30 kwi 2016

Od. Tyksony do Shadowa



Zarumieniłam się na słowa Shadowa. Był poniekąd naprawdę uroczym basiorkiem. Spojrzałam na kruki jeszcze raz i odeszłam powolnym krokiem do komnaty. Światła rozświetlały pomieszczenie. Było jeszcze jasno, a ja nie czułam zmęczenia. Nie było sensu się kłaść. Poza tym, chciałam trochę zbliżyć się do tajemniczego Alphy. Zapytałam wiec, wiedząc, że za mną stoi basior:
- Od jak dawna... - nie zdążyłam jednak dokończyć.
Coś huknęło. Echo rozchodziło się po komnatach jeszcze przez długi czas. Shadow nie zważając na mnie wybiegł pędem z komnaty. Westchnęłam tylko. Jaka szkoda, że tak szybko nie potrafię biegać. Ale chętnie bym sobie kości rozprostowała. Choćby tak dla zabawy. Ale miałam ochotę z kimś stoczyć pojedynek. Nie jestem przecież jakąś bezbronną ofiarą, która przestraszy się byle przeciwnika. Ruszyłam mało pośpiesznym krokiem w stronę hałasu. Nie był to jednak demon, czy jakieś inne dziwne stworzenie, co troszkę mnie zasmuciło. Był to tylko stłuczony wazon, a nad nim latał kruk. Rozpoznałam go.Jay.
- Ech.. jakie ciężkie są w tych czasach wazony *kra*! - powiedział ze złością.
Uśmiechnęłam się. Chciałam posprzątać wazon, ale zauważyłam coś wystającego z pomiędzy resztek. Coś jakby zwój. Otworzyłam go. Chyba był magiczny. Dlaczego tak pomyślałam? Wystarczyło spojrzeć na runy. Mieniły się niczym kamień szlachetny. Zmieniały również położenie i latały w powietrzu, a ja, jak zahipnotyzowana, wpatrywałam się w nie.  To był naprawdę piękny widok. Po chwili do pokoju wbiegł Shadow. Co on sie tak ślimaczył? Nie zdążył jednak zauważyć zwoju. Powiedział tylko:
- Złapaliśmy marę. Jesteś bezpieczna.
Skinęłam głową i ukryłam zwój. Widział to Jay, ale kiedy tylko chciał powiedzieć to basiorowi, ja kłapnęłam cicho szczękami i kruk uspokoił się. Na jego szczęście. I tak nie lubiłam tego durnego kruka. Miałam z nimi złe doświadczenia w przeszłości. Z Lui była w stanie sie dogadać, ale Jay jej nie pasował. Shadow wyszedł z pomieszczenia, a ja powiedziałam do Jaya:
- Błagam, nie mów o tym Alfie!
Kruk tylko wydał z siebie warkot. Prawdopodobnie śmiech. Jednak Tyks wcale nie było do śmiechu.
- Powiem mu.
- Nawet sie nie waż! Walczyłam z gorszymi od ciebie! - warknęłam i odsłoniłam kły.
Kruk zamilkł i przysiągł mi, że nie powie. Przysięgi nikt nie łamie, więc byłam spokojna. Nie to, że nie ufałam, czy nie lubiłam Shadowa, ale pragnęłam w końcu zrobić coś bez niego. Nie jest moją matką, żeby aż tak sie o mnie troszczyć. Gdyby naprawdę coś było złego w tym zwoju, powiedziałabym mu. Z jednej strony zwój był dobrze ukryty, wiec musiał być cenny. Mógł też pomóc mi. Ale mógł też zawierać w sobie moc godną bogów. A taka moc mogła mi pomóc w wielu rzeczach. Na przykład? Mogłam sama siebie uleczyć, mogłam pokonać te straszne istoty.. kto wie, czy nie stałabym sie bohaterką? Shadow dowiedziałby się, że nie jestem szczenięciem. Po chwili usłyszałam głos alfy:
- Idziesz na trening?
- Już już! - powiedziałam i schowałam zwój do księgi pod tytułem: "Okrążyć świat". Nie mogłam sie już doczekać treningu.

