami i wyleciały. Odlatując Lui powiedziała:
- Musisz oduczyć się krakać. To za niskie jak dla nas a ty nadal to robisz. Po 682. latach...!
- Chodź. Idziemy do biblioteki. Znajduje się w wieży i jest tam księga, która doprowadzi mnie do zdobycia umiejętności Kuio... I mam nadzieję uratuje ciebie.
***
Po paru minutach stali już przed drzwiami. Były zamknięte. Shadow próbował je rozbić, ale nic z tego. Chroni je magia...
- Magia! - Shadow wypowiedział słowa w nieznanym języku a drzwi uchyliły się. - Nie myślałem, że ten język jeszcze mi się przyda.
Weszli do środka. Czarny wilk od razu rzucił się na regały i wyciągał księgi. Pamiętał, że tamta nie ma cienia, ale jaka księga go nie ma?! Niewidzialna? Jak szukać czegoś czego nie widać. Z wyrzucania książek na ziemię wyciągnął go spokojny acz zadowolony i zaciekawiony głos
- Tutaj jest księga, ale jest dziwna bo lewituje i wygląda jak hologram. - Shadow rzucił się do Tyks i zawył ze szczęścia.
- To ta księga. Dziękuję. - Polizał waderę po policzku i otworzył zakurzoną książkę. Przerzucał strony po stronie aż w końcu zamknął ją i spojrzał na towarzyszkę. Nie będę trenował dopóki ty nie nauczysz się wszystkiego co potrzebne. Jutro zajmiemy się pierwszą lekcją, czyli magią i walką. Tej nocy będę ci towarzyszyć w komnacie, dopóki kruki nie wypędzą mary...
Zbliżył się do wilczycy i spojrzał jej w oczy.
- Znaczysz dla mnie o wiele więcej niż ci się może wydawać i nie pozwolę by coś ci zagrażało...
<Trochę długie ale mam nadzieję, że się spodoba. Liczę, że szybko dostanę odpowiedź : ) >
- Shadow... Syn Argona...
- Zgadza się... - Odpowiedział niepewnie i podkulił ogon kładąc po sobie uszy.
- Nie podoba mi się, że taki strachliwy pies jak on do nas przemawia. - Teraz Czarny wilk zdał sobie sprawę, że sąsiednia figura również ożyła i zdumiał się również, gdy zauważył, że to figura człowieka... Osłupiały usiadł ciężko na ziemi i wytrzeszczył oczy.
- Pamiętasz, jak sam legendarny Luu przyszedł do nas po raz pierwszy? Trząsł się tak samo jak on... I był zwykłym wilkiem. Chociaż po wizycie u nas wiesz co się stało... A nie możemy winić tego wilka o to, że zdumiewa go nasza potęga i władza...
- I to, że jest potomkiem tego zapchlonego kundla! - Krzyknęła kobieta i odwróciła głowę zakładając ręce.
- Luu... Jestem... Potomkiem Luu? - Shadow warczał cicho pod nosem.
- Tak. Jak wiesz Luu, jako iż był zwykłym wilkiem, nie będzie żył wiecznie. Kiedyś dobiegnie koniec jego panowania...
- A ty go zastąpisz! - Powiedział nowy głos. Wilk odwrócił się. Za nim stała kolejna figura. Kota. Ogromnego Kota. Rozpoznał w niej swoją patronkę.
- Lilia!
- Zgadza się Shadow. - Mruknęła przyjaźnie, a widząc, że kobieta stojąca obok pierwszej fugury, chce dodać coś obraźliwego, fuknęła na nią i odsłoniła kły. - A tobie, droga Dakoto, władza już do końca uderzyła do głowy!
- Jak śmiesz! - Krzyknęła i rzuciła się na pumę. W tym momencie pomiędzy nimi stanął Shadow. Pomimo, że był o wiele mniejszy od nich, warczał na Dakotę. - Parszywy kundel! - Dorzuciła i odwróciła się.
Ze ścian wyszły kolejne zwierzęta: Lis, niedźwiedź, kuna, Gryf i jaszczurka. Głośno chwaliły smolisto czarnego wilka.
