Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyksona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyksona. Pokaż wszystkie posty

14 lip 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Wadera spojrzała z niemałym zdziwieniem na Shadowa.
- Ja..wyrzuciłam. - powiedziała cicho i zamknęła powieki, jakby bała się, że Shadow zaraz ją ochrzani.
Basior jednak tylko posłał jej spokojne spojrzenie.
- Dlaczego? Gdzie? - zapytał.
Tyksona podniosła się i położyła swoją łapę na barku basiora.
- Choć ze mną. Pokażę ci. - powiedziała cicho i ruszyła do przodu, a za nią basior.
Wędrówka była krótka, a po chwili Tyksona zobaczyła miejsce, w którym zaczęły się dziać owe dziwne rzeczy z tym zwojem. Miała nadzieję, że Shadow wie, co robi. Wzrok demona nie mógł jej wylecieć z pamięci. Bała się powtórki z rozrywki. Może źle użyła zwoju?  Nie miała bladego pojęcia. O dziwo, oboje z basiorem szukali, ale nie znaleźli niczego. Dla Tyks była to ulga, jednak nie okazywała tego swojemu towarzyszowi. Po chwili basior odwrócił się do niej przygnębiony:
- I nic.
Wadera westchnęła cicho i usiadła pod najbliższym drzewem. 
<Shadow? Naprawdę brak weny ;_;>

13 cze 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Ból. Cichy wrzask. Krzyk. Uczucie potwornego bólu rozchodzącego się po ciele niczym błyskawica. Tyksona otworzyła szeroko oczy. Nie pamiętała niczego z poprzedniego dnia. Nie wiedziała, dlaczego nie jest w wieży i nie wiedziała, dlaczego boli. Wszystko się wyjaśniło,  kiedy próbowała wstać. Poczuła ból w ramieniu.  Tak, Tyks była w ciele kobiety.
 Z ramienia,  strzała strzała, która wbiła się prosto w tętnicę. Rana obficie krwawiła.
"Muszę ją związać,  bo nie będzie ze mną najlepiej!" - pomyślała gorączkowo. Rozerwała kawałek swojej bluzki i opatrzyła ramię. Nie wyjęła strzały.  Próbowała, ale utknęła głęboko. Poza tym, za każdym razem, kiedy chciała ją dotknąć przeszła ją fala nieznośnego bólu. Grot tak ją jednak zdenerwował,  że sobie go odłamała. To był jednak błąd. Nagle wrzask.  Skowyk jakiegoś nieszczęśnika.  Zaczęła biec. Usłyszała rozmowę dwóch basiorów. Poczuła znajomy zapach. Luu. Pobiegła w jego stronę. Zobaczyła Shadowa z jakimś obcym basiorem.  Białym i przystojnym basiorem.  Spojrzał na Tyks i uśmiechnął się. Shadow był jednak śmiertelnie poważny. Spojrzał na Tyks surowym wzrokiem jak na dziecko, które nie było posłuszne.Wadera tylko prychnęła cicho, a nieznajomy odszedł do niej i powiedział:
- Witaj piękna.
- Mów mi Tyks. - wadera jakby lekko się zarumieniła.
- Jestem Artem. Brat Shadowa. Miło mi cię poz..
- Skończmy już z tymi czułościami! - warknął Shadow. - Tyks jest ranna.
Wadera spojrzała na Shadowa. Z jednej strony była obudzona jego zachowaniem, ale z drugiej strony, miał rację. Była ranna. Zrobiła jeden krok do przodu i cały świat zawirował. Zaczęła się krztusić i kaszleć krwią. Padła nieprzytomna.
<Shadow? Wybacz długość.>