14 kwi 2016

Od Shadowa Do Tyksony

Było ciemno, cicho i zimno... Na futrze wyraźnie było czuć wilgoć. Shadow otrząsnął się niecierpliwie i wbił wzrok w ciemność. Po chwili rozbłysły światła. Czarny wilk zmrużył oczy i podkulił ogon. Wyczuł obecność "wyższych". Powoli szedł korytarzem który teraz był idealnie widoczny. Był ogromny i szeroki. Po bokach co jakiś czas były wgłębienia w których stały trony. 6 po jednej i po drugiej stronie. Na samym końcu, ledwo z resztą widocznym, stały 2 wielkie figury... Shadow posuwał się powoli na przód, uważając, by nie narobić hałasu. Jego pazury skrobały cicho po kamiennej podłodze, a echo niosło je daleko... Gdy dotarł do końca, a wydawało by się, że minęły wieki, stało się coś niespodziewanego. Jedna z figur przedstawiająca wilka, z okiem zakrytym prowizorycznie bandażem i oderwanym uchem, poruszyła się. Oderwała nogi od podłoża i rozciągnęła się, jakby przebudzona z długiego snu. Otrząsnęła się z kurzu, który osiadł po, prawdopodobnie, wielu latach trwania w bezruchu. Teraz figura, pomijając to, że jest z kamienia, wyglądała jak żywa. Skłoniła się przed mniejszym o parę dobrych metrów Shadowem i powiedziała głosem który wypełnił ciszę w korytarzu i mocno zapadał w pamięci.
- Shadow... Syn Argona...
- Zgadza się... - Odpowiedział niepewnie i podkulił ogon kładąc po sobie uszy.
- Nie podoba mi się, że taki strachliwy pies jak on do nas przemawia. - Teraz Czarny wilk zdał sobie sprawę, że sąsiednia figura również ożyła i zdumiał się również, gdy zauważył, że to figura człowieka... Osłupiały usiadł ciężko na ziemi i wytrzeszczył oczy. 
- Pamiętasz, jak sam legendarny Luu przyszedł do nas po raz pierwszy? Trząsł się tak samo jak on... I był zwykłym wilkiem. Chociaż po wizycie u nas wiesz co się stało... A nie możemy winić tego wilka o to, że zdumiewa go nasza potęga i władza...
- I to, że jest potomkiem tego zapchlonego kundla! - Krzyknęła kobieta i odwróciła głowę zakładając ręce. 
- Luu... Jestem... Potomkiem Luu? - Shadow warczał cicho pod nosem. 
- Tak. Jak wiesz Luu, jako iż był zwykłym wilkiem, nie będzie żył wiecznie. Kiedyś dobiegnie koniec jego panowania...
- A ty go zastąpisz! - Powiedział nowy głos. Wilk odwrócił się. Za nim stała kolejna figura. Kota. Ogromnego Kota. Rozpoznał w niej swoją patronkę. 
- Lilia!
- Zgadza się Shadow. - Mruknęła przyjaźnie, a widząc, że kobieta stojąca obok pierwszej fugury, chce dodać coś obraźliwego, fuknęła na nią i odsłoniła kły. - A tobie, droga Dakoto, władza już do końca uderzyła do głowy!
- Jak śmiesz! - Krzyknęła i rzuciła się na pumę. W tym momencie pomiędzy nimi stanął Shadow. Pomimo, że był o wiele mniejszy od nich, warczał na Dakotę. - Parszywy kundel! - Dorzuciła i odwróciła się. 
 Ze ścian wyszły kolejne zwierzęta: Lis, niedźwiedź, kuna, Gryf i jaszczurka. Głośno chwaliły smolisto czarnego wilka. 
- Widzisz, Dakoto. On ma poparcie! Jesteś sama. A ty, Lacharze, po czyjej jesteś stronie? - Zapytał Lis który zbliżył się do pumy i pieszczotliwie liznął ją w ucho.
- Ja, moi drodzy, nie popieram nikogo dopóty dopóki nie zobaczę czynów owego osobnika.
- Pff! Chyba nie będziesz go popierał tego... Tego... Tego pchlarza! Zapoczątkowałeś rasę zmiennokształtnych, wilkołaków i pojednałeś wszystkie inne rasy! Mój drogi, myśl racjonalnie.
- Myślę i zdecydowałem. Shadow, udowodnij nam, że na to zasługujesz, a wstąpisz na tron po Luu. W ten czas... Jedna księga w zamkniętej wierzy, nie rzuca światła tam gdzie leży. Da ci odpowiedź i da ci wiedzę dzięki niej, dostaniesz umiejętności Kuio.
- Shadowie, twoja ukochana cię wzywa. Wróć do niej i dopilnuj by nauczyła się wszystkiego co musi znać czysty wilk. Następnym razem, przyjdzie tu z tobą...
- Ale.. Ona nie jest...
- Shadow, wiem co czujesz w głębi serca. - Puma ciągnęła dalej i trąciła go nosem - Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...



  Nagle obok niego pojawił się kruk. Zdumiony Shadow obejrzał się dookoła. Korytarz zniknął, a wraz z nim figury i chłód. Obok niego leżały dwa, przypominające diamenty kamienie. Oba czerwone. Wilk wziął jeden ostrożnie do pyska i odwrócił się do kruka. Trzymając w kamień przemówił z głębi gardła.
- Jay, weźmiesz drugi kamień? - Ptak pokiwał głową i wziął kamień w swoje szpony.
 W tej samej chwili do środka wleciała Lui. Skrzecząc i machając skrzydłami. Wyciągnęła nóżkę do przodu z przyczepionym listem.
- Potrzymaj! - Rzucił kamień do ptaka który wylądował na jego grzbiecie a kruk upadł pod jego ciężarem i zaskrzeczał żałośnie. Wilk przeczytał list z mocno bijącym sercem.
- Takie sytuacje wywołuję towarzystwo mary! Błagam, żeby tylko nie zasnęła ponownie.
 Wilk ruszył co sił w nogach do wieży a za nim szybowały ptaki niosące kamienie. Shadow obrócił głowę w  stronę horyzontu. Było już widać słońce a do zamku nadal spory kawał drogi. W tym momencie postanowił bardzo odważną rzecz. Polecieć podczas dnia. Rozwinął skrzydła które wyglądały na mętne i bardzo osłabione. Zamachał nimi i już leciał nad lasem. Z daleka było już widać śnieżno biały zamek.
***
Gdy opadł na schodach wbiegł po nich walcząc ze zmęczeniem. Ruszył przez plątaninę korytarzy i komnat. Po pewnym czasie dotarł do pokoju Tyks. Drapnął drzwi łapą i popchnął je. Wbiegł do środka przepełniony strachem. Z ulgą stwierdził, że wilczyca stoi obok okna i odwróciła się gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi.
- Shadow!
- Tyks! Wszystko w porządku? - Podbiegł do niej i polizał ją po uchu. Wtulił głowę w jej futro i westchnął, a po chwili gdy się opamiętał i zrozumiał co robi, zrobił parę kroków w tył. W tym momencie przypomniał sobie słowa swojej patronki: Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
 Wilk zwiesił głowę i chcąc szybko zająć czymś waderę zaczął mówić:
- Gdy tylko otrzymałem twój list przyleciałem tu w obawie...
- Przyleciałeś?! Za dnia?
- W obawie, że jest tu mara. Ona pobudza takie myśli i często o nich przypomina. Jak tylko ją znajdziemy, zajmiemy się twoimi lekcjami...
- Lekcjami? Jakimi lekcjami?
 W tym momencie na parapecie usiadły ptaki kładąc kamienie obok siebie i wpatrując się w wilki. Wadera podskoczyła gdy Lui wypowiedziała te słowa:
- Lekcjami które przygotują cię do odwiedzin w komnacie bogów.
- Właaaśnie! *kra* Teraz jesteś zwykłym kudłatym i głupim stworem! *Kra*
- Czy one..?
- Mówią? Tak. Chociaż dziwne, że w twojej obecności.
- Możecie poszukać mary? Kręci się gdzieś tutaj i powoduje przykre myśli.
 Kruki zgodnie pokiwały głowami i wyleciały. Odlatując Lui powiedziała:
- Musisz oduczyć się krakać. To za niskie jak dla nas a ty nadal to robisz. Po 682. latach...!
- Chodź. Idziemy do biblioteki. Znajduje się w wieży i jest tam księga, która doprowadzi mnie do zdobycia umiejętności Kuio... I mam nadzieję uratuje ciebie.
***
Po paru minutach stali już przed drzwiami. Były zamknięte. Shadow próbował je rozbić, ale nic z tego. Chroni je magia...
- Magia! - Shadow wypowiedział słowa w nieznanym języku a drzwi uchyliły się. - Nie myślałem, że ten język jeszcze mi się przyda.
 Weszli do środka. Czarny wilk od razu rzucił się na regały i wyciągał księgi. Pamiętał, że tamta nie ma cienia, ale jaka księga go nie ma?! Niewidzialna? Jak szukać czegoś czego nie widać. Z wyrzucania książek na ziemię wyciągnął go spokojny acz zadowolony i zaciekawiony głos
- Tutaj jest księga, ale jest dziwna bo lewituje i wygląda jak hologram. - Shadow rzucił się do Tyks i zawył ze szczęścia.
- To ta księga. Dziękuję. - Polizał waderę po policzku i otworzył zakurzoną książkę. Przerzucał strony po stronie aż w końcu zamknął ją i spojrzał na towarzyszkę. Nie będę trenował dopóki ty nie nauczysz się wszystkiego co potrzebne. Jutro zajmiemy się pierwszą lekcją, czyli magią i walką. Tej nocy będę ci towarzyszyć w komnacie, dopóki kruki nie wypędzą mary...
 Zbliżył się do wilczycy i spojrzał jej w oczy.
- Znaczysz dla mnie o wiele więcej niż ci się może wydawać i nie pozwolę by coś ci zagrażało...