- Widzisz, Dakoto. On ma poparcie! Jesteś sama. A ty, Lacharze, po czyjej jesteś stronie? - Zapytał Lis który zbliżył się do pumy i pieszczotliwie liznął ją w ucho.
- Ja, moi drodzy, nie popieram nikogo dopóty dopóki nie zobaczę czynów owego osobnika.
- Pff! Chyba nie będziesz go popierał tego... Tego... Tego pchlarza! Zapoczątkowałeś rasę zmiennokształtnych, wilkołaków i pojednałeś wszystkie inne rasy! Mój drogi, myśl racjonalnie.
- Myślę i zdecydowałem. Shadow, udowodnij nam, że na to zasługujesz, a wstąpisz na tron po Luu. W ten czas... Jedna księga w zamkniętej wierzy, nie rzuca światła tam gdzie leży. Da ci odpowiedź i da ci wiedzę dzięki niej, dostaniesz umiejętności Kuio.
- Shadowie, twoja ukochana cię wzywa. Wróć do niej i dopilnuj by nauczyła się wszystkiego co musi znać czysty wilk. Następnym razem, przyjdzie tu z tobą...
- Ale.. Ona nie jest...
- Shadow, wiem co czujesz w głębi serca. - Puma ciągnęła dalej i trąciła go nosem - Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
Nagle obok niego pojawił się kruk. Zdumiony Shadow obejrzał się dookoła. Korytarz zniknął, a wraz z nim figury i chłód. Obok niego leżały dwa, przypominające diamenty kamienie. Oba czerwone. Wilk wziął jeden ostrożnie do pyska i odwrócił się do kruka. Trzymając w kamień przemówił z głębi gardła.
- Jay, weźmiesz drugi kamień? - Ptak pokiwał głową i wziął kamień w swoje szpony.
W tej samej chwili do środka wleciała Lui. Skrzecząc i machając skrzydłami. Wyciągnęła nóżkę do przodu z przyczepionym listem.
- Potrzymaj! - Rzucił kamień do ptaka który wylądował na jego grzbiecie a kruk upadł pod jego ciężarem i zaskrzeczał żałośnie. Wilk przeczytał list z mocno bijącym sercem.
- Takie sytuacje wywołuję towarzystwo mary! Błagam, żeby tylko nie zasnęła ponownie.
Wilk ruszył co sił w nogach do wieży a za nim szybowały ptaki niosące kamienie. Shadow obrócił głowę w stronę horyzontu. Było już widać słońce a do zamku nadal spory kawał drogi. W tym momencie postanowił bardzo odważną rzecz. Polecieć podczas dnia. Rozwinął skrzydła które wyglądały na mętne i bardzo osłabione. Zamachał nimi i już leciał nad lasem. Z daleka było już widać śnieżno biały zamek.
***
Gdy opadł na schodach wbiegł po nich walcząc ze zmęczeniem. Ruszył przez plątaninę korytarzy i komnat. Po pewnym czasie dotarł do pokoju Tyks. Drapnął drzwi łapą i popchnął je. Wbiegł do środka przepełniony strachem. Z ulgą stwierdził, że wilczyca stoi obok okna i odwróciła się gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi.
- Shadow!
- Tyks! Wszystko w porządku? - Podbiegł do niej i polizał ją po uchu. Wtulił głowę w jej futro i westchnął, a po chwili gdy się opamiętał i zrozumiał co robi, zrobił parę kroków w tył. W tym momencie przypomniał sobie słowa swojej patronki: Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
Wilk zwiesił głowę i chcąc szybko zająć czymś waderę zaczął mówić:
- Gdy tylko otrzymałem twój list przyleciałem tu w obawie...
- Przyleciałeś?! Za dnia?
- W obawie, że jest tu mara. Ona pobudza takie myśli i często o nich przypomina. Jak tylko ją znajdziemy, zajmiemy się twoimi lekcjami...
- Lekcjami? Jakimi lekcjami?