3 cze 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Wadera wpatrywała się sparaliżowana w księgę. W głowie jakiś głos jej podpowiadał: "To twoje znalezisko! On nie ma prawda dotykać! TO TWÓJ SKARB I TYLKO TWÓJ!" Coś ją opętało. Poczuła się naprawdę nieswojo. Z niewiadomego powodu rosła w niej nieopanowana furia. Jej oczy...stały się srebrne. Zaczęły płonąć. Tyksona nie zdołała się opanować. Skoczyła na basiora i zaczęła go szarpać. Wyrwała książkę i pobiegła. 
- TYKS! OPANUJ SIĘ! - zawołał za nią Shadow.
Tyks jednak odpowiedziała mu złowrogim śmiechem. Biegła dalej. Wybiegła wkrótce z budynku i stanęła na dworze. W pysku trzymała książkę. Otworzyła ją i zobaczyła swój "skarb". Mieniący się  zwój z magicznymi runami. Nie była sobą. Miała również wrażenie, że z koloru jasnoniebieskiego runy przemieniły się na czerwone. Były na nich chyba jakieś zaklęcie. Spojrzała w górę i powiedziałam głośno, a raczej wykrzyknęła:
- Fus ro dah! - na niebie zagrzmiało. Chmury momentalnie zmieniły położenie. Niebo zmieniło kolor z niebieskiego na szkarłatny. Po chwili coś uderzyło o ziemie. Tyksona zamknęła oczy. Przed nią stanęła wysoka wadera, z rogami na głowie. Jej sierść była czarna, a ona, tak jak Tyks, miała płonące, demoniczne oczy. Z niewiadomego powodu czarna wadera, zamiast uciekać, skłoniła się. Czyżby przywołała boga? A może był to demon? Na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć. Potężna wadera pogłaskała Tytanię po głowie i wyszeptała smutno:
- Daj mi swojej krwi. - nie był to rozkaz, to brzmiało bardziej jak prośba, tym bardziej, że wadera wyglądała wbrew pozorom naprawdę słabo. 
Miała ona podkrążone oczy, z pyska ciekła jej zielona ślina, głos miała jak staruszka. Mimo wszystko była na pewno godną przeciwniczką. Tyks postanowiła spełnić jej prośbę. Położyła głowę na ziemi i jednym, szybkim ruchem rozerwała swoją skórę. Na ziemię popłynęła strużka jej krwi. Teraz jej szyja była bardzo pokaleczona. Tytania podeszła do wadery i odsłoniła przed nią kawałek skóry. Nie czekając na nic "bogini" wbiła swoje ostre jak brzytwa kły do szyi bezbronnej Tyksony. Wadera przez moment znieruchomiała. Poczuła okropny jak cholera ból. Zamierzała wrzasnąć. Miała ochotę to przerwać. Zielona ślina kapnęła jej na łapę, a przy tym strasznie ją...poparzyła. Nie odważyła się jednak przerwać tego okropnego rytuału. Zbyt wielki lęk przez  istotą w  wilczej skórze. Później paraliż wszystkich kończyn. Serce tłukło jej w piersi jak szalone. Z oczu wypłynęły jej krwawe łzy, podobnie jak i z nosa, uszu, oraz z miejsca, w którym została zraniona. Po bardzo długiej, okropnej chwili obca wreszcie przestała ją torturować. Tyks padła bez życia na ziemię.
Gdy otworzyła oczy znalazła się w nieznanym sobie miejscu. Miała humanoidalną formę, czyli była obecnie wilkiem o ludzkiej budowie. Mogła chodzić na dwóch łapach, posiadała piersi jak kobieta, oraz <na szczęście> ubranie. Miała również długie, białe włosy jak w swojej ludzkiej "wersji". Oczy znowu były czerwone, na jej szczęście. Nie czuła się jak opętana. Była sobą. Obok niej stanął jakiś basior,również w humanoidalnej formie. Pysk miał jak szakal. W sumie był szakalem. Tytania bardzo interesowała się religią i mitami, wiec wiedziała, kto przed nią stoi. Anubis, bóg śmierci. Podał jej "łapę" i powiedział ciche: "Już czas". Tyks nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła być martwa! Wszystko jednak na to wskazywało. Po chwili obraz jej się zamazał. Zamkneła oczy i po chwili znalazła się znowu w wilczym ciele. Była na Niflin! Oddychała! Żyła! Spojrzała na zwój i otworzyła go. Runy były w swoim pierwotnym stanie. Czyżby to był sen? Po chwili jednak poczuła ból w łapie. Widniał na niej ślad po oparzeniu. Później spojrzała na szyję. Blizny po ugryzieniu. To jednak nie był sen. Kim  była ta istota, która ubłagała ją o swoją krew? Wstydziła się wrócić do wieży. Nie po tym, co zrobiła. Było jej wstyd. Tak bardzo i tak mocno wstyd...  Pobiegła więc przed siebie. Byle jak najdalej.
<Shadow, przepraszam za sporo opóźnienie.>

