3 cze 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Wadera wpatrywała się sparaliżowana w księgę. W głowie jakiś głos jej podpowiadał: "To twoje znalezisko! On nie ma prawda dotykać! TO TWÓJ SKARB I TYLKO TWÓJ!" Coś ją opętało. Poczuła się naprawdę nieswojo. Z niewiadomego powodu rosła w niej nieopanowana furia. Jej oczy...stały się srebrne. Zaczęły płonąć. Tyksona nie zdołała się opanować. Skoczyła na basiora i zaczęła go szarpać. Wyrwała książkę i pobiegła. 
- TYKS! OPANUJ SIĘ! - zawołał za nią Shadow.
Tyks jednak odpowiedziała mu złowrogim śmiechem. Biegła dalej. Wybiegła wkrótce z budynku i stanęła na dworze. W pysku trzymała książkę. Otworzyła ją i zobaczyła swój "skarb". Mieniący się  zwój z magicznymi runami. Nie była sobą. Miała również wrażenie, że z koloru jasnoniebieskiego runy przemieniły się na czerwone. Były na nich chyba jakieś zaklęcie. Spojrzała w górę i powiedziałam głośno, a raczej wykrzyknęła:
- Fus ro dah! - na niebie zagrzmiało. Chmury momentalnie zmieniły położenie. Niebo zmieniło kolor z niebieskiego na szkarłatny. Po chwili coś uderzyło o ziemie. Tyksona zamknęła oczy. Przed nią stanęła wysoka wadera, z rogami na głowie. Jej sierść była czarna, a ona, tak jak Tyks, miała płonące, demoniczne oczy. Z niewiadomego powodu czarna wadera, zamiast uciekać, skłoniła się. Czyżby przywołała boga? A może był to demon? Na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć. Potężna wadera pogłaskała Tytanię po głowie i wyszeptała smutno:
- Daj mi swojej krwi. - nie był to rozkaz, to brzmiało bardziej jak prośba, tym bardziej, że wadera wyglądała wbrew pozorom naprawdę słabo. 
Miała ona podkrążone oczy, z pyska ciekła jej zielona ślina, głos miała jak staruszka. Mimo wszystko była na pewno godną przeciwniczką. Tyks postanowiła spełnić jej prośbę. Położyła głowę na ziemi i jednym, szybkim ruchem rozerwała swoją skórę. Na ziemię popłynęła strużka jej krwi. Teraz jej szyja była bardzo pokaleczona. Tytania podeszła do wadery i odsłoniła przed nią kawałek skóry. Nie czekając na nic "bogini" wbiła swoje ostre jak brzytwa kły do szyi bezbronnej Tyksony. Wadera przez moment znieruchomiała. Poczuła okropny jak cholera ból. Zamierzała wrzasnąć. Miała ochotę to przerwać. Zielona ślina kapnęła jej na łapę, a przy tym strasznie ją...poparzyła. Nie odważyła się jednak przerwać tego okropnego rytuału. Zbyt wielki lęk przez  istotą w  wilczej skórze. Później paraliż wszystkich kończyn. Serce tłukło jej w piersi jak szalone. Z oczu wypłynęły jej krwawe łzy, podobnie jak i z nosa, uszu, oraz z miejsca, w którym została zraniona. Po bardzo długiej, okropnej chwili obca wreszcie przestała ją torturować. Tyks padła bez życia na ziemię.
Gdy otworzyła oczy znalazła się w nieznanym sobie miejscu. Miała humanoidalną formę, czyli była obecnie wilkiem o ludzkiej budowie. Mogła chodzić na dwóch łapach, posiadała piersi jak kobieta, oraz <na szczęście> ubranie. Miała również długie, białe włosy jak w swojej ludzkiej "wersji". Oczy znowu były czerwone, na jej szczęście. Nie czuła się jak opętana. Była sobą. Obok niej stanął jakiś basior,również w humanoidalnej formie. Pysk miał jak szakal. W sumie był szakalem. Tytania bardzo interesowała się religią i mitami, wiec wiedziała, kto przed nią stoi. Anubis, bóg śmierci. Podał jej "łapę" i powiedział ciche: "Już czas". Tyks nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła być martwa! Wszystko jednak na to wskazywało. Po chwili obraz jej się zamazał. Zamkneła oczy i po chwili znalazła się znowu w wilczym ciele. Była na Niflin! Oddychała! Żyła! Spojrzała na zwój i otworzyła go. Runy były w swoim pierwotnym stanie. Czyżby to był sen? Po chwili jednak poczuła ból w łapie. Widniał na niej ślad po oparzeniu. Później spojrzała na szyję. Blizny po ugryzieniu. To jednak nie był sen. Kim  była ta istota, która ubłagała ją o swoją krew? Wstydziła się wrócić do wieży. Nie po tym, co zrobiła. Było jej wstyd. Tak bardzo i tak mocno wstyd...  Pobiegła więc przed siebie. Byle jak najdalej.
<Shadow, przepraszam za sporo opóźnienie.>

1 cze 2016

Od Artema Do Qamar

 Wędrowałem przez Niflin ze zwieszoną głową. Dookoła była cisza. Shadow był razem z jakąś waderą w twierdzy, a nikogo innego nie znałem. Myślałem na temat partnerki, rodziny... Jednak nie wydawało mi się, że cokolwiek mogę zmienić. Poduszki łap zapadały mi się w torfie, a zapachy mieszały się ze sobą po deszczu. Jednak jeden wybijał się nad innymi. Zapach wadery. Ruszyłem pędem w stronę zapachu, co utrudniała mi wilgoć i pleśniejące liście. Miotałem się w lewo i w prawo. Niemal się poddałem kiedy usłyszałem szelest liści i trzask gałęzi gdzieś daleko. Ruszyłem w tamtą stronę jak najszybciej. Po chwili zobaczyłem we mgle wilka. Gdy byłem już bardzo blisko zahamowałem. Bezskutecznie. Łapy ślizgały mi się w błocie i uniemożliwiały zatrzymanie się. Zrezygnowany patrzyłem jak postać się zbliża. Po chwili rozległo się głośne "ŁUP!" i leżałem na ziemi czując pod sobą innego wilka. Podniosłem się szybko i podkuliłem ogon schylając głowę.
- Przepraszam, nie chciałem. To przez to błoto...
 W tym momencie spojrzałem na kogo wpadłem... Zobaczyłem brązową wilczycę, która od razu mnie urzekła. Miała w sobie coś, co wzbudzało zaufanie. Nie czekając na reakcję wadery zapytałem:
- Jak się nazywasz?...