W tym momencie na parapecie usiadły ptaki kładąc kamienie obok siebie i wpatrując się w wilki. Wadera podskoczyła gdy Lui wypowiedziała te słowa:
- Lekcjami które przygotują cię do odwiedzin w komnacie bogów.
- Właaaśnie! *kra* Teraz jesteś zwykłym kudłatym i głupim stworem! *Kra*
- Czy one..?
- Mówią? Tak. Chociaż dziwne, że w twojej obecności.
- Możecie poszukać mary? Kręci się gdzieś tutaj i powoduje przykre myśli.
Kruki zgodnie pokiwały głowami i wyleciały. Odlatując Lui powiedziała:
- Musisz oduczyć się krakać. To za niskie jak dla nas a ty nadal to robisz. Po 682. latach...!
- Chodź. Idziemy do biblioteki. Znajduje się w wieży i jest tam księga, która doprowadzi mnie do zdobycia umiejętności Kuio... I mam nadzieję uratuje ciebie.
***
Po paru minutach stali już przed drzwiami. Były zamknięte. Shadow próbował je rozbić, ale nic z tego. Chroni je magia...
- Magia! - Shadow wypowiedział słowa w nieznanym języku a drzwi uchyliły się. - Nie myślałem, że ten język jeszcze mi się przyda.
Weszli do środka. Czarny wilk od razu rzucił się na regały i wyciągał księgi. Pamiętał, że tamta nie ma cienia, ale jaka księga go nie ma?! Niewidzialna? Jak szukać czegoś czego nie widać. Z wyrzucania książek na ziemię wyciągnął go spokojny acz zadowolony i zaciekawiony głos
- Tutaj jest księga, ale jest dziwna bo lewituje i wygląda jak hologram. - Shadow rzucił się do Tyks i zawył ze szczęścia.
- To ta księga. Dziękuję. - Polizał waderę po policzku i otworzył zakurzoną książkę. Przerzucał strony po stronie aż w końcu zamknął ją i spojrzał na towarzyszkę. Nie będę trenował dopóki ty nie nauczysz się wszystkiego co potrzebne. Jutro zajmiemy się pierwszą lekcją, czyli magią i walką. Tej nocy będę ci towarzyszyć w komnacie, dopóki kruki nie wypędzą mary...
Zbliżył się do wilczycy i spojrzał jej w oczy.
- Znaczysz dla mnie o wiele więcej niż ci się może wydawać i nie pozwolę by coś ci zagrażało...
<Trochę długie ale mam nadzieję, że się spodoba. Liczę, że szybko dostanę odpowiedź : ) >
28 mar 2016
Od Shadowa C.D Tyksona
- Co to jest za ptak? - Zapytała a jej oczy błyszczały z zaciekawienia.
- Wydaje mi się, że to feniks. Jeśli mam rację, masz szczęście, że go zobaczyłaś. Na całym Niflin zostały 4... - Powiedział łagodnie z lekką chrypką w głosie. Opadł na brzuch i położył głowę na łapach kładąc po sobie uszy. Woda chłodziła jego brzuch i początek pyska. Zamknął oczy i wsłuchał się w otoczenie.
- Niesamowite... - Westchnęła - Nie jesteś głodny? - Zmieniła temat spoglądając na zmęczonego basiora.
- Nawet jeśli, to nie mogę dzisiaj jeść. W nocy muszę udać się do świątyni niedaleko wieży.
- I nie możesz jeść? Dlaczego?
- Jeśli chcę połączyć swoje myśli z bogami, muszę być w pełni trzeźwy. - Nagle otworzył oczy, wstał i wciągnął powietrze z głową uniesioną wysoko do góry. - Musimy iść do wieży. Jest tam sporo jedzenia, więc nie będziemy tracić czasu na łowienie ryb.
Wilczyca mruknęła i poszła za Shadow'em w stronę wieży. Po drodze zatrzymał ich głośny skrzek. Na plecach wilka wylądowały dwa wielkie kruki szczypiąc go pieszczotliwie.
- Jay! Lui! - Krzyknął z radością.
- Co to za ptaki?