<Trochę długie ale mam nadzieję, że się spodoba. Liczę, że szybko dostanę odpowiedź : ) >


12 kwi 2016

Od. Tyksony c.d Shadow



Wiatr zawiał i zrobiło się zimno. Do oczu napłynęły waderze łzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Prawdopodobnie bała się. Ale czego? Tego, że Shadow sobie nie poradzi. Od kiedy ona martwiła się jednak w ogóle o kogokolwiek? Chyba od poznania swojego dawnego mentora. Pokochała go, a teraz jego już nie ma. Usłyszała ciche mruczenie. Odruchowo wystała i zaczęła warczeć. Był to jednak tylko jeden z kruków. Wadera odetchnęła z ulgą, po czym położyła się na miękkiej posadzce. Od kiedy kruki mruczą, zadała sobie to pytanie, jednak nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. Położyła się i czekała cierpliwie na sen. Jednak, nie przychodził.
---
A kiedy wreszcie wadera zasnęła, to co się wtedy wydarzyło, nie można było nazwać snem, ale koszmarem. Była na polanie, polanie, która płonęła. Ogień z każdą sekundą stawał się coraz większy i zaczął rozprzestrzeniać się po całej polanie. Polana była naznaczona krwią przeciwników Tyksony. Wszędzie leżały zgniłe już wilcze ciała. Wadera poruszyła się niespokojnie. W powietrzu aż cuchnęło od śmierci. Tyks nigdy nie lubiła mordować, ale kiedy tylko zaszła taka potrzeba, była gotowa stanąć do walki i zamordować w imię sprawiedliwości. Nie bez powodu w dawnym klanie nazywano ją Demonem Sprawiedliwej Śmierci. Tyks rozciągnęła się. Ogień zamknął waderę w kole. Nie wiedziała, co ma robić. Nie potrafiła latać! Nie miała skrzydeł i nie potrafiła ich wytworzyć. Nagle coś odepchnęło ją na bok  i wadera wylądowała na samym środku polany, z dala od ognia. Wilk, który ja odepchnął, zaczął płonąć i rozpaczliwie wyć. Wadera chciała mu pomóc, ale... nie potrafiła. Stała w miejscu i wpatrywała się w jego płonące ciało. Zamknęła oczy. Pojawiła się w ludzkim szpitalu. Jej stara wataha! Pamiętała ten okropny dzień! Przeteleportowało ją do innego wymiaru, wraz z jej przyjaciółmi, w tym z jej ukochanym. Roar siedział przy łóżku z czarną waderą. Pamiętała tę przygodę..  Było to okropne doświadczenie, a zarazem takie wspaniałe! Wilk spojrzał smutno na drugą Tyks, która leżała połamana na łóżku, i na dodatek miała problemy z oddychaniem. Mistrz pilnował czujnie uczennicy, ażeby nic złego już ją nie spotkało. Wadera miała na brzuchu chyba ze sto bandaży. Nic dziwnego. Oberwała od człowieka. Do szpitalnego pokoju nagle przybiegł Viper. Stary znajomy. Niezbyt lubiany przez Tyksonę basior. Wilk podszedł do Roara i powiedział:
- Niedługo przebiją sie przez osłonę. Portal nadal jest zamknięty. Nie możemy uciec!
Szary basior odwrócił sie w stronę Vipera i ze spokojem odparł:
- Dajcie nam czas. Tyks jest za słaba, aby atakować. Ludzka broń jest okropnym orężem mój drogi.
Wilk spojrzał wściekle na basiora, po czym odszedł. W tym momencie sen sie zmienił. Wadera siedziała obok Shadowa. Wtuliła się w jego miękkie futro. Wiedziała, czego chce. Ta chwila mogła trwać nieskończoność, dopóki do basiora podeszła jakaś obca wadera i powiedziała:
- Shadow, kocham cię.
Shadow wstał i odtrącił Tyks, która wylądowała na ziemi. Smolista wadera wpatrywała się w basiora, który podszedł do kompletnie obcej wadery i wraz z nią odeszli w stronę wodopoju, zostawiając Tyksonę samą. Jakby wadera nigdy nie istniała. Gdy tylko Tytania otworzyła oczy, spojrzała na kruka i przywołała go, po czym wyrwała mu pióro, przemieniła się w dziewczynę, wzięła pergamin i atrament i zaczęła pisać. Opisała szczegółowo swój sen. Wadera wierzyła, że każdy koszmar może oznaczać wydarzenia, które już niedługo mogą sie ziścić. Nie opisała tylko ostatniej części snu, dotyczącej Shadowa odchodzącego z jakąś obcą waderą. Gdy skończyła, przypięła pergamin do nóżki kruka i powiedziała:
- Lui, proszę.. zanieś to Alfie. Potrzebuję jego rady.
Kruk skłonił się i odleciał zostawiając Tyks samą.