30 kwi 2016

Od. Tyksony do Shadowa



Zarumieniłam się na słowa Shadowa. Był poniekąd naprawdę uroczym basiorkiem. Spojrzałam na kruki jeszcze raz i odeszłam powolnym krokiem do komnaty. Światła rozświetlały pomieszczenie. Było jeszcze jasno, a ja nie czułam zmęczenia. Nie było sensu się kłaść. Poza tym, chciałam trochę zbliżyć się do tajemniczego Alphy. Zapytałam wiec, wiedząc, że za mną stoi basior:
- Od jak dawna... - nie zdążyłam jednak dokończyć.
Coś huknęło. Echo rozchodziło się po komnatach jeszcze przez długi czas. Shadow nie zważając na mnie wybiegł pędem z komnaty. Westchnęłam tylko. Jaka szkoda, że tak szybko nie potrafię biegać. Ale chętnie bym sobie kości rozprostowała. Choćby tak dla zabawy. Ale miałam ochotę z kimś stoczyć pojedynek. Nie jestem przecież jakąś bezbronną ofiarą, która przestraszy się byle przeciwnika. Ruszyłam mało pośpiesznym krokiem w stronę hałasu. Nie był to jednak demon, czy jakieś inne dziwne stworzenie, co troszkę mnie zasmuciło. Był to tylko stłuczony wazon, a nad nim latał kruk. Rozpoznałam go.Jay.
- Ech.. jakie ciężkie są w tych czasach wazony *kra*! - powiedział ze złością.
Uśmiechnęłam się. Chciałam posprzątać wazon, ale zauważyłam coś wystającego z pomiędzy resztek. Coś jakby zwój. Otworzyłam go. Chyba był magiczny. Dlaczego tak pomyślałam? Wystarczyło spojrzeć na runy. Mieniły się niczym kamień szlachetny. Zmieniały również położenie i latały w powietrzu, a ja, jak zahipnotyzowana, wpatrywałam się w nie.  To był naprawdę piękny widok. Po chwili do pokoju wbiegł Shadow. Co on sie tak ślimaczył? Nie zdążył jednak zauważyć zwoju. Powiedział tylko:
- Złapaliśmy marę. Jesteś bezpieczna.
Skinęłam głową i ukryłam zwój. Widział to Jay, ale kiedy tylko chciał powiedzieć to basiorowi, ja kłapnęłam cicho szczękami i kruk uspokoił się. Na jego szczęście. I tak nie lubiłam tego durnego kruka. Miałam z nimi złe doświadczenia w przeszłości. Z Lui była w stanie sie dogadać, ale Jay jej nie pasował. Shadow wyszedł z pomieszczenia, a ja powiedziałam do Jaya:
- Błagam, nie mów o tym Alfie!
Kruk tylko wydał z siebie warkot. Prawdopodobnie śmiech. Jednak Tyks wcale nie było do śmiechu.
- Powiem mu.
- Nawet sie nie waż! Walczyłam z gorszymi od ciebie! - warknęłam i odsłoniłam kły.
Kruk zamilkł i przysiągł mi, że nie powie. Przysięgi nikt nie łamie, więc byłam spokojna. Nie to, że nie ufałam, czy nie lubiłam Shadowa, ale pragnęłam w końcu zrobić coś bez niego. Nie jest moją matką, żeby aż tak sie o mnie troszczyć. Gdyby naprawdę coś było złego w tym zwoju, powiedziałabym mu. Z jednej strony zwój był dobrze ukryty, wiec musiał być cenny. Mógł też pomóc mi. Ale mógł też zawierać w sobie moc godną bogów. A taka moc mogła mi pomóc w wielu rzeczach. Na przykład? Mogłam sama siebie uleczyć, mogłam pokonać te straszne istoty.. kto wie, czy nie stałabym sie bohaterką? Shadow dowiedziałby się, że nie jestem szczenięciem. Po chwili usłyszałam głos alfy:
- Idziesz na trening?
- Już już! - powiedziałam i schowałam zwój do księgi pod tytułem: "Okrążyć świat". Nie mogłam sie już doczekać treningu.