- Moi dawni towarzysze. Dawno nie byłem w twierdzy i nie miałem z nimi kontaktu. Wiele wilków uważa, że są to bogowie. Żyją już długo i wcale nie widać, żeby się starzały. Mają zdolności jakich brak innym krukom! - Zadowolony zmrużył oczy - Przyjaciele, patrolujcie teren przed nami i ostrzeżcie, gdyby ktoś czyhał na nasz los. - Po tych słowach wzbiły się w powietrze i eskortowały dwa wilki.
***
Parę minut później dotarli do celu cali i zdrowi. Jay i Lui polecieli coś zapolować. Shadow i Tyks rozgościli się w twierdzy. Alfa zaprowadził wilczycę do jednej z komnat.
- To twoja sypialnia. Spędzisz tu całe 2 tygodnie więc mam nadzieję, że będzie ci tu przyjemnie. Ja muszę już iść do świątyni. Lui zostanie z tobą. Wystarczy tylko, że ją zawołasz. Jeśli będzie działo się coś ważnego, wyślij list. Ona już wie, gdzie mnie szukać. - Uśmiechnął się i wychodząc otarł się czule o futro wilczycy. Lekko przy tym zesztywniał, ale rozluźnił się gdy tylko wyszedł z komnaty. Szedł korytarzami aż do wyjścia. Słońce zalało białe schody i zbliżało się ku linii horyzontu. Basior westchnął i ruszył żwawo przed siebie.
***
Po zmroku siedział już w podziemiach świątyni. Podszedł do wielkiego błękitnego kamienia, położył się i oparł głowę na łapach. Był tak blisko skały, że dotykał ją nosem. Zasnął chwilę później...
11 mar 2016
Od Shadowa C.D Tyksona
Znieruchomiał i obserwował kątem oka na wychodzącą waderę. Poczuł ciepło. Coś w nim jakby się przełamało. Jakby kamień, który przez te lata zbierał się i twardniał na jego sercu, teraz zaczął się łamać... Przez tyle lat żył w samotności, a teraz w jednym momencie coś się zmieniło... Niebo zaczęło się przejaśniać, a gwiazdy i księżyc które wstąpiły na niebo rozświetlały mokrą trawę, odbijały się od tafli wody i napełniały serca spokojem. Chociaż ten spokój zaczął się powoli wydawać... Zbyt spokojny. Futro Shadowa było zlepione krwią, a krople wody czuł wyraźnie. Strząsnął je zniecierpliwiony. Postanowił wyjść za waderą. Szedł spokojnie. Uważał by nie narobić hałasu i zachować ciszę taką jaka jest. Uwielbiał chwile gdy mógł iść gdziekolwiek i wsłuchiwać się w nią. Teraz jednak miał wyznaczony cel. Węszył i podążał za zapachem wadery. Jeden zapach go zaniepokoił. Zlewał się z zapachem wilczycy i krwią. Zapach należał do starego wilka... Prawdopodobnie próbował przedrzeć się przez dolinę Yon, a czary zrobiły swoje. Shadow ruszył najszybciej jak mógł. Łapy zapadały mu się w torfie a gałęzie i inne chwasty które leżały na ziemi boleśnie wbijały się w skórę. Nie zważając na to biegł coraz szybciej. W końcu dotarł nad jezioro. Zauważył Tyks i martwego wilka. Spojrzał na wilczycę pytająco, ale ona tylko pokręciła głową. Zbliżył się do niej i trącił nosem.
- Cokolwiek ma się stać, będę u twego boku i nie spocznę dopóty dopóki nie pomogę ci z chorobą. - Westchnął cicho i spojrzał na martwe ciało.
- Shadow... - Odezwała się po chwili i spojrzała Luu prosto w oczy. - Kiedy tu przyszedł zdołał tylko powiedzieć, że Uyru...
- Się zbliżają. - Przerwał jej i cicho warknął. - Najwidoczniej zaklęcie w północnych górach straciło na sile. Muszę je odbudować, ale najpierw udamy się do wschodniej wieży. Pociągnął za sobą Waderę i ruszyli w podróż. Prawdopodobnie jego towarzyszka nie wiedziała, że będzie to długa wędrówka. Nad rankiem byli zupełnie wyczerpani, a nie byli nawet w połowie drogi. Shadow zauważył, że do czasu kiedy pojawi się słońce, mają jeszcze sporo czasu. Podjął więc decyzję, która miała zaważyć nad całą wyprawą i ich bezpieczeństwem.