28 mar 2016

Od Shadowa C.D Tyksona

 Wilk szedł wolno. Był wyczerpany i pragnął paść w cieniu i przespać cały dzień. Jego nogi drżały od ciężaru wilka, który teraz zdawał się być jeszcze cięższy. Czuł jak coś zaciska mu się na sercu i kotłuje w brzuchu kiedy patrzy na waderę i przypomina sobie co się z nią dzieje... Co się dzieje też z nim samym. Dzielnie doszedł do wilczycy która obserwowała złotego ptaka.
- Co to jest za ptak? - Zapytała a jej oczy błyszczały z zaciekawienia.
- Wydaje mi się, że to feniks. Jeśli mam rację, masz szczęście, że go zobaczyłaś. Na całym Niflin zostały 4... - Powiedział łagodnie z lekką chrypką w głosie. Opadł na brzuch i położył głowę na łapach kładąc po sobie uszy. Woda chłodziła jego brzuch i początek pyska. Zamknął oczy i wsłuchał się w otoczenie.
- Niesamowite... - Westchnęła - Nie jesteś głodny? - Zmieniła temat spoglądając na zmęczonego basiora.
- Nawet jeśli, to nie mogę dzisiaj jeść. W nocy muszę udać się do świątyni niedaleko wieży.
- I nie możesz jeść? Dlaczego?
- Jeśli chcę połączyć swoje myśli z bogami, muszę być w pełni trzeźwy. - Nagle otworzył oczy, wstał i wciągnął powietrze z głową uniesioną wysoko do góry. - Musimy iść do wieży. Jest tam sporo jedzenia, więc nie będziemy tracić czasu na łowienie ryb.
 Wilczyca mruknęła i poszła za Shadow'em w stronę wieży. Po drodze zatrzymał ich głośny skrzek. Na plecach wilka wylądowały dwa wielkie kruki szczypiąc go pieszczotliwie.
- Jay! Lui! - Krzyknął z radością.
- Co to za ptaki?
- Moi dawni towarzysze. Dawno nie byłem w twierdzy i nie miałem z nimi kontaktu. Wiele wilków uważa, że są to bogowie. Żyją już długo i wcale nie widać, żeby się starzały. Mają zdolności jakich brak innym krukom! - Zadowolony zmrużył oczy - Przyjaciele, patrolujcie teren przed nami i ostrzeżcie, gdyby ktoś czyhał na nasz los. - Po tych słowach wzbiły się w powietrze i eskortowały dwa wilki.

***
Parę minut później dotarli do celu cali i zdrowi. Jay i Lui polecieli coś zapolować. Shadow i Tyks rozgościli się w twierdzy. Alfa zaprowadził wilczycę do jednej z komnat.
- To twoja sypialnia. Spędzisz tu całe 2 tygodnie więc mam nadzieję, że będzie ci tu przyjemnie. Ja muszę już iść do świątyni. Lui zostanie z tobą. Wystarczy tylko, że ją zawołasz. Jeśli będzie działo się coś ważnego, wyślij list. Ona już wie, gdzie mnie szukać. - Uśmiechnął się i wychodząc otarł się czule o futro wilczycy. Lekko przy tym zesztywniał, ale rozluźnił się gdy tylko wyszedł z komnaty. Szedł korytarzami aż do wyjścia. Słońce zalało białe schody i zbliżało się ku linii horyzontu. Basior westchnął i ruszył żwawo przed siebie.
***
Po zmroku siedział już w podziemiach świątyni. Podszedł do wielkiego błękitnego kamienia, położył się i oparł głowę na łapach. Był tak blisko skały, że dotykał ją nosem. Zasnął chwilę później...

Od. Tyksony c.d Shadowa

 (Dla klimatu <3)
Wadera pociągnęła nosem. To była forteca, nie wieża! Było tak pięknie i tak.. romantycznie! Słońce przyjemnie rozświetlało niebo. Tyksona poczuła się jak w raju! Do jej oczu napłynęły łzy. Uśmiechnęła się.
- Shadow, to jest prześliczne! To forteca nie wieża!
Basior zaśmiał się. Jemu zapewne również się tu podobało. Do "wieży" pozostał zaledwie kilometr. Wadera zeszła z grzbietu basiora i dokonała przemiany w wilka.
- Jeżeli chcesz, możemy tam pol.. - zaczął basior, ale wadera mu przerwała.
- Nie przemęczaj się. Dam radę, nie jestem przecież kaleką! - powiedziała i zeskoczyła z klifu, na którym wylądowali.
Basior westchnął tylko i poszedł za waderą. Był chyba czymś zakłopotany, ale Tyksona tego nie dostrzegła. Nadal maszerował raźnym krokiem, aż natrafiła na rzeczkę. Weszła do wody. Woda, przyjemnie ochłodziła jej ciało. Zobaczyła rybę i skoczyła na nią. Wgryzła się w jej łuski i zaczęła przeżuwać. Spojrzała na Shadowa. Wlókł się niemiłosiernie. Był chyba zmęczony lotem. Jednak młoda wadera nie przejęła się tym i grzecznie poczekała. Nagle usłyszała szelest. odwróciła głowę i zobaczyła ptaka. Był złoty, a jego piórka iskrzyły się i świeciły. Tyks spojrzała z zainteresowaniem na ptaka i zapytała Shadowa:
- Co to jest za ptak?
(Shadow? Wybacz zwłokę i takie krótkie opowiadanie)