12 kwi 2016

Od. Tyksony c.d Shadow



Wiatr zawiał i zrobiło się zimno. Do oczu napłynęły waderze łzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Prawdopodobnie bała się. Ale czego? Tego, że Shadow sobie nie poradzi. Od kiedy ona martwiła się jednak w ogóle o kogokolwiek? Chyba od poznania swojego dawnego mentora. Pokochała go, a teraz jego już nie ma. Usłyszała ciche mruczenie. Odruchowo wystała i zaczęła warczeć. Był to jednak tylko jeden z kruków. Wadera odetchnęła z ulgą, po czym położyła się na miękkiej posadzce. Od kiedy kruki mruczą, zadała sobie to pytanie, jednak nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. Położyła się i czekała cierpliwie na sen. Jednak, nie przychodził.
---
A kiedy wreszcie wadera zasnęła, to co się wtedy wydarzyło, nie można było nazwać snem, ale koszmarem. Była na polanie, polanie, która płonęła. Ogień z każdą sekundą stawał się coraz większy i zaczął rozprzestrzeniać się po całej polanie. Polana była naznaczona krwią przeciwników Tyksony. Wszędzie leżały zgniłe już wilcze ciała. Wadera poruszyła się niespokojnie. W powietrzu aż cuchnęło od śmierci. Tyks nigdy nie lubiła mordować, ale kiedy tylko zaszła taka potrzeba, była gotowa stanąć do walki i zamordować w imię sprawiedliwości. Nie bez powodu w dawnym klanie nazywano ją Demonem Sprawiedliwej Śmierci. Tyks rozciągnęła się. Ogień zamknął waderę w kole. Nie wiedziała, co ma robić. Nie potrafiła latać! Nie miała skrzydeł i nie potrafiła ich wytworzyć. Nagle coś odepchnęło ją na bok  i wadera wylądowała na samym środku polany, z dala od ognia. Wilk, który ja odepchnął, zaczął płonąć i rozpaczliwie wyć. Wadera chciała mu pomóc, ale... nie potrafiła. Stała w miejscu i wpatrywała się w jego płonące ciało. Zamknęła oczy. Pojawiła się w ludzkim szpitalu. Jej stara wataha! Pamiętała ten okropny dzień! Przeteleportowało ją do innego wymiaru, wraz z jej przyjaciółmi, w tym z jej ukochanym. Roar siedział przy łóżku z czarną waderą. Pamiętała tę przygodę..  Było to okropne doświadczenie, a zarazem takie wspaniałe! Wilk spojrzał smutno na drugą Tyks, która leżała połamana na łóżku, i na dodatek miała problemy z oddychaniem. Mistrz pilnował czujnie uczennicy, ażeby nic złego już ją nie spotkało. Wadera miała na brzuchu chyba ze sto bandaży. Nic dziwnego. Oberwała od człowieka. Do szpitalnego pokoju nagle przybiegł Viper. Stary znajomy. Niezbyt lubiany przez Tyksonę basior. Wilk podszedł do Roara i powiedział:
- Niedługo przebiją sie przez osłonę. Portal nadal jest zamknięty. Nie możemy uciec!
Szary basior odwrócił sie w stronę Vipera i ze spokojem odparł:
- Dajcie nam czas. Tyks jest za słaba, aby atakować. Ludzka broń jest okropnym orężem mój drogi.
Wilk spojrzał wściekle na basiora, po czym odszedł. W tym momencie sen sie zmienił. Wadera siedziała obok Shadowa. Wtuliła się w jego miękkie futro. Wiedziała, czego chce. Ta chwila mogła trwać nieskończoność, dopóki do basiora podeszła jakaś obca wadera i powiedziała:
- Shadow, kocham cię.
Shadow wstał i odtrącił Tyks, która wylądowała na ziemi. Smolista wadera wpatrywała się w basiora, który podszedł do kompletnie obcej wadery i wraz z nią odeszli w stronę wodopoju, zostawiając Tyksonę samą. Jakby wadera nigdy nie istniała. Gdy tylko Tytania otworzyła oczy, spojrzała na kruka i przywołała go, po czym wyrwała mu pióro, przemieniła się w dziewczynę, wzięła pergamin i atrament i zaczęła pisać. Opisała szczegółowo swój sen. Wadera wierzyła, że każdy koszmar może oznaczać wydarzenia, które już niedługo mogą sie ziścić. Nie opisała tylko ostatniej części snu, dotyczącej Shadowa odchodzącego z jakąś obcą waderą. Gdy skończyła, przypięła pergamin do nóżki kruka i powiedziała:
- Lui, proszę.. zanieś to Alfie. Potrzebuję jego rady.
Kruk skłonił się i odleciał zostawiając Tyks samą.