- Przemień się w człowieka - Nakazał.
- W człowieka? Dlaczego?
- Mówię Ci. Zrób to. - Nie czekał długo. Chwilę późnej stała przed nim piękna dziewczyna. - A teraz usiądź mi na plecach i złap mnie mocno za kark.
- Zaraz... Co? - Zdziwiła się, ale widząc minę basiora nie pytała więcej. Nie było problemu z proporcjami człowieka do wilka. Wilki mieszkające na Niflin zwykle są wielkości konia. Tak też było w przypadku Shadowa, chociaż można by było się kłócić czy nie był większy.
- No, a teraz mocno się trzymaj. - Gdy tylko Tyksona to uczyniła, z jego barków wystrzeliła chmura czarnego dymu, a gdy się rozrzedził, było widać czarne skrzydła. - Gotowa?
Nie czekał na odpowiedź. Machnął skrzydłami i już lecieli nad lasem. Widoki były przepiękne. Słońce było już nad horyzontem gdy Luu wylądował. Usiadł na ziemi i ciężko oddychał. Lot za dnia nie jest przyjemny. Spojrzał na swoją towarzyszkę która z otwartymi ustami patrzyła w stronę wieży...
- I ty to nazywasz wieżą?!
27 lut 2016
Od Shadowa CD Tyksona
Spojrzałem na waderę która powoli osunęła się na ziemię... Byłem spokojny. Nie wydawało mi się, żeby było to coś strasznie poważnego. Złapałem wilczycę za kark i wciągnąłem do jaskini. Mimo, iż wiedziałem, że waderze przydarzyło się to nie pierwszy raz, byłem niespokojny. Mogę powiedzieć, że nawet się zaniepokoiłem gdy po dłuższym czasie wciąż nie otwierała oczu. Trąciłem ją nosem. Była trochę chłodna, ale wyglądało na to, że wszystko było w porządku... Usłyszałem głuchy wark za sobą. Odwróciłem się i zesztywniałem. Podniosłem się i postawiłem ogon. Ogarnął mnie czarny dym, a moje oczy zalśniły. Mimo wielu walk które były już dawno za mną, wiedziałem, że ta będzie jedną z trudniejszych. Warknąłem i skoczyłem na przeciwnika. Szary wilk, prawdopodobnie wygnany z klanu Uyru, był w złej kondycji, co jednak nie znaczyło, że był łatwym przeciwnikiem. Był dwa razy większy ode mnie, chociaż wydawało mi się, że jestem dosyć duży. Wgryzłem się w jego kark. Na jego barku zalśnił bladozielony znak. Wyglądał trochę jak przerwane koło. Teraz ogarnęła mnie jeszcze większa wściekłość. Gryzłem i drapałem basiora. Mordercę o niskiej randze, ale wciąż niebezpiecznego. Udało mi się go oślepić brutalnie raniąc jego oczy. Mordercy Uyru są specjalnie szkoleni by walczyć aż do śmierci. Nie ważne co się by działo z ich ciałem. Z mojego barku sączyła się krew, a prawa tylna łapa była zmasakrowana. W końcu trafiłem w brzuch wojownika. Udało mi się mocno go zranić. Gdyby nie rany przeciwnika, walczylibyśmy dalej, ale ten osunął się na ziemię. Stanąłem przed martwym ciałem. Odsunąłem się pare kroków i usiadłem ciężko dysząc. Nim zdążyłem się zorientować, wilk wstał i wlazł do jaskini z której wyciągnął czarną wilczycę. Ogarnęła mnie wściekłość większa niż kiedykolwiek. Zebrałem wszystkie siły i skoczyłem ponownie na basiora. Puścił waderę. Zauważyłem, że miała na grzbiecie ranę. Nie była głęboka, ale i tak na sam jej widok zrobiłem się jeszcze bardziej zły, o ile to w ogóle możliwe. Z całą agresją natarłem na cel. Rozdzierałem mu skórę