11 mar 2016

Od Shadowa C.D Tyksona

 Znieruchomiał i obserwował kątem oka na wychodzącą waderę. Poczuł ciepło. Coś w nim jakby się przełamało. Jakby kamień, który przez te lata zbierał się i twardniał na jego sercu, teraz zaczął się łamać... Przez tyle lat żył w samotności, a teraz w jednym momencie coś się zmieniło... Niebo zaczęło się przejaśniać, a gwiazdy i księżyc które wstąpiły na niebo rozświetlały mokrą trawę, odbijały się od tafli wody i napełniały serca spokojem. Chociaż ten spokój zaczął się powoli wydawać... Zbyt spokojny. Futro Shadowa było zlepione krwią, a krople wody czuł wyraźnie. Strząsnął je zniecierpliwiony. Postanowił wyjść za waderą. Szedł spokojnie. Uważał by nie narobić hałasu i zachować ciszę taką jaka jest. Uwielbiał chwile gdy mógł iść gdziekolwiek i wsłuchiwać się w nią. Teraz jednak miał wyznaczony cel. Węszył i podążał za zapachem wadery. Jeden zapach go zaniepokoił. Zlewał się z zapachem wilczycy i krwią. Zapach należał do starego wilka... Prawdopodobnie próbował przedrzeć się przez dolinę Yon, a czary zrobiły swoje. Shadow ruszył najszybciej jak mógł. Łapy zapadały mu się w torfie a gałęzie i inne chwasty które leżały na ziemi boleśnie wbijały się w skórę. Nie zważając na to biegł coraz szybciej. W końcu dotarł nad jezioro. Zauważył Tyks i martwego wilka. Spojrzał na wilczycę pytająco, ale ona tylko pokręciła głową. Zbliżył się do niej i trącił nosem.
- Cokolwiek ma się stać, będę u twego boku i nie spocznę dopóty dopóki nie pomogę ci z chorobą. - Westchnął cicho i spojrzał na martwe ciało.
- Shadow... - Odezwała się po chwili i spojrzała Luu prosto w oczy. - Kiedy tu przyszedł zdołał tylko powiedzieć, że Uyru...
- Się zbliżają. - Przerwał jej i cicho warknął. - Najwidoczniej zaklęcie w północnych górach straciło na sile. Muszę je odbudować, ale najpierw udamy się do wschodniej wieży. Pociągnął za sobą Waderę i ruszyli w podróż. Prawdopodobnie jego towarzyszka nie wiedziała, że będzie to długa wędrówka. Nad rankiem byli zupełnie wyczerpani, a nie byli nawet w połowie drogi. Shadow zauważył, że do czasu kiedy pojawi się słońce, mają jeszcze sporo czasu. Podjął więc decyzję, która miała zaważyć nad całą wyprawą i ich bezpieczeństwem.
- Przemień się w człowieka - Nakazał.
- W człowieka? Dlaczego? 
- Mówię Ci. Zrób to. - Nie czekał długo. Chwilę późnej stała przed nim piękna dziewczyna. - A teraz usiądź mi na plecach i złap mnie mocno za kark. 
- Zaraz... Co? - Zdziwiła się, ale widząc minę basiora nie pytała więcej. Nie było problemu z proporcjami człowieka do wilka. Wilki mieszkające na Niflin zwykle są wielkości konia. Tak też było w przypadku Shadowa, chociaż można by było się kłócić czy nie był większy. 
- No, a teraz mocno się trzymaj. - Gdy tylko Tyksona to uczyniła, z jego barków wystrzeliła chmura czarnego dymu, a gdy się rozrzedził, było widać czarne skrzydła. - Gotowa? 
 Nie czekał na odpowiedź. Machnął skrzydłami i już lecieli nad lasem. Widoki były przepiękne. Słońce było już nad horyzontem gdy Luu wylądował. Usiadł na ziemi i ciężko oddychał. Lot za dnia nie jest przyjemny. Spojrzał na swoją towarzyszkę która z otwartymi ustami patrzyła w stronę wieży...
- I ty to nazywasz wieżą?!

9 mar 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Smolista wadera spojrzała ze smutkiem na basiora. Cały czas czuła ból. Rana zdołała się już zaklepać, ale problem tkwił tak naprawdę w jej sercu. Co kilka dni zdarzały jej się takie bóle. Każdy był jednak bardziej bolesny od poprzedniego. I trwał dłużej. Jeżeli wadera nie znajdzie lekarstwa, lub nie przejdzie przeszczepu, prawdopodobnie niedługo nastąpi zgon. Do oczu napłynęły jej łzy. Przemieniła się w człowieka i zaczęła cicho szlochać. usłyszał to odwrócony do niej plecami Shadow. Zastrzygł uszy i spojrzał na białowłosą. Poznał ją. Wiedział, że to ona. Zeskoczył ze skalnej półki i obwąchał ją. Ta przemieniła się znowu w wilka.
- Co się stało? - zapytał czule basior, a Tytania tylko odwróciła się do niego plecami.
- Moja kara. Moja klątwa. Mam problemy z sercem.
Shadow drgnął niespokojnie. Zapewne nie wiedział.  Tyks z niewiadomego powodu postanowiła mu zaufać i powiedziała cicho:
- Ja... ja zabiłam swoich rodziców, za to, co mi uczynili... Za to dostałam karę. Klątwa polega na tym, że często dostaję krwotoku wewnętrznego, przechodzę zawał, lub serce zwalnia swój bieg, a czasem nawet się zatrzymuje. Jeżeli nie znajdę leku... umrę.
Basior spojrzał na mnie ze współczuciem. Podniosłam się i powiedziałam cicho:
- Jeżeli nie chcesz takiej morderczyni w swojej watasze, to zrozumiem. Nie chcę być dla ciebie ciężarem czy kaleką. Nie chcę cię obciążać obowiązkiem zajmowania się mną.
Wadera wstała i zrobiła coś niespodziewanego. podeszła do Shadow'a i wyszeptała:
- Dziękuję. - po czym pocałowała go i odeszła jak najdalej od jaskini.
***
Była noc. Wadera położyła się obok małego jeziorka. Pragnęła pobyć sama. Odpowiada jej to. Nie potrafiła zamknąć oczu w obawie, że zaraz ktoś ją zaatakuje. Bacznie obserwowała staw. Nagle usłyszała szelest. Już miała skoczyć na obcego, kiedy zorientowała się, że to stary, schorowany wilk. Dodam tylko, że kiedy usłyszała, że ktoś się zbliża, w głębi duszy marzyła, aby był to Shadow.  Co ciekawe.. poczuła coś do niego. To uczucie czuła również, kiedy był z nią Roar. Spojrzała na starca, który wychrypiał:
- Uryu! Ratuj się! Nadchodzi! - po czym padł martwy.
(Wróciłam! ^^)

28 lut 2016

Od Shadowa: Zbliżający się Event.