<Qamar?>

Artem

Imię: Artem
Pseudonim: Samotnik - Ze względu na to, że nigdy nie może odnaleźć się wśród innych ludzi.
Płeć: Basior
Wiek: 20 lat
Klan : Błękitnej księgi
Żywioł: Wiatr
Moce: (Podobne do Shadowa. Oba wilki są moje i są braćmi)
       * Lot
 Artem nie ma skrzydeł, jednak kiedy wieje silniejszy wiatr lub jest mgła, może rozwinąć opierzone skrzydła. Może nimi unieść ciężar około 3 wilków. Kiedy używa skrzydeł gdy nie ma powyższych wymagań, kosztuje go to dużo energii.
       *Lord
                    Jest to umiejętność pozwalająca mu na przywoływanie zmarłych i demonów. Może on też dzięki tej umiejętności cofać się w czasie lub wybiec w przód, by sprawdzić na przykład przebieg wydarzeń. Lord kosztuje dużo energii dlatego rzadko go używa.

Charakter: Artem jest cichy i tajemniczy. Potrafi rozmawiać tylko ze swoim bratem i nikt nie zna jego charakteru oprócz Shadowa. Nie rozmawia z nieznajomymi chociaż czasem się to zdarza.
Lubi: Obserwować wilki i szczenięta.
Nie lubi: Tłumów oraz zbyt długiego hałasu
Boi się: Śmierci i tego, że gdy znajdzie swoją miłość zostanie odrzucony.
Rodzina: Shadow - Brat.
Zakochany w: Ma na oku brązową waderę.
Partner: Pragnie. Wie, że nie będzie wtedy samotny.
Potomstwo: Kocha szczenięta i ma nadzieję, że założy rodzinę.
Stanowisko: Samiec Beta i doradca Alfy
Jaskinia:
Historia: Nie chce o tym rozmawiać. Jedynie tym którym ufa


Kontakt: Howrse - Rikka Takanashi

Qamar

Imię: Qamar
Pseudonim: Ze względu na trudne do zapamiętania imię, inne wilki wołają na nią po prostu Q.
Płeć: Wadera
Wiek: 19 lat
Klan : Błękitnej księgi
Żywioł: Cień
Moce: Niewidzialność - w najgorszych sytuacjach, gdy Q nie ma już siły walczyć fizycznie lub psychicznie, jej ciało zaczyna tracić barwy i ostrość, by w końcu całkowicie rozpłynąć się we mgle.
Niematerialność - umiejętność dzięki której wadera potrafi stać się tak delikatna i nieuchwytna, że jej ciało zyskuje możliwość przenikania przez różne rzeczy typu drzewa lub skały, a nawet inne wilki.
Umiejętności alchemiczne - coś, co można zaliczyć jednocześnie do mocy, jak i umiejętności. Qamar potrafi rozpoznać różne zioła i mikstury wyłączne po ich zapachu czy konsystencji, a tworzenie nowych mieszanin przychodzi jej z niewyobrażalną łatwością.
Charakter: Q jest z natury bardzo nieufna. W przełamaniu tej słabości zdecydowanie nie pomagają jej zaniżone mniemanie o sobie, aspołeczność czy nieśmiałość.
No cóż, nie będę ukrywała, że trudno wpaść w łaski tej wadery.
Lecz są wyjątki, o których warto pamiętać.
Czasami Qamar upewniwszy się, że dany wilk jest godny zaufania, potrafi otworzyć się i wypuścić na zewnątrz dawno zapomnianą, radosną, pozytywnie nastawioną do życia Q.
Lubi: Samotne wieczory spędzone w jaskini z książką przed pyskiem. Najlepiej, żeby w tej samej chwili lał deszcz, lub co rusz na niebie rozbłyskiwały pioruny. Uczucie oderwane od szaleństwa, które ma miejsce tak blisko, a jednak jej nie sięga sprawia, że Q czuje się spokojna i bezpieczna.
Nie lubi: Zbyt dużych zbiorowisk, tłumu oraz wilków, które uważają się za lepsze od innych.
Boi się: Pająków, cierpi na arachnofobie.
Rodzina: Brak. Ojciec zmarł trzy lata po jej narodzinach, a matka odeszła rok później.
Zakochana w: Na razie nikim.
Partner: Wytrwale czeka na miłość, jednak ta nie przychodzi...
Potomstwo: Nie sądzi, by była na nie gotowa.
Stanowisko: Zielarz.
Jaskinia:
Historia: Za każdym razem, gdy Q przypomina sobie o przeszłości, jej oczy wypełniają się łzami.
Wadera za wszelką cenę stara się odciąć od tragicznej śmierci swojego ojca i matki, która cały rok opłakiwała swojego ukochanego by w końcu podjąć kroki mające na celu spotkanie się z nim w świecie zmarłych.
"Przeszłość zostawiłam za sobą, wolę żyć teraźniejszością" - powtarza za każdym razem, gdy ktoś wkracza na tereny tego tematu.
Kontakt: Howrse - Karolina5000

22 maj 2016

UWAGA!

Administrator nie ma na razie dostępu do komputera, wiec prosi, abyście wysyłali opowiadania i formularze do mnie:
girlsdarkwolf@gmail.com
(h) Fragonia
 (wystarczy przepisać formularz na howrse lub e-mail)