i wyrywałem kawałki mięsa. Nie minęło dużo czasu kiedy obaj osunęliśmy się na ziemię. Byłem teraz pewny, że ta szara kupa futra się nie podniesie. Opuściłem głowę. Uspokoiłem się i wtedy poczułem jaki jestem zmęczony i obolały... Wstałem jednak i zaniosłem Tyks do środka. Wyczyściłem starannie ranę i spojrzałem ze smutkiem na towarzyszkę. Miałem nadzieję, że nic jej nie będzie. Poczułem wtedy coś czego nie czułem już dawno... Uczucie które nie powinno mieć miejsca... Czułem, że cokolwiek by się stało, mógłbym poświęcić swoje życie dla tej dziewczyny... -"Nie! To musi mieć związek z byciem alfą!"- Pomyślałem pełen zmiennych uczuć -"Nie wybaczyłbym sobie gdyby to było to co myślę!". Wstałem i nawet nie zważając na ból przybliżyłem się do Tyksony... Jeszcze raz trąciłem ją nosem. Wydawało mi się, że lekko drgnęła, ale nie otwierała oczu. Przybliżyłem się do wyjścia i położyłem przed nim. Rozmyślałem o tym, dlaczego znowu to czuję?...
(Kurczę! Będę miał problemy przez to op xd)
(Kurczę! Będę miał problemy przez to op xd)
24 lut 2016
Od Shadowa C.D Tyksona
Puściłem waderę. Spojrzałem na nią z zaciekawieniem. Po wyglądzie: Koro. Ta wilczyca na pewno pochodzi z Koro! Warknąłem pod nosem. Że też te najciekawsze zawsze pochodzą z tego przeklętego miejsca... I wtedy mi się coś przypomniało. Od razu straciłem energię.
- Jeśli chcesz, możesz tu zostać i dołączyć to mojej watahy. - Powiedziałem równo i monotonnie.
- W porządku. - Odpowiedziała krótko.
Wiedząc wszystko co na chwilę obecną chciałem wiedzieć, odwróciłem się bez zbędnych słów i ruszyłem truchtem w stronę swojej siedziby. Zrobiło mi się zimno chociaż słońce świeciło mocno. Nie czułem w ogóle energii, ale czułem co innego. Po paru minutach poczułem dziwne uczucie które wzmogło się kiedy poczułem zapach Tyksony. Nawet nie zauważyłem kiedy stałem już przed szczeliną w skale prowadzącą do mojej jaskini. Gdy tak wędrowałem ciasnymi korytarzami ogarnął mnie dziwny lęk. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Przyśpieszyłem chcąc się od tego uwolnić. Kiedy wpadłem do ciemnej, zimnej... i pustej jaskini lęk się wzmógł. Położyłem się w koncie i oparłem głowę na łapach. Wydałem dosyć dziwny dźwięk. Pierwszy raz się tak czułem. Może miało to związek z tym, o czym przypomniała mi Tyks? A może to było powiązane z tymi notatkami? Nie miałem pojęcia. Zmiękłem. Nie mogę się tak zachowywać! Jestem przywódcą! Nie mogę okazywać uczuć, nie ważne co się stanie..! Poderwałem się na równe łapy. Warknąłem groźnie a moje źrenice zwęziły się. Futro na karku było postawione na sztorc i wpatrywałem się teraz w czarną sylwetkę Tyksony.
- Czego tu chcesz? Nie powinnaś tu wchodzić bez uprzedzenia mnie! - Powiedziałem nieco spokojniej ale nadal byłem ustawiony w pozycji bojowej. Mój ogon nieco opadł, ale nadal był uniesiony.
- Spokojnie. Myślisz, że nie czuć, że coś cię trapi? Poza tym nawet się nie przedstawiłeś...
No tak. Zapomniałem, że wilkołaki też wyczuwają nastrój...
- Nie muszę się tłumaczyć. I jestem Shadow. Jeśli nie masz więcej pytań, to proszę, wyjdź.