Wyszedłem na skałkę patrząc na zebranych
- Słuchajcie. Nie zebrałem was tu z byle powodu! Wiem, że Uyru nie dadzą nam spokoju, ale chociaż teraz mamy chwilę spokoju. Chcę to wykorzystać. Z tej racji mam dla was zabawę. Dobierzecie się w pary. Waszym zadaniem jest znalezienie zaginionej skrzyni. W środku znajdują się nagrody które podzielicie między sobą. Na terenie Niflin są ukryte zagadki i podpowiedzi. Dziś, nie obowiązuje zakaz wchodzenia na tereny różnych klanów. Macie 7 dni na odnalezienie skrzyni. W dniu 4 gdy nikt nie znajdzie skrzynki, wybiorę 1 osobę z pary i ukryje ją tam gdzie skrzynia. Musicie się więc śpieszyć. Pierwsza podpowiedź: Wasi przyjaciele będą tam, gdzie w 7 dniu zaleje ich woda. Ni to słodka... Ni słona... Dobierzcie się więc w pary i wyruszajcie, bo czasu jest mało!

  W skrócie:
- Dobierz sobie parę (piszcie o tym na priv lub chacie.)
- Piszcie opowiadania z każdego dnia np:
Od kogoś do kogoś: Dzień 1.
Odp od kogoś CD Kogoś Dzień 1 cd. 
Odp od kogoś Cd kogoś dzień 2... itd. 
- W 7 dniu zostaną wyznaczone osoby z najbardziej kreatywnymi i długimi opowiadaniami. Zostaną wyznaczane punkty.

Miejsca:
1. Skrzynia i to co w środku.
2. Przedmiot ze sklepu + 200 r.
3. 300 r.
4. (ewentualnie) Nagroda pocieszenia 150 r. 

Odnośnie tamtych opowiadań i ich kolejności: Im więcej napiszecie tym większe szanse na wygranie skrzyni. Pamiętajcie. Piszcie ile chcecie ale:
1. dzień ba być pierwszym dniem i w tym dniu nie możecie pisać już opowiadania na dzień 2. To samo tyczy się reszty dni. 

Powodzenia! ~ Shadow.

Uwaga!

Jeśli tworzycie inne postaci np. Smoki, koty czy cokolwiek (tak, ta wataha obejmuje wszystko... no prawie) Próbujcie uzupełnić formularz w sposób by pasował do postaci i jej gatunku. Byłabym wdzięczna gdyby ktoś wymyślił formularze dla:
- Smoków
- Zwierząt
- Ludzi
 Nagroda za formularz to 1000 rubli.

Daika

Człowiek
Wilk


Imię: Daika
Pseudonim: Lwica
Płeć: Wadera
Wiek: 16
Klan: Czarnych Drzew
Żywioły :Mrok, sny.
Moce: Pod tym względem Daika jest bardzo ciekawa...

*Wkradanie się do snów - To raczej oczywiste, że dzięki tej mocy może ona wchodzić do snów innych wilków jak do innego świata i robić co jej się żywnie podoba. Musi jednak zostawać blisko właściciela snu, ponieważ nie może zostać w miejscu o którym nie śni ów osoba. Dzięki temu może przesyłać wiadomości i udzielić rad zagubionym wilkom, lub tym którym grozi niebezpieczeństwo.

*Wykradanie snów - Daika może zabierać sny danej osoby. Gdy osobnik śpi, ona zabiera sen i podmienia na inny. Dzięki temu, może doprowadzić danego wilka do depresji czy skłonić do czynów, do których normalnie nie dałoby się go przekonać.

*Mara - Może zmieniać się w szarą postać. Dzieję się to wtedy kiedy łączy się duszą z innym wilkiem. Wysyła wtedy połowę swojej duszy by śledziła tamtego wilka. Po powrocie po ustalonym czasie i po przyłączeniu się duszy, do jej reszty, może zobaczyć co widziała tamta połowa. Wie, co robił wilk i jakie są jego zwyczaje.

*Lot - Na ogół Daika nie ma skrzydeł, ale może je rozwinąć gdy tylko ma taką ochotę. Pojawiają się wtedy na jej barkach opierzone skrzydła, które są koloru jej futra.

Charakter: Daika to sympatyczna waderka. Lubi zawierać nowe znajomości. Nic nie stanie jej na przeszkodzie by pomóc komuś, nawet za cenę życia, co jest bardzo rzadkie. Mimo jej wieku jest lojalna i bardzo troskliwa. Potrafi jednak być żmiją. Gdy jest taka sytuacja, potrafi obrazić drugą osobę tak, że ta po chwili nie będzie miała argumentów. Jest dosyć cicha, ale gdy już przyjdzie jej się z kimś zaprzyjaźnić, potrafi nawijać całymi godzinami, szczególnie przy herbacie z mlekiem i ciasteczkami...
Lubi: Patrzeć jak bawią się dzieci i szczenięta. Uwielbia też obserwować jak zmieniają się pory roku.
Nie lubi: Gdy zostaje sama na dłuższy czas...
Boi się: Nie wie, czy jest coś takiego, ale ma dziwne uczucie kiedy widzi jak ktoś kogoś morduje. Może boi się... Śmierci?
Rodzina: Nie pamięta jak się nazywali. To było tak dawno...
Zakochana w: Nie za bardzo ją te sprawy interesują, chociaż na pewno w końcu się przełamie.
Partner: ---
Potomstwo: ---
Stanowisko: Doradca Alfy.
Jaskinia - Śpi w różnych jaskiniach. Nie ma jeszcze własnej. Nie chce żyć w zimnej, pustej grocie sama.
Historia: Podczas wielkiego sztormu statek, na którym płynęła z rodzicami zatonął. Jako jedyna przeżyła a morze wyrzuciło ją na brzeg Niflin. Nawet nie można się nie zdziwić, kiedy wie się, że żyła tu niezauważona. Polowała na małe zwierzęta, wszystkie ślady swojej obecności zacierała, w obawie przed napastnikami, uczyła się wchodzić na drzewa by nie można było jej znaleźć. Wiele lat minęło odkąd straciła rodzinę. Obserwowała alfę watahy, do której po pewnym czasie postanowiła dołączyć. Bała się, że zginie będąc samą i bez żywej duszy która by za nią płakała.
Kontakt: RikkaTakanashi - Howrse wksk.wataha@gmail.com