28 mar 2016

Od. Tyksony c.d Shadowa

 (Dla klimatu <3)
Wadera pociągnęła nosem. To była forteca, nie wieża! Było tak pięknie i tak.. romantycznie! Słońce przyjemnie rozświetlało niebo. Tyksona poczuła się jak w raju! Do jej oczu napłynęły łzy. Uśmiechnęła się.
- Shadow, to jest prześliczne! To forteca nie wieża!
Basior zaśmiał się. Jemu zapewne również się tu podobało. Do "wieży" pozostał zaledwie kilometr. Wadera zeszła z grzbietu basiora i dokonała przemiany w wilka.
- Jeżeli chcesz, możemy tam pol.. - zaczął basior, ale wadera mu przerwała.
- Nie przemęczaj się. Dam radę, nie jestem przecież kaleką! - powiedziała i zeskoczyła z klifu, na którym wylądowali.
Basior westchnął tylko i poszedł za waderą. Był chyba czymś zakłopotany, ale Tyksona tego nie dostrzegła. Nadal maszerował raźnym krokiem, aż natrafiła na rzeczkę. Weszła do wody. Woda, przyjemnie ochłodziła jej ciało. Zobaczyła rybę i skoczyła na nią. Wgryzła się w jej łuski i zaczęła przeżuwać. Spojrzała na Shadowa. Wlókł się niemiłosiernie. Był chyba zmęczony lotem. Jednak młoda wadera nie przejęła się tym i grzecznie poczekała. Nagle usłyszała szelest. odwróciła głowę i zobaczyła ptaka. Był złoty, a jego piórka iskrzyły się i świeciły. Tyks spojrzała z zainteresowaniem na ptaka i zapytała Shadowa:
- Co to jest za ptak?
(Shadow? Wybacz zwłokę i takie krótkie opowiadanie)