Lilly


Imię Lilly
Pseudonim ---
Płeć Wadera
Wiek 2,5
Klan Czarnych Drzew
Żywioł/żywioły. Magia
Moce: Przywołuje duchy (oraz demony), potrafi wykonywać każde zaklęcie jakie jest związane z mrokiem, lata bez skrzydeł
Charakter Lilly nie jest zbyt miła i przyjacielska. Nie pomaga nowo poznałym, a tym bardziej chłopakom. Lecz gdy ją bliżej poznasz, potafi być bardzo przyjacielska i miła. Jest dość... Hmmm... Tajemnicza i nie ufna. Jej głowa to wieczna tajemnica, która nigdy nie zostanie odgadnięta. Jest jedną wielką tajemnicą. Temperament tej wadery przypomina wulkan. I to dość spory wulkan. Jeśli ktoś naruszy jej prywatność... No cóż... Chyba każdy wie, co się stało z Pompejami... Prawda?
Nigdy nie ulega namową innej osoby, a w szczególności dziewczyn w jej wieku. One zawsze są głupie i zależy im tylko na chłopakach... Lilly taka nie jest. Oj nie! Nigdy taka nie była, nie jest, i nie będzie. Często ma ochotę się zamknąć w jaskini i już nigdy nie wyjść. Jednak zawsze, lub zazwyczaj, wychodzi i wita nowy dzień. No właśnie. I to kolejny kawałek jej skomplikowanego charkteru. Budzi się codziennie, w dzień w dzień o 4:00 nad ranem. Od kiedy pamięta, nigdy nie wstała wcześniej niż przed 5:00. Często lubi sobie rano, kiedy wszyscy śpią, polatać. Czuje się wtedy wolna i... I oderwana od świata. Warto wspomnieć, że jest ogromną marzycielką. Kocha marzyć... Marzy o wszystkim i o niczym. Myśli zawsze logicznie, i jest jedną z nielicznych, którzy najpierw myślą a potem robią. Nie cierpi, wręcz nienawidzi cał ąsobą, gdy ktoś mówi o niej złe rzeczy, lub kłamie na jej temat, czyli szyje jej buty. Ma ochotę mu tak... No... Dowalić, żeby się nigdy nie pozbierał. Warto dodać, iż Lilly jest bardzo wybuchowa. Oj tak... I to bardzo...To tylko malusieńki fragment jej rozbudowanego charakteru, lecz chyba wszystko, co potrzebne, jest napisane.
Lubi: Latać, marzyć
Nie lubi: Nowo poznanych
Boi się: Hmmm... Na pewno czegoś tak. Ale jeszcze nie wie czego. Rodzina Nie pamięta Zakochana/y w: ---
Partner ---
Potomstwo: Eee.... Nie
Stanowisko Trener wilków w kierunku Wojowników
Jaskinia - Link 
Historia Lilly urodziła  w watasze wilków... No właśnie. Nazwy nie pamięta. Pamięta tylko ogień, ludzi, i umierającą rodzinę. Była malutkim szczeniaczkiem, kiedy sama zamieszkała w lesie. Dzięki temu jest bardzo samodzielna i zdana wyłącznie na siebie. Magii zaczęła się uczyć od samych początków jej istnienia. Nie wie, kiedy to się stało, ale widziała duże... Hm... Osobniki. Większe od niej samej. Poruszały się na dwóch nogach i miały dwie ręcę. Oczywiście jako malutki szczeniak bała się ich i zaczęła uciekać na ślepo. Nie patrząc gdzie idzie, spotkała jaskinie. Był tam stary wilk. Porozumiała się z nim, i dowiedziała się ,że jest nauczycielem magii. Oczywiście wilk zaczął trenować Lilly w magii. Była bardzo zdolna i po około dwóch próbach już umiała to zaklęcie. Tam dorastała. Pod opieką starego wilka, który nazywał się Moon, nauczyła się każdego możliwego zaklęcia. Był dla niej jak ojciec. Lecz pewnego dnia, gdy wybrała się na polowanie, wróciła. Zastała spaloną jaskinie i półmartwego Moona. Szepnął do niej dwa słowa: "Wataha, Dom". Głókowała nad tymi słowami ponad kilka dni, bo wiedziała, że Moon mówił wieloma zagadkami. Wreszcie zrozumiała te słowa. Musiała pozmykać watahy.
Kontakt (nazwa): .Legolas Na: Howrse

11 maj 2016

Od Shadowa Do Tyksony

 Shadow obserwował jeszcze chwilę waderę. Coś mu nie pasowało, jednak musiał zająć się jej treningiem. Ruszył w kierunku zachodniej części zamku. Zeszli po wilgotnych, zapleśniałych schodach do piwnic i szli długo w ciemności. Dotarli do dużej sali. Były w niej różne przydatne przedmioty do nauki walk, magii itp.
- Super! - Westchnęła wilczyca i zaczęła oglądać wszystko co tylko zobaczyła.
 Shadow wykorzystał okazję. Sięgnął do torby i wyciągnął dużą księgę, którą zaczął przeglądać. Szukał coś na temat problemu swojej towarzyszki jak i tajemniczych umiejętności. Jedna strona była wyrwana... Jedna z magicznych. Można je odczytać jedynie kiedy zna się na magii na poziomie wyższym. Spojrzał na Tyks znad książki. Zrobiło mu się ciężko. Nie powinien aż tak bardzo związywać się z tą wilczycą... Znowu zrobi komuś krzywdę a poza tym, na pewno wcale się nim nie interesuje... Przynajmniej będzie mógł szybciej wycofać się z tego... Jednak czuł, że nie może oderwać oczu od szczęśliwej, smolistej wadery, a tym bardziej nie może jej zostawić.
- No dobra! - Krzyknął a jego towarzyszka była już przy nim. - Zaczniemy od... Od... - Nie miał nastroju uczyć ją teraz walki. - Od magii.
- Oh.. Super - Stwierdziła Tyks, a Shadowowi nie mógł umknąć wyraz zawodu na jej twarzy.
- Ah no dobra, chwyć za miecz. - Powiedział ze skwaszoną miną.
- Tak!!! - Krzyknęła prawie jak szczeniak i chwyciła wielki miecz który najbardziej ją interesował.
- Niestety, ale ten miecz do ciebie nie pasuje. Jesteś zbyt delikatna i drobna na takie miecze... Może... - Ruszył do mieczy i zamyślił się - Albo sztylety, albo mniejszy zwykły miecz. Wybierzesz po paru dniach nauki. Teraz masz ten - Rzucił w jej stronę ostrzę. Złapała je z łatwością - Świetnie! Tutaj, walczy się inaczej niż tam skąd pochodzisz. Stań pewniej... Dokładnie tak. Rozstaw jeszcze trochę nogi. - Poczekał po czym popchnął waderę. Przewróciła się, ale od razu wstała. - Ahh zamknij oczy i wyobraź sobie silne drzewa, głęboko zakorzenione w ziemi. - Po czym przesunął jej nogi tak, by stała pewnie na ziemi. - Otwórz oczy. - Znów poczekał i popchnął ją. Jednak tym razem nie udało mu się. Stała pewnie na ziemi i wyglądała na zadowoloną. - Świetnie. - Pochwalił ją, po czym chwycił za wielki szeroki miecz. Wilczyca wzdrygnęła się - Nie będziesz walczyć ze mną. Pod ścianą, stoją przeznaczone do tego manekiny.
                             ***
 Gdy tylko zademonstrował jej wszystkie przydatne uderzenia i pozostawił ją żeby ćwiczyła, wrócił na górę i zaczął przeszukiwać książki. Do ćwiczącej wysłał kruki.
***
 Był już wieczór kiedy sięgnął po zieloną książkę ze złotym napisem: ,,Okrążyć Świat". W tym momencie do komnaty weszła Tyksona...