27 lut 2016

Od Shadowa CD Tyksona

 Spojrzałem na waderę która powoli osunęła się na ziemię... Byłem spokojny. Nie wydawało mi się, żeby było to coś strasznie poważnego. Złapałem wilczycę za kark i wciągnąłem do jaskini. Mimo, iż wiedziałem, że waderze przydarzyło się to nie pierwszy raz, byłem niespokojny. Mogę powiedzieć, że nawet się zaniepokoiłem gdy po dłuższym czasie wciąż nie otwierała oczu. Trąciłem ją nosem. Była trochę chłodna, ale wyglądało na to, że wszystko było w porządku... Usłyszałem głuchy wark za sobą. Odwróciłem się i zesztywniałem. Podniosłem się i postawiłem ogon. Ogarnął mnie czarny dym, a moje oczy zalśniły. Mimo wielu walk które były już dawno za mną, wiedziałem, że ta będzie jedną z trudniejszych. Warknąłem i skoczyłem na przeciwnika. Szary wilk, prawdopodobnie wygnany z klanu Uyru, był w złej kondycji, co jednak nie znaczyło, że był łatwym przeciwnikiem. Był dwa razy większy ode mnie, chociaż wydawało mi się, że jestem dosyć duży. Wgryzłem się w jego kark. Na jego barku zalśnił bladozielony znak. Wyglądał trochę jak przerwane koło. Teraz ogarnęła mnie jeszcze większa wściekłość. Gryzłem i drapałem basiora. Mordercę o niskiej randze, ale wciąż niebezpiecznego. Udało mi się go oślepić brutalnie raniąc jego oczy. Mordercy Uyru są specjalnie szkoleni by walczyć aż do śmierci. Nie ważne co się by działo z ich ciałem. Z mojego barku sączyła się krew, a prawa tylna łapa była zmasakrowana. W końcu trafiłem w brzuch wojownika. Udało mi się mocno go zranić. Gdyby nie rany przeciwnika, walczylibyśmy dalej, ale ten osunął się na ziemię. Stanąłem przed martwym ciałem. Odsunąłem się pare kroków i usiadłem ciężko dysząc. Nim zdążyłem się zorientować, wilk wstał i wlazł do jaskini z której wyciągnął czarną wilczycę. Ogarnęła mnie wściekłość większa niż kiedykolwiek. Zebrałem wszystkie siły i skoczyłem ponownie na basiora. Puścił waderę. Zauważyłem, że miała na grzbiecie ranę. Nie była głęboka, ale i tak na sam jej widok zrobiłem się jeszcze bardziej zły, o ile to w ogóle możliwe. Z całą agresją natarłem na cel. Rozdzierałem mu skórę i wyrywałem kawałki mięsa. Nie minęło dużo czasu kiedy obaj osunęliśmy się na ziemię. Byłem teraz pewny, że ta szara kupa futra się nie podniesie. Opuściłem głowę. Uspokoiłem się i wtedy poczułem jaki jestem zmęczony i obolały... Wstałem jednak i zaniosłem Tyks do środka. Wyczyściłem starannie ranę i spojrzałem ze smutkiem na towarzyszkę. Miałem nadzieję, że nic jej nie będzie. Poczułem wtedy coś czego nie czułem już dawno... Uczucie które nie powinno mieć miejsca... Czułem, że cokolwiek by się stało, mógłbym poświęcić swoje życie dla tej dziewczyny... -"Nie! To musi mieć związek z byciem alfą!"- Pomyślałem pełen zmiennych uczuć -"Nie wybaczyłbym sobie gdyby to było to co myślę!". Wstałem i nawet nie zważając na ból przybliżyłem się do Tyksony... Jeszcze raz trąciłem ją nosem. Wydawało mi się, że lekko drgnęła, ale nie otwierała oczu. Przybliżyłem się do wyjścia i położyłem przed nim. Rozmyślałem o tym, dlaczego znowu to czuję?...

(Kurczę! Będę miał problemy przez to op xd)

Od Tyksony CD. Shadow

- Jeżeli mam być szczera, to chętnie skorzystam. Lubię się uczyć nowych technik. - wadera uśmiechnęła się nieśmiało.
Basior odwzajemnił jej uśmiech i spojrzał w niebo. Chmury powoli przesuwały się w tą stronę. Były ciemne. Niedługo zapewne zacznie padać. Wadera nie zamierzała moknąć na deszczu. Zapytała wiec Shadow'a:
- Moglibyśmy pójść do jakiejś jaskini? Niedługo będzie padać, a ja nie zamierzam moknąć. Nie wiem jak ty...
- Ja też nie zamierzam. Chodźmy wiec lepiej do...
- Do mojej jaskini. - Tyksona przerwała basiorowi. - I jak chcesz... możesz mi mówić Tyks.
Basior mruknąć coś cicho, ale Tyks nie dosłyszała. Ruszyła więc prosto przed siebie. Gdy już była przy wejściu, poczuła ukłucie w pierś. Spanikowała. Znowu? Tak szybko? Nie.. Jej ciało powoli opadło na ziemię. Tytania zamknęła oczy.
(Brak weny)