- No, nie wiedziałam, że taki wilk... Taki przywódca jak TY! Boi się powiedzieć cokolwiek. Boi się okazywać własne uczucia...
- Dość!!! - No i znalazła mój słaby punkt. Wie teraz, że nienawidzę gdy ktoś mówi, że się czegoś boję. Uległem - Przypomniałaś mi o jednej osobie... O mojej dawnej partnerce...
- Tak trudno było? - Powiedziała z bardzo złośliwym uśmieszkiem.
- Obiecałem jej, że nigdy nic jej się przy mnie nie stanie... Zginęła dzień po tym jak jej to powiedziałem... Napadł na nią wrogi klan... W tamten dzień obiecałem sobie, że już nigdy nikogo nie skrzywdzę... Nigdy...
Nastała cisza przerywana jedynie kroplami deszczu i grzmotami na zewnątrz. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy w ciemnej grocie, ale moje oczy już przywykły do mroku i teraz dobrze widziałem Tyks. Spojrzałem jej prosto w oczy i powiedziałem chcąc zmienić temat:
- Całkiem dobrze walczysz - Wadera zamachała lekko ogonem dumna z pochwały - Ale nie na tyle, by przetrwać na Niflin. Mogę ci pomóc opanować pare technik, jeśli tylko chcesz... - Powiedziałem to z kamienną twarzą, ale najwidoczniej wilczyca dostrzegła na niej lekki uśmiech i również się uśmiechnęła...
- Jeśli chcesz, możesz tu zostać i dołączyć to mojej watahy. - Powiedziałem równo i monotonnie.
- W porządku. - Odpowiedziała krótko.
Wiedząc wszystko co na chwilę obecną chciałem wiedzieć, odwróciłem się bez zbędnych słów i ruszyłem truchtem w stronę swojej siedziby. Zrobiło mi się zimno chociaż słońce świeciło mocno. Nie czułem w ogóle energii, ale czułem co innego. Po paru minutach poczułem dziwne uczucie które wzmogło się kiedy poczułem zapach Tyksony. Nawet nie zauważyłem kiedy stałem już przed szczeliną w skale prowadzącą do mojej jaskini. Gdy tak wędrowałem ciasnymi korytarzami ogarnął mnie dziwny lęk. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Przyśpieszyłem chcąc się od tego uwolnić. Kiedy wpadłem do ciemnej, zimnej... i pustej jaskini lęk się wzmógł. Położyłem się w koncie i oparłem głowę na łapach. Wydałem dosyć dziwny dźwięk. Pierwszy raz się tak czułem. Może miało to związek z tym, o czym przypomniała mi Tyks? A może to było powiązane z tymi notatkami? Nie miałem pojęcia. Zmiękłem. Nie mogę się tak zachowywać! Jestem przywódcą! Nie mogę okazywać uczuć, nie ważne co się stanie..! Poderwałem się na równe łapy. Warknąłem groźnie a moje źrenice zwęziły się. Futro na karku było postawione na sztorc i wpatrywałem się teraz w czarną sylwetkę Tyksony.
- Czego tu chcesz? Nie powinnaś tu wchodzić bez uprzedzenia mnie! - Powiedziałem nieco spokojniej ale nadal byłem ustawiony w pozycji bojowej. Mój ogon nieco opadł, ale nadal był uniesiony.
- Spokojnie. Myślisz, że nie czuć, że coś cię trapi? Poza tym nawet się nie przedstawiłeś...
No tak. Zapomniałem, że wilkołaki też wyczuwają nastrój...
- Nie muszę się tłumaczyć. I jestem Shadow. Jeśli nie masz więcej pytań, to proszę, wyjdź.
- No, nie wiedziałam, że taki wilk... Taki przywódca jak TY! Boi się powiedzieć cokolwiek. Boi się okazywać własne uczucia...
- Dość!!! - No i znalazła mój słaby punkt. Wie teraz, że nienawidzę gdy ktoś mówi, że się czegoś boję. Uległem - Przypomniałaś mi o jednej osobie... O mojej dawnej partnerce...