<przepraszam, że tak długo ale mam mało czasu. Będę odpisywać w miarę możliwości. :)  >

30 kwi 2016

Od. Tyksony do Shadowa



Zarumieniłam się na słowa Shadowa. Był poniekąd naprawdę uroczym basiorkiem. Spojrzałam na kruki jeszcze raz i odeszłam powolnym krokiem do komnaty. Światła rozświetlały pomieszczenie. Było jeszcze jasno, a ja nie czułam zmęczenia. Nie było sensu się kłaść. Poza tym, chciałam trochę zbliżyć się do tajemniczego Alphy. Zapytałam wiec, wiedząc, że za mną stoi basior:
- Od jak dawna... - nie zdążyłam jednak dokończyć.
Coś huknęło. Echo rozchodziło się po komnatach jeszcze przez długi czas. Shadow nie zważając na mnie wybiegł pędem z komnaty. Westchnęłam tylko. Jaka szkoda, że tak szybko nie potrafię biegać. Ale chętnie bym sobie kości rozprostowała. Choćby tak dla zabawy. Ale miałam ochotę z kimś stoczyć pojedynek. Nie jestem przecież jakąś bezbronną ofiarą, która przestraszy się byle przeciwnika. Ruszyłam mało pośpiesznym krokiem w stronę hałasu. Nie był to jednak demon, czy jakieś inne dziwne stworzenie, co troszkę mnie zasmuciło. Był to tylko stłuczony wazon, a nad nim latał kruk. Rozpoznałam go.Jay.
- Ech.. jakie ciężkie są w tych czasach wazony *kra*! - powiedział ze złością.
Uśmiechnęłam się. Chciałam posprzątać wazon, ale zauważyłam coś wystającego z pomiędzy resztek. Coś jakby zwój. Otworzyłam go. Chyba był magiczny. Dlaczego tak pomyślałam? Wystarczyło spojrzeć na runy. Mieniły się niczym kamień szlachetny. Zmieniały również położenie i latały w powietrzu, a ja, jak zahipnotyzowana, wpatrywałam się w nie.  To był naprawdę piękny widok. Po chwili do pokoju wbiegł Shadow. Co on sie tak ślimaczył? Nie zdążył jednak zauważyć zwoju. Powiedział tylko:
- Złapaliśmy marę. Jesteś bezpieczna.
Skinęłam głową i ukryłam zwój. Widział to Jay, ale kiedy tylko chciał powiedzieć to basiorowi, ja kłapnęłam cicho szczękami i kruk uspokoił się. Na jego szczęście. I tak nie lubiłam tego durnego kruka. Miałam z nimi złe doświadczenia w przeszłości. Z Lui była w stanie sie dogadać, ale Jay jej nie pasował. Shadow wyszedł z pomieszczenia, a ja powiedziałam do Jaya:
- Błagam, nie mów o tym Alfie!
Kruk tylko wydał z siebie warkot. Prawdopodobnie śmiech. Jednak Tyks wcale nie było do śmiechu.
- Powiem mu.
- Nawet sie nie waż! Walczyłam z gorszymi od ciebie! - warknęłam i odsłoniłam kły.
Kruk zamilkł i przysiągł mi, że nie powie. Przysięgi nikt nie łamie, więc byłam spokojna. Nie to, że nie ufałam, czy nie lubiłam Shadowa, ale pragnęłam w końcu zrobić coś bez niego. Nie jest moją matką, żeby aż tak sie o mnie troszczyć. Gdyby naprawdę coś było złego w tym zwoju, powiedziałabym mu. Z jednej strony zwój był dobrze ukryty, wiec musiał być cenny. Mógł też pomóc mi. Ale mógł też zawierać w sobie moc godną bogów. A taka moc mogła mi pomóc w wielu rzeczach. Na przykład? Mogłam sama siebie uleczyć, mogłam pokonać te straszne istoty.. kto wie, czy nie stałabym sie bohaterką? Shadow dowiedziałby się, że nie jestem szczenięciem. Po chwili usłyszałam głos alfy:
- Idziesz na trening?
- Już już! - powiedziałam i schowałam zwój do księgi pod tytułem: "Okrążyć świat". Nie mogłam sie już doczekać treningu.