9 mar 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Smolista wadera spojrzała ze smutkiem na basiora. Cały czas czuła ból. Rana zdołała się już zaklepać, ale problem tkwił tak naprawdę w jej sercu. Co kilka dni zdarzały jej się takie bóle. Każdy był jednak bardziej bolesny od poprzedniego. I trwał dłużej. Jeżeli wadera nie znajdzie lekarstwa, lub nie przejdzie przeszczepu, prawdopodobnie niedługo nastąpi zgon. Do oczu napłynęły jej łzy. Przemieniła się w człowieka i zaczęła cicho szlochać. usłyszał to odwrócony do niej plecami Shadow. Zastrzygł uszy i spojrzał na białowłosą. Poznał ją. Wiedział, że to ona. Zeskoczył ze skalnej półki i obwąchał ją. Ta przemieniła się znowu w wilka.
- Co się stało? - zapytał czule basior, a Tytania tylko odwróciła się do niego plecami.
- Moja kara. Moja klątwa. Mam problemy z sercem.
Shadow drgnął niespokojnie. Zapewne nie wiedział.  Tyks z niewiadomego powodu postanowiła mu zaufać i powiedziała cicho:
- Ja... ja zabiłam swoich rodziców, za to, co mi uczynili... Za to dostałam karę. Klątwa polega na tym, że często dostaję krwotoku wewnętrznego, przechodzę zawał, lub serce zwalnia swój bieg, a czasem nawet się zatrzymuje. Jeżeli nie znajdę leku... umrę.
Basior spojrzał na mnie ze współczuciem. Podniosłam się i powiedziałam cicho:
- Jeżeli nie chcesz takiej morderczyni w swojej watasze, to zrozumiem. Nie chcę być dla ciebie ciężarem czy kaleką. Nie chcę cię obciążać obowiązkiem zajmowania się mną.
Wadera wstała i zrobiła coś niespodziewanego. podeszła do Shadow'a i wyszeptała:
- Dziękuję. - po czym pocałowała go i odeszła jak najdalej od jaskini.
***
Była noc. Wadera położyła się obok małego jeziorka. Pragnęła pobyć sama. Odpowiada jej to. Nie potrafiła zamknąć oczu w obawie, że zaraz ktoś ją zaatakuje. Bacznie obserwowała staw. Nagle usłyszała szelest. Już miała skoczyć na obcego, kiedy zorientowała się, że to stary, schorowany wilk. Dodam tylko, że kiedy usłyszała, że ktoś się zbliża, w głębi duszy marzyła, aby był to Shadow.  Co ciekawe.. poczuła coś do niego. To uczucie czuła również, kiedy był z nią Roar. Spojrzała na starca, który wychrypiał:
- Uryu! Ratuj się! Nadchodzi! - po czym padł martwy.
(Wróciłam! ^^)

27 lut 2016

Od Tyksony CD. Shadow

- Jeżeli mam być szczera, to chętnie skorzystam. Lubię się uczyć nowych technik. - wadera uśmiechnęła się nieśmiało.
Basior odwzajemnił jej uśmiech i spojrzał w niebo. Chmury powoli przesuwały się w tą stronę. Były ciemne. Niedługo zapewne zacznie padać. Wadera nie zamierzała moknąć na deszczu. Zapytała wiec Shadow'a:
- Moglibyśmy pójść do jakiejś jaskini? Niedługo będzie padać, a ja nie zamierzam moknąć. Nie wiem jak ty...
- Ja też nie zamierzam. Chodźmy wiec lepiej do...
- Do mojej jaskini. - Tyksona przerwała basiorowi. - I jak chcesz... możesz mi mówić Tyks.
Basior mruknąć coś cicho, ale Tyks nie dosłyszała. Ruszyła więc prosto przed siebie. Gdy już była przy wejściu, poczuła ukłucie w pierś. Spanikowała. Znowu? Tak szybko? Nie.. Jej ciało powoli opadło na ziemię. Tytania zamknęła oczy.
(Brak weny)

24 lut 2016

Od Tyksony C.D Shadow

- Ki-kim... - wyjąkała czarna wadera, ale basior zdołał przycisnął pazury do jej gardła.  Tyksona próbowała się ruszyć, ale była wykończona. Spojrzała na swoją łapę, która była wygięta pod nienaturalnym kątem. Była po tej całej gonitwie naprawdę zmęczona i nie miała sił bić się z obcym basiorem. Zamknęła oczy i rozpoczęła regenerację. Basior nie wiedział za bardzo co się dzieje i dlaczego łapa smolistej wadery nagle zajaśniała. Po kilku minutach, zrosła się i była jak nowa. Po krótkiej chwili wadera powiedziała twardym głosem do basiora, ukrywając to, że .. hmm... może, że jest słaba psychiczne? Że ma depresję? Basior nie wytrzymał i ugryzł waderę w szyję. Tyksona warknęła z bólu, chociaż dla niej nie był zbyt wielki. Po krótkim czasie powiedziała: - Jestem... Tyksona. Pochodzę z... odległej krainy. Jestem... - tutaj wadera przerwała, zastanawiając się co powiedzieć, ale po kilku minutach wyjawiła: - jestem przyjacielem. Sama nie wiem, czego szukam, ale na pewno nie kłopotów. Nic cie nie zrobię, ale bądź taki łaskawy i puść mnie. (Shadow?)