24 lut 2016

Od Shadowa C.D Tyksona

 Puściłem waderę. Spojrzałem na nią z zaciekawieniem. Po wyglądzie: Koro. Ta wilczyca na pewno pochodzi z Koro! Warknąłem pod nosem. Że też te najciekawsze zawsze pochodzą z tego przeklętego miejsca... I wtedy mi się coś przypomniało. Od razu straciłem energię.
- Jeśli chcesz, możesz tu zostać i dołączyć to mojej watahy. - Powiedziałem równo i monotonnie.
- W porządku. - Odpowiedziała krótko.
 Wiedząc wszystko co na chwilę obecną chciałem wiedzieć, odwróciłem się bez zbędnych słów i ruszyłem truchtem w stronę swojej siedziby. Zrobiło mi się zimno chociaż słońce świeciło mocno. Nie czułem w ogóle energii, ale czułem co innego. Po paru minutach poczułem dziwne uczucie które wzmogło się kiedy poczułem zapach Tyksony. Nawet nie zauważyłem kiedy stałem już przed szczeliną w skale prowadzącą do mojej jaskini. Gdy tak wędrowałem ciasnymi korytarzami ogarnął mnie dziwny lęk. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Przyśpieszyłem chcąc się od tego uwolnić. Kiedy wpadłem do ciemnej, zimnej... i pustej jaskini lęk się wzmógł. Położyłem się w koncie i oparłem głowę na łapach. Wydałem dosyć dziwny dźwięk. Pierwszy raz się tak czułem. Może miało to związek z tym, o czym przypomniała mi Tyks? A może to było powiązane z tymi notatkami? Nie miałem pojęcia. Zmiękłem. Nie mogę się tak zachowywać! Jestem przywódcą! Nie mogę okazywać uczuć, nie ważne co się stanie..! Poderwałem się na równe łapy. Warknąłem groźnie a moje źrenice zwęziły się. Futro na karku było postawione na sztorc i wpatrywałem się teraz w czarną sylwetkę Tyksony.
- Czego tu chcesz? Nie powinnaś tu wchodzić bez uprzedzenia mnie! - Powiedziałem nieco spokojniej ale nadal byłem ustawiony w pozycji bojowej. Mój ogon nieco opadł, ale nadal był uniesiony.
- Spokojnie. Myślisz, że nie czuć, że coś cię trapi? Poza tym nawet się nie przedstawiłeś...
 No tak. Zapomniałem, że wilkołaki też wyczuwają nastrój...
- Nie muszę się tłumaczyć. I jestem Shadow. Jeśli nie masz więcej pytań, to proszę, wyjdź.
- No, nie wiedziałam, że taki wilk... Taki przywódca jak TY! Boi się powiedzieć cokolwiek. Boi się okazywać własne uczucia...
- Dość!!! - No i znalazła mój słaby punkt. Wie teraz, że nienawidzę gdy ktoś mówi, że się czegoś boję. Uległem - Przypomniałaś mi o jednej osobie... O mojej dawnej partnerce...
- Tak trudno było? - Powiedziała z bardzo złośliwym uśmieszkiem.
- Obiecałem jej, że nigdy nic jej się przy mnie nie stanie... Zginęła dzień po tym jak jej to powiedziałem... Napadł na nią wrogi klan... W tamten dzień obiecałem sobie, że już nigdy nikogo nie skrzywdzę... Nigdy...
 Nastała cisza przerywana jedynie kroplami deszczu i grzmotami na zewnątrz. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy w ciemnej grocie, ale moje oczy już przywykły do mroku i teraz dobrze widziałem Tyks. Spojrzałem jej prosto w oczy i powiedziałem chcąc zmienić temat:
- Całkiem dobrze walczysz - Wadera zamachała lekko ogonem dumna z pochwały - Ale nie na tyle, by przetrwać na Niflin. Mogę ci pomóc opanować pare technik, jeśli tylko chcesz... - Powiedziałem to z kamienną twarzą, ale najwidoczniej wilczyca dostrzegła na niej lekki uśmiech i również się uśmiechnęła...

Od Tyksony C.D Shadow

- Ki-kim... - wyjąkała czarna wadera, ale basior zdołał przycisnął pazury do jej gardła.  Tyksona próbowała się ruszyć, ale była wykończona. Spojrzała na swoją łapę, która była wygięta pod nienaturalnym kątem. Była po tej całej gonitwie naprawdę zmęczona i nie miała sił bić się z obcym basiorem. Zamknęła oczy i rozpoczęła regenerację. Basior nie wiedział za bardzo co się dzieje i dlaczego łapa smolistej wadery nagle zajaśniała. Po kilku minutach, zrosła się i była jak nowa. Po krótkiej chwili wadera powiedziała twardym głosem do basiora, ukrywając to, że .. hmm... może, że jest słaba psychiczne? Że ma depresję? Basior nie wytrzymał i ugryzł waderę w szyję. Tyksona warknęła z bólu, chociaż dla niej nie był zbyt wielki. Po krótkim czasie powiedziała: - Jestem... Tyksona. Pochodzę z... odległej krainy. Jestem... - tutaj wadera przerwała, zastanawiając się co powiedzieć, ale po kilku minutach wyjawiła: - jestem przyjacielem. Sama nie wiem, czego szukam, ale na pewno nie kłopotów. Nic cie nie zrobię, ale bądź taki łaskawy i puść mnie. (Shadow?)

22 lut 2016

Od Shadowa Do Tyksony

 Wędrowałem po terenie Czarnych Drzew. Nic się nie działo. Cisza i tęsknota za towarzystwem. To wszystko mnie zmieniło. Ta wyspa... Samotność. Pewnie z takim charakterem nie mam nawet szans na zdobycie partnerki o ile taka by była. Ehh... co mi pozostaje niż włóczenie się samotnie. Usłyszałem trzask gałązek. Poczułem zapach wilka. A dokładniej wilkołaka... Ten sam który czułem pare dni temu. Pobiegłem w tamtą stronę. Po chwili zobaczyłem czarną waderę. Z mojego grzbietu zaczął się wydobywać dym, jak to mam w zwyczaju gdy rozpoczynam walkę. Wilczyca mnie zauważyła i spojrzała w dziwny sposób. Rzuciłem się na nią i przygwoździłem do ziemi. Próbowała się wyrwać ale na darmo.
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - Zapytałem wciąż przygniatając przeciwniczkę.