14 kwi 2016

Od Shadowa Do Tyksony

Było ciemno, cicho i zimno... Na futrze wyraźnie było czuć wilgoć. Shadow otrząsnął się niecierpliwie i wbił wzrok w ciemność. Po chwili rozbłysły światła. Czarny wilk zmrużył oczy i podkulił ogon. Wyczuł obecność "wyższych". Powoli szedł korytarzem który teraz był idealnie widoczny. Był ogromny i szeroki. Po bokach co jakiś czas były wgłębienia w których stały trony. 6 po jednej i po drugiej stronie. Na samym końcu, ledwo z resztą widocznym, stały 2 wielkie figury... Shadow posuwał się powoli na przód, uważając, by nie narobić hałasu. Jego pazury skrobały cicho po kamiennej podłodze, a echo niosło je daleko... Gdy dotarł do końca, a wydawało by się, że minęły wieki, stało się coś niespodziewanego. Jedna z figur przedstawiająca wilka, z okiem zakrytym prowizorycznie bandażem i oderwanym uchem, poruszyła się. Oderwała nogi od podłoża i rozciągnęła się, jakby przebudzona z długiego snu. Otrząsnęła się z kurzu, który osiadł po, prawdopodobnie, wielu latach trwania w bezruchu. Teraz figura, pomijając to, że jest z kamienia, wyglądała jak żywa. Skłoniła się przed mniejszym o parę dobrych metrów Shadowem i powiedziała głosem który wypełnił ciszę w korytarzu i mocno zapadał w pamięci.
- Shadow... Syn Argona...
- Zgadza się... - Odpowiedział niepewnie i podkulił ogon kładąc po sobie uszy.
- Nie podoba mi się, że taki strachliwy pies jak on do nas przemawia. - Teraz Czarny wilk zdał sobie sprawę, że sąsiednia figura również ożyła i zdumiał się również, gdy zauważył, że to figura człowieka... Osłupiały usiadł ciężko na ziemi i wytrzeszczył oczy. 
- Pamiętasz, jak sam legendarny Luu przyszedł do nas po raz pierwszy? Trząsł się tak samo jak on... I był zwykłym wilkiem. Chociaż po wizycie u nas wiesz co się stało... A nie możemy winić tego wilka o to, że zdumiewa go nasza potęga i władza...
- I to, że jest potomkiem tego zapchlonego kundla! - Krzyknęła kobieta i odwróciła głowę zakładając ręce. 
- Luu... Jestem... Potomkiem Luu? - Shadow warczał cicho pod nosem. 
- Tak. Jak wiesz Luu, jako iż był zwykłym wilkiem, nie będzie żył wiecznie. Kiedyś dobiegnie koniec jego panowania...
- A ty go zastąpisz! - Powiedział nowy głos. Wilk odwrócił się. Za nim stała kolejna figura. Kota. Ogromnego Kota. Rozpoznał w niej swoją patronkę. 
- Lilia!
- Zgadza się Shadow. - Mruknęła przyjaźnie, a widząc, że kobieta stojąca obok pierwszej fugury, chce dodać coś obraźliwego, fuknęła na nią i odsłoniła kły. - A tobie, droga Dakoto, władza już do końca uderzyła do głowy!
- Jak śmiesz! - Krzyknęła i rzuciła się na pumę. W tym momencie pomiędzy nimi stanął Shadow. Pomimo, że był o wiele mniejszy od nich, warczał na Dakotę. - Parszywy kundel! - Dorzuciła i odwróciła się. 
 Ze ścian wyszły kolejne zwierzęta: Lis, niedźwiedź, kuna, Gryf i jaszczurka. Głośno chwaliły smolisto czarnego wilka. 
- Widzisz, Dakoto. On ma poparcie! Jesteś sama. A ty, Lacharze, po czyjej jesteś stronie? - Zapytał Lis który zbliżył się do pumy i pieszczotliwie liznął ją w ucho.
- Ja, moi drodzy, nie popieram nikogo dopóty dopóki nie zobaczę czynów owego osobnika.
- Pff! Chyba nie będziesz go popierał tego... Tego... Tego pchlarza! Zapoczątkowałeś rasę zmiennokształtnych, wilkołaków i pojednałeś wszystkie inne rasy! Mój drogi, myśl racjonalnie.
- Myślę i zdecydowałem. Shadow, udowodnij nam, że na to zasługujesz, a wstąpisz na tron po Luu. W ten czas... Jedna księga w zamkniętej wierzy, nie rzuca światła tam gdzie leży. Da ci odpowiedź i da ci wiedzę dzięki niej, dostaniesz umiejętności Kuio.
- Shadowie, twoja ukochana cię wzywa. Wróć do niej i dopilnuj by nauczyła się wszystkiego co musi znać czysty wilk. Następnym razem, przyjdzie tu z tobą...
- Ale.. Ona nie jest...
- Shadow, wiem co czujesz w głębi serca. - Puma ciągnęła dalej i trąciła go nosem - Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...



  Nagle obok niego pojawił się kruk. Zdumiony Shadow obejrzał się dookoła. Korytarz zniknął, a wraz z nim figury i chłód. Obok niego leżały dwa, przypominające diamenty kamienie. Oba czerwone. Wilk wziął jeden ostrożnie do pyska i odwrócił się do kruka. Trzymając w kamień przemówił z głębi gardła.
- Jay, weźmiesz drugi kamień? - Ptak pokiwał głową i wziął kamień w swoje szpony.
 W tej samej chwili do środka wleciała Lui. Skrzecząc i machając skrzydłami. Wyciągnęła nóżkę do przodu z przyczepionym listem.
- Potrzymaj! - Rzucił kamień do ptaka który wylądował na jego grzbiecie a kruk upadł pod jego ciężarem i zaskrzeczał żałośnie. Wilk przeczytał list z mocno bijącym sercem.
- Takie sytuacje wywołuję towarzystwo mary! Błagam, żeby tylko nie zasnęła ponownie.
 Wilk ruszył co sił w nogach do wieży a za nim szybowały ptaki niosące kamienie. Shadow obrócił głowę w  stronę horyzontu. Było już widać słońce a do zamku nadal spory kawał drogi. W tym momencie postanowił bardzo odważną rzecz. Polecieć podczas dnia. Rozwinął skrzydła które wyglądały na mętne i bardzo osłabione. Zamachał nimi i już leciał nad lasem. Z daleka było już widać śnieżno biały zamek.
***
Gdy opadł na schodach wbiegł po nich walcząc ze zmęczeniem. Ruszył przez plątaninę korytarzy i komnat. Po pewnym czasie dotarł do pokoju Tyks. Drapnął drzwi łapą i popchnął je. Wbiegł do środka przepełniony strachem. Z ulgą stwierdził, że wilczyca stoi obok okna i odwróciła się gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi.
- Shadow!
- Tyks! Wszystko w porządku? - Podbiegł do niej i polizał ją po uchu. Wtulił głowę w jej futro i westchnął, a po chwili gdy się opamiętał i zrozumiał co robi, zrobił parę kroków w tył. W tym momencie przypomniał sobie słowa swojej patronki: Nie ukrywaj swoich uczuć przed innymi, a przede wszystkim przed samym sobą...
 Wilk zwiesił głowę i chcąc szybko zająć czymś waderę zaczął mówić:
- Gdy tylko otrzymałem twój list przyleciałem tu w obawie...
- Przyleciałeś?! Za dnia?
- W obawie, że jest tu mara. Ona pobudza takie myśli i często o nich przypomina. Jak tylko ją znajdziemy, zajmiemy się twoimi lekcjami...
- Lekcjami? Jakimi lekcjami?
 W tym momencie na parapecie usiadły ptaki kładąc kamienie obok siebie i wpatrując się w wilki. Wadera podskoczyła gdy Lui wypowiedziała te słowa:
- Lekcjami które przygotują cię do odwiedzin w komnacie bogów.
- Właaaśnie! *kra* Teraz jesteś zwykłym kudłatym i głupim stworem! *Kra*
- Czy one..?
- Mówią? Tak. Chociaż dziwne, że w twojej obecności.
- Możecie poszukać mary? Kręci się gdzieś tutaj i powoduje przykre myśli.
 Kruki zgodnie pokiwały głowami i wyleciały. Odlatując Lui powiedziała:
- Musisz oduczyć się krakać. To za niskie jak dla nas a ty nadal to robisz. Po 682. latach...!
- Chodź. Idziemy do biblioteki. Znajduje się w wieży i jest tam księga, która doprowadzi mnie do zdobycia umiejętności Kuio... I mam nadzieję uratuje ciebie.
***
Po paru minutach stali już przed drzwiami. Były zamknięte. Shadow próbował je rozbić, ale nic z tego. Chroni je magia...
- Magia! - Shadow wypowiedział słowa w nieznanym języku a drzwi uchyliły się. - Nie myślałem, że ten język jeszcze mi się przyda.
 Weszli do środka. Czarny wilk od razu rzucił się na regały i wyciągał księgi. Pamiętał, że tamta nie ma cienia, ale jaka księga go nie ma?! Niewidzialna? Jak szukać czegoś czego nie widać. Z wyrzucania książek na ziemię wyciągnął go spokojny acz zadowolony i zaciekawiony głos
- Tutaj jest księga, ale jest dziwna bo lewituje i wygląda jak hologram. - Shadow rzucił się do Tyks i zawył ze szczęścia.
- To ta księga. Dziękuję. - Polizał waderę po policzku i otworzył zakurzoną książkę. Przerzucał strony po stronie aż w końcu zamknął ją i spojrzał na towarzyszkę. Nie będę trenował dopóki ty nie nauczysz się wszystkiego co potrzebne. Jutro zajmiemy się pierwszą lekcją, czyli magią i walką. Tej nocy będę ci towarzyszyć w komnacie, dopóki kruki nie wypędzą mary...
 Zbliżył się do wilczycy i spojrzał jej w oczy.
- Znaczysz dla mnie o wiele więcej niż ci się może wydawać i nie pozwolę by coś ci zagrażało...