22 lut 2016

Tyksona

Jako człowiek:
Jako wilk:

Imię: Tyksona
Pseudonim: Najczęściej wołają na nią Tyks, czasem Tytania
Płeć: Wadera
Wiek: Starzenia zatrzymało jej się w wieku 17 lat
Klan Czarnych Drzew
Żywioły: Cień, Ciernie, Mrok
Moce:
   Całkowita władza nad żywiołem mroku i istotami z nim związanym (w tym wilki o żywiole ciemności)
   Podróże cieniem
   *Czarna śmierć - Tytania potrafi przemienić się na coś w rodzaju cienia. Jej skóra zmienia barwę na czarną, a jej oczy stają się szkarłatne. Kto tylko dotknie Tyks natychmiast umiera na Dżumę. Ponad to dziewczyna nie może mówić. Gdy tylko otwiera usta, wydobywa się z nich morderczy krzyk. Głośny zabija, a cichszy tylko ogłusza.
   *Władca Strachu - Dziewczyna potrafi wyczuć, czego boi się jej ofiara, po czym wywołuje czarną mgłę, która układa się w kształt tego, czego najbardziej boi się nieprzyjaciel. Mgła paraliżuje przeciwnika, który zostaje pokonany własnym strachem.
   *Hadesowy ogień - Inaczej władza nad ogniem z czeluści samego piekła. Tyks potrafi użyć ten ogień na trzy sposoby: Po pierwsze potrafi miotać kulami czarnego ognia. Gdy taka kula trafi w przeciwnika, ten natychmiast umiera. Kolejnym sposobem jest krąg ognia. Dziewczyna wytwarza wokół przeciwnika krąg ognia, który się zmniejsza i wchłania przeciwnika. Ostatnim sposobem jest deszcz ognia. Tyksona może  wytwarzać deszcz, ale ognia. Deszcz ten ma mniejszy zasięg, ale kule ognia są większe i po trafieniu w przeciwnika odbiera mu moce na trzy dni.
   *Błogosławieństwo Mroku - Jest to rodzaj błogosławieństwa, które dziewczyna otrzymała od pewnego demona. Polega ono na tym, że Tyks jest odporna na ataki mentalne, magiczne oraz trucizny, klątwy i uroki. Dziewczyna posiada też moc regeneracji. Regeneracja nie obejmuje jednak ran zadanych srebrem, złotem, rdzeniem meteorytu oraz....stali. Poza tym dziewczyna jest odporna na metal, tytan oraz inne tego typu materiały.
   *Wzrok demona - Dziewczyna potrafi torturować wzrokiem przeciwnika, grzebać mu w umyśle lub nawet opętywać.
   *Furia - Tyks, gdy jest wściekła, wytwarza potężną falę destrukcji. Zżera to okropnie dużo energii Tyksony. Fala ta ma zasięg 5 od 200 metrów kwadratowych, do nawet jednego kilometra. Fala ta wysadza większość przeciwników w powietrze.
 