- Tak trudno było? - Powiedziała z bardzo złośliwym uśmieszkiem.
- Obiecałem jej, że nigdy nic jej się przy mnie nie stanie... Zginęła dzień po tym jak jej to powiedziałem... Napadł na nią wrogi klan... W tamten dzień obiecałem sobie, że już nigdy nikogo nie skrzywdzę... Nigdy...
Nastała cisza przerywana jedynie kroplami deszczu i grzmotami na zewnątrz. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy w ciemnej grocie, ale moje oczy już przywykły do mroku i teraz dobrze widziałem Tyks. Spojrzałem jej prosto w oczy i powiedziałem chcąc zmienić temat:
- Całkiem dobrze walczysz - Wadera zamachała lekko ogonem dumna z pochwały - Ale nie na tyle, by przetrwać na Niflin. Mogę ci pomóc opanować pare technik, jeśli tylko chcesz... - Powiedziałem to z kamienną twarzą, ale najwidoczniej wilczyca dostrzegła na niej lekki uśmiech i również się uśmiechnęła...
22 lut 2016
Od Shadowa Do Tyksony
Wędrowałem po terenie Czarnych Drzew. Nic się nie działo. Cisza i tęsknota za towarzystwem. To wszystko mnie zmieniło. Ta wyspa... Samotność. Pewnie z takim charakterem nie mam nawet szans na zdobycie partnerki o ile taka by była. Ehh... co mi pozostaje niż włóczenie się samotnie. Usłyszałem trzask gałązek. Poczułem zapach wilka. A dokładniej wilkołaka... Ten sam który czułem pare dni temu. Pobiegłem w tamtą stronę. Po chwili zobaczyłem czarną waderę. Z mojego grzbietu zaczął się wydobywać dym, jak to mam w zwyczaju gdy rozpoczynam walkę. Wilczyca mnie zauważyła i spojrzała w dziwny sposób. Rzuciłem się na nią i przygwoździłem do ziemi. Próbowała się wyrwać ale na darmo.
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - Zapytałem wciąż przygniatając przeciwniczkę.
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - Zapytałem wciąż przygniatając przeciwniczkę.
Shadow
Imię: Shadow
Pseudonim: Luu
Płeć: Basior
Wiek :26
Klan : Nie należy do żadnego klanu, ponieważ w razie sporu musi wybierać rozważnie.
Żywioł: Mrok
Moce: *Lot
Luu nie ma skrzydeł, jednak wczesnym rankiem lub późnym wieczorem, może rozwinąć skrzydła które są na wpół przeźroczyste, przypominające dym. Gdy lata za dnia, kosztuje go to dużo energii zaś w nocy jest pełen energii i ładuje ją na inne moce.
*Lord
Jest to umiejętność pozwalająca mu na przywoływanie zmarłych i demonów. Może on też dzięki tej umiejętności cofać się w czasie lub wybiec w przód, by sprawdzić na przykład przebieg wydarzeń. Lord kosztuje dużo energii dlatego rzadko go używa.
Charakter: Shadow to cichy przywódca, chociaż na pewno nie łagodny. Jest asertywny i potrafi doprowadzić innych do porządku. Wygląda na takiego co chciałby wszystkich pomordować. Jednak to tylko pierwsze wrażenie. Przy swoich przyjaciołach (których niestety brak) jest wesoły i rozgadany. Jego skrytość sprawia, że trudno dowiedzieć się o nim czegoś więcej na początek...
Lubi: Patrzeć nocą na księżyc i pilnować watahy.
Nie lubi: Gdy ktoś zakłóca spokój.
Boi się: Raczej nie ma nic takiego, a bynajmniej jeszcze tego nie poznał.
Rodzina: ---
Zakochana/y w: ---
Partner: ---
Potomstwo: ---
Stanowisko: Samiec Alfa
Jaskinia: Nie ma. Śpi blisko jaskiń innych wilków by pilnować terenu.
Historia: Nie chce się tym dzielić. Sprawia mu to ból kiedy sobie to przypomina.
Kontakt: RikkaTakanashi - Howrse
Subskrybuj:
Posty (Atom)