<Trochę długie ale mam nadzieję, że się spodoba. Liczę, że szybko dostanę odpowiedź : ) >


12 kwi 2016

Od. Tyksony c.d Shadow



Wiatr zawiał i zrobiło się zimno. Do oczu napłynęły waderze łzy. Sama nie wiedziała, dlaczego. Prawdopodobnie bała się. Ale czego? Tego, że Shadow sobie nie poradzi. Od kiedy ona martwiła się jednak w ogóle o kogokolwiek? Chyba od poznania swojego dawnego mentora. Pokochała go, a teraz jego już nie ma. Usłyszała ciche mruczenie. Odruchowo wystała i zaczęła warczeć. Był to jednak tylko jeden z kruków. Wadera odetchnęła z ulgą, po czym położyła się na miękkiej posadzce. Od kiedy kruki mruczą, zadała sobie to pytanie, jednak nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. Położyła się i czekała cierpliwie na sen. Jednak, nie przychodził.
---
A kiedy wreszcie wadera zasnęła, to co się wtedy wydarzyło, nie można było nazwać snem, ale koszmarem. Była na polanie, polanie, która płonęła. Ogień z każdą sekundą stawał się coraz większy i zaczął rozprzestrzeniać się po całej polanie. Polana była naznaczona krwią przeciwników Tyksony. Wszędzie leżały zgniłe już wilcze ciała. Wadera poruszyła się niespokojnie. W powietrzu aż cuchnęło od śmierci. Tyks nigdy nie lubiła mordować, ale kiedy tylko zaszła taka potrzeba, była gotowa stanąć do walki i zamordować w imię sprawiedliwości. Nie bez powodu w dawnym klanie nazywano ją Demonem Sprawiedliwej Śmierci. Tyks rozciągnęła się. Ogień zamknął waderę w kole. Nie wiedziała, co ma robić. Nie potrafiła latać! Nie miała skrzydeł i nie potrafiła ich wytworzyć. Nagle coś odepchnęło ją na bok  i wadera wylądowała na samym środku polany, z dala od ognia. Wilk, który ja odepchnął, zaczął płonąć i rozpaczliwie wyć. Wadera chciała mu pomóc, ale... nie potrafiła. Stała w miejscu i wpatrywała się w jego płonące ciało. Zamknęła oczy. Pojawiła się w ludzkim szpitalu. Jej stara wataha! Pamiętała ten okropny dzień! Przeteleportowało ją do innego wymiaru, wraz z jej przyjaciółmi, w tym z jej ukochanym. Roar siedział przy łóżku z czarną waderą. Pamiętała tę przygodę..  Było to okropne doświadczenie, a zarazem takie wspaniałe! Wilk spojrzał smutno na drugą Tyks, która leżała połamana na łóżku, i na dodatek miała problemy z oddychaniem. Mistrz pilnował czujnie uczennicy, ażeby nic złego już ją nie spotkało. Wadera miała na brzuchu chyba ze sto bandaży. Nic dziwnego. Oberwała od człowieka. Do szpitalnego pokoju nagle przybiegł Viper. Stary znajomy. Niezbyt lubiany przez Tyksonę basior. Wilk podszedł do Roara i powiedział:
- Niedługo przebiją sie przez osłonę. Portal nadal jest zamknięty. Nie możemy uciec!
Szary basior odwrócił sie w stronę Vipera i ze spokojem odparł:
- Dajcie nam czas. Tyks jest za słaba, aby atakować. Ludzka broń jest okropnym orężem mój drogi.
Wilk spojrzał wściekle na basiora, po czym odszedł. W tym momencie sen sie zmienił. Wadera siedziała obok Shadowa. Wtuliła się w jego miękkie futro. Wiedziała, czego chce. Ta chwila mogła trwać nieskończoność, dopóki do basiora podeszła jakaś obca wadera i powiedziała:
- Shadow, kocham cię.
Shadow wstał i odtrącił Tyks, która wylądowała na ziemi. Smolista wadera wpatrywała się w basiora, który podszedł do kompletnie obcej wadery i wraz z nią odeszli w stronę wodopoju, zostawiając Tyksonę samą. Jakby wadera nigdy nie istniała. Gdy tylko Tytania otworzyła oczy, spojrzała na kruka i przywołała go, po czym wyrwała mu pióro, przemieniła się w dziewczynę, wzięła pergamin i atrament i zaczęła pisać. Opisała szczegółowo swój sen. Wadera wierzyła, że każdy koszmar może oznaczać wydarzenia, które już niedługo mogą sie ziścić. Nie opisała tylko ostatniej części snu, dotyczącej Shadowa odchodzącego z jakąś obcą waderą. Gdy skończyła, przypięła pergamin do nóżki kruka i powiedziała:
- Lui, proszę.. zanieś to Alfie. Potrzebuję jego rady.
Kruk skłonił się i odleciał zostawiając Tyks samą.