   *Blisk - dziewczyna potrafi poprzez ugryzienie przeciwnika stworzyć z niego marionetkę, zwaną opętańcem, lub wstrzyknąć mu do organizmu truciznę. Opętaniec słucha tylko i wyłącznie Tyks..
*Samookaleczenie - Jedno z najstarszych zaklęć. Polega ono na tym, że dziewczyna może przyjąć na siebie czyjeś rany, bądź ból. Rany te nie można uleczyć ŻADNYM zaklęciem.  Rany goją się jednak szybciej i dziewczyna jest bardziej odporna na ból niż inni.
Charakter Tytania to nietypowa dziewczyna, o nietypowym charakterze. Łączy w swoim charakterze wiele przeciwieństw. Przejdę więc do sedna. Tyks to raczej spokojna i mocno nieśmiała osoba. Nie potrafi zacząć rozmowy, ani wyznać komuś swoich uczuć. Do obcych podchodzi z dystansem i niechęcią.  Ocenia wilki i ludzi zazwyczaj po pozorach, dopiero później zazwyczaj przekonuje się, że nie miała racji. Jest raczej mało ufną osobą. Nie lubi poznawać nowych znajomości, a związane jest to z tym, że duża liczba osób zwyczajnie prędzej czy później wystawiała Tytanię. Dziewczyna obwinia siebie o całe zło na tym świecie, bez względu na wszystko. Łatwo ją urazić, a gdy już to zrobisz, módl się, aby dziewczyna zostawiła cię w spokoju. Jest mściwa, ale często dręczą ją wyrzuty sumienia, więc dosyć często przeprasza, nawet wtedy, kiedy wina leżała po drugiej stronie. Wadera wbrew pozorom lubi, ba! KOCHA niebezpieczeństwo i przygody. Nigdy nie lubiła życia spokojnego. Tyksona szczerze nienawidzi tłumów i ludzi. Dziewczyna najczęściej czuje się między nimi nieswojo... To, że jest nieśmiała, wcale nie oznacza, że wadera jest tchórzem. Można powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Dziewczyna jest odważna, a nawet bardzo.  Często bywa oschła. Gdy jest wściekła, okropnie dużo przeklina, co stara się ograniczyć, ale jej zbytnie nie wychodzi. Dziewczyna jest chora na depresję. Rzadko się więc śmieje, często płacze i dużo się wścieka. Tyks w towarzystwie osób, które lubi zmienia się o 180 stopni. Potrafi się czasem uśmiechnąć, a nawet zacząć jakąś rozmowę. Wśród przyjaciół jest też strasznie rozgadana i potrafiłaby nawijać godzinami. Na pierwszym miejscu dziewczyna ZAWSZE stawia sobie odwagę i lojalność. Tytanię cechuje też właśnie wierność i lojalność. Potrafi dochować każdą tajemnicę nawet za cenę życia. Wadera ma też w sobie coś z cichej romantyczki...
Lubi: Samotność, ciszę, dobrą książkę, magię, treningi, parkour, szczeniaki, basiory
Nie lubi: Obcych, wrednych wader, słabeuszy, sportu (wyjątkiem jest parkour)
Boi się: Zdrady...
Rodzina: No cóż... zabiła ich
Zakochana w: Nie zwraca uwagę na wygląd
Partner: Brak
Potomstwo: Może kiedyś...
Stanowisko: Gamma, Czarodziej.
Jaskinia:
Historia: Gdy była mała została porwana od rodziców. Wilk z obcej hordy uratował jej życie przed porywaczami. Wilk ten miał na imię Roar. Należał on do pewnej watahy. Watahy Skrytobójców. Byli oni specjalnie szkoleni, poddawani mutacji. Byli stworzeni do zabijania. Tyks  była najlepszą uczennicą Roara. Jak na waderę rodziła sobie zadziwiająco dobrze. Gdy miała 16 lat zaczęła się podkochiwać w Roarze, mimo iż był od niej o 10 lat starszy. Miłości jednak się nie wybiera... Jej dawna wataha dowiedziała się o tym zaatakowała sforę. Tyksona walczyła dzielnie, ale nie była wystarczająco silna. Zobaczyła w oddali ciało dobrze znajomego basiora. Wściekła zaczęła mordować wszystkie wilki dookoła. Uciekła daleko na północ szukając watahy, aż dotarła tutaj...
Kontakt: Fragonia - Howrse