28 mar 2016

Od Shadowa C.D Tyksona

 Wilk szedł wolno. Był wyczerpany i pragnął paść w cieniu i przespać cały dzień. Jego nogi drżały od ciężaru wilka, który teraz zdawał się być jeszcze cięższy. Czuł jak coś zaciska mu się na sercu i kotłuje w brzuchu kiedy patrzy na waderę i przypomina sobie co się z nią dzieje... Co się dzieje też z nim samym. Dzielnie doszedł do wilczycy która obserwowała złotego ptaka.
- Co to jest za ptak? - Zapytała a jej oczy błyszczały z zaciekawienia.
- Wydaje mi się, że to feniks. Jeśli mam rację, masz szczęście, że go zobaczyłaś. Na całym Niflin zostały 4... - Powiedział łagodnie z lekką chrypką w głosie. Opadł na brzuch i położył głowę na łapach kładąc po sobie uszy. Woda chłodziła jego brzuch i początek pyska. Zamknął oczy i wsłuchał się w otoczenie.
- Niesamowite... - Westchnęła - Nie jesteś głodny? - Zmieniła temat spoglądając na zmęczonego basiora.
- Nawet jeśli, to nie mogę dzisiaj jeść. W nocy muszę udać się do świątyni niedaleko wieży.
- I nie możesz jeść? Dlaczego?
- Jeśli chcę połączyć swoje myśli z bogami, muszę być w pełni trzeźwy. - Nagle otworzył oczy, wstał i wciągnął powietrze z głową uniesioną wysoko do góry. - Musimy iść do wieży. Jest tam sporo jedzenia, więc nie będziemy tracić czasu na łowienie ryb.
 Wilczyca mruknęła i poszła za Shadow'em w stronę wieży. Po drodze zatrzymał ich głośny skrzek. Na plecach wilka wylądowały dwa wielkie kruki szczypiąc go pieszczotliwie.
- Jay! Lui! - Krzyknął z radością.
- Co to za ptaki?
- Moi dawni towarzysze. Dawno nie byłem w twierdzy i nie miałem z nimi kontaktu. Wiele wilków uważa, że są to bogowie. Żyją już długo i wcale nie widać, żeby się starzały. Mają zdolności jakich brak innym krukom! - Zadowolony zmrużył oczy - Przyjaciele, patrolujcie teren przed nami i ostrzeżcie, gdyby ktoś czyhał na nasz los. - Po tych słowach wzbiły się w powietrze i eskortowały dwa wilki.

***
Parę minut później dotarli do celu cali i zdrowi. Jay i Lui polecieli coś zapolować. Shadow i Tyks rozgościli się w twierdzy. Alfa zaprowadził wilczycę do jednej z komnat.
- To twoja sypialnia. Spędzisz tu całe 2 tygodnie więc mam nadzieję, że będzie ci tu przyjemnie. Ja muszę już iść do świątyni. Lui zostanie z tobą. Wystarczy tylko, że ją zawołasz. Jeśli będzie działo się coś ważnego, wyślij list. Ona już wie, gdzie mnie szukać. - Uśmiechnął się i wychodząc otarł się czule o futro wilczycy. Lekko przy tym zesztywniał, ale rozluźnił się gdy tylko wyszedł z komnaty. Szedł korytarzami aż do wyjścia. Słońce zalało białe schody i zbliżało się ku linii horyzontu. Basior westchnął i ruszył żwawo przed siebie.
***
Po zmroku siedział już w podziemiach świątyni. Podszedł do wielkiego błękitnego kamienia, położył się i oparł głowę na łapach. Był tak blisko skały, że dotykał ją nosem. Zasnął chwilę później...

Od. Tyksony c.d Shadowa

 (Dla klimatu <3)
Wadera pociągnęła nosem. To była forteca, nie wieża! Było tak pięknie i tak.. romantycznie! Słońce przyjemnie rozświetlało niebo. Tyksona poczuła się jak w raju! Do jej oczu napłynęły łzy. Uśmiechnęła się.
- Shadow, to jest prześliczne! To forteca nie wieża!
Basior zaśmiał się. Jemu zapewne również się tu podobało. Do "wieży" pozostał zaledwie kilometr. Wadera zeszła z grzbietu basiora i dokonała przemiany w wilka.
- Jeżeli chcesz, możemy tam pol.. - zaczął basior, ale wadera mu przerwała.
- Nie przemęczaj się. Dam radę, nie jestem przecież kaleką! - powiedziała i zeskoczyła z klifu, na którym wylądowali.
Basior westchnął tylko i poszedł za waderą. Był chyba czymś zakłopotany, ale Tyksona tego nie dostrzegła. Nadal maszerował raźnym krokiem, aż natrafiła na rzeczkę. Weszła do wody. Woda, przyjemnie ochłodziła jej ciało. Zobaczyła rybę i skoczyła na nią. Wgryzła się w jej łuski i zaczęła przeżuwać. Spojrzała na Shadowa. Wlókł się niemiłosiernie. Był chyba zmęczony lotem. Jednak młoda wadera nie przejęła się tym i grzecznie poczekała. Nagle usłyszała szelest. odwróciła głowę i zobaczyła ptaka. Był złoty, a jego piórka iskrzyły się i świeciły. Tyks spojrzała z zainteresowaniem na ptaka i zapytała Shadowa:
- Co to jest za ptak?
(Shadow? Wybacz zwłokę i takie krótkie opowiadanie)

11 mar 2016

Od Shadowa C.D Tyksona

 Znieruchomiał i obserwował kątem oka na wychodzącą waderę. Poczuł ciepło. Coś w nim jakby się przełamało. Jakby kamień, który przez te lata zbierał się i twardniał na jego sercu, teraz zaczął się łamać... Przez tyle lat żył w samotności, a teraz w jednym momencie coś się zmieniło... Niebo zaczęło się przejaśniać, a gwiazdy i księżyc które wstąpiły na niebo rozświetlały mokrą trawę, odbijały się od tafli wody i napełniały serca spokojem. Chociaż ten spokój zaczął się powoli wydawać... Zbyt spokojny. Futro Shadowa było zlepione krwią, a krople wody czuł wyraźnie. Strząsnął je zniecierpliwiony. Postanowił wyjść za waderą. Szedł spokojnie. Uważał by nie narobić hałasu i zachować ciszę taką jaka jest. Uwielbiał chwile gdy mógł iść gdziekolwiek i wsłuchiwać się w nią. Teraz jednak miał wyznaczony cel. Węszył i podążał za zapachem wadery. Jeden zapach go zaniepokoił. Zlewał się z zapachem wilczycy i krwią. Zapach należał do starego wilka... Prawdopodobnie próbował przedrzeć się przez dolinę Yon, a czary zrobiły swoje. Shadow ruszył najszybciej jak mógł. Łapy zapadały mu się w torfie a gałęzie i inne chwasty które leżały na ziemi boleśnie wbijały się w skórę. Nie zważając na to biegł coraz szybciej. W końcu dotarł nad jezioro. Zauważył Tyks i martwego wilka. Spojrzał na wilczycę pytająco, ale ona tylko pokręciła głową. Zbliżył się do niej i trącił nosem.
- Cokolwiek ma się stać, będę u twego boku i nie spocznę dopóty dopóki nie pomogę ci z chorobą. - Westchnął cicho i spojrzał na martwe ciało.
- Shadow... - Odezwała się po chwili i spojrzała Luu prosto w oczy. - Kiedy tu przyszedł zdołał tylko powiedzieć, że Uyru...
- Się zbliżają. - Przerwał jej i cicho warknął. - Najwidoczniej zaklęcie w północnych górach straciło na sile. Muszę je odbudować, ale najpierw udamy się do wschodniej wieży. Pociągnął za sobą Waderę i ruszyli w podróż. Prawdopodobnie jego towarzyszka nie wiedziała, że będzie to długa wędrówka. Nad rankiem byli zupełnie wyczerpani, a nie byli nawet w połowie drogi. Shadow zauważył, że do czasu kiedy pojawi się słońce, mają jeszcze sporo czasu. Podjął więc decyzję, która miała zaważyć nad całą wyprawą i ich bezpieczeństwem.
- Przemień się w człowieka - Nakazał.
- W człowieka? Dlaczego? 
- Mówię Ci. Zrób to. - Nie czekał długo. Chwilę późnej stała przed nim piękna dziewczyna. - A teraz usiądź mi na plecach i złap mnie mocno za kark. 
- Zaraz... Co? - Zdziwiła się, ale widząc minę basiora nie pytała więcej. Nie było problemu z proporcjami człowieka do wilka. Wilki mieszkające na Niflin zwykle są wielkości konia. Tak też było w przypadku Shadowa, chociaż można by było się kłócić czy nie był większy. 
- No, a teraz mocno się trzymaj. - Gdy tylko Tyksona to uczyniła, z jego barków wystrzeliła chmura czarnego dymu, a gdy się rozrzedził, było widać czarne skrzydła. - Gotowa? 
 Nie czekał na odpowiedź. Machnął skrzydłami i już lecieli nad lasem. Widoki były przepiękne. Słońce było już nad horyzontem gdy Luu wylądował. Usiadł na ziemi i ciężko oddychał. Lot za dnia nie jest przyjemny. Spojrzał na swoją towarzyszkę która z otwartymi ustami patrzyła w stronę wieży...
- I ty to nazywasz wieżą?!

9 mar 2016

Od. Tyksony c.d Shadow

Smolista wadera spojrzała ze smutkiem na basiora. Cały czas czuła ból. Rana zdołała się już zaklepać, ale problem tkwił tak naprawdę w jej sercu. Co kilka dni zdarzały jej się takie bóle. Każdy był jednak bardziej bolesny od poprzedniego. I trwał dłużej. Jeżeli wadera nie znajdzie lekarstwa, lub nie przejdzie przeszczepu, prawdopodobnie niedługo nastąpi zgon. Do oczu napłynęły jej łzy. Przemieniła się w człowieka i zaczęła cicho szlochać. usłyszał to odwrócony do niej plecami Shadow. Zastrzygł uszy i spojrzał na białowłosą. Poznał ją. Wiedział, że to ona. Zeskoczył ze skalnej półki i obwąchał ją. Ta przemieniła się znowu w wilka.
- Co się stało? - zapytał czule basior, a Tytania tylko odwróciła się do niego plecami.
- Moja kara. Moja klątwa. Mam problemy z sercem.
Shadow drgnął niespokojnie. Zapewne nie wiedział.  Tyks z niewiadomego powodu postanowiła mu zaufać i powiedziała cicho:
- Ja... ja zabiłam swoich rodziców, za to, co mi uczynili... Za to dostałam karę. Klątwa polega na tym, że często dostaję krwotoku wewnętrznego, przechodzę zawał, lub serce zwalnia swój bieg, a czasem nawet się zatrzymuje. Jeżeli nie znajdę leku... umrę.
Basior spojrzał na mnie ze współczuciem. Podniosłam się i powiedziałam cicho:
- Jeżeli nie chcesz takiej morderczyni w swojej watasze, to zrozumiem. Nie chcę być dla ciebie ciężarem czy kaleką. Nie chcę cię obciążać obowiązkiem zajmowania się mną.
Wadera wstała i zrobiła coś niespodziewanego. podeszła do Shadow'a i wyszeptała:
- Dziękuję. - po czym pocałowała go i odeszła jak najdalej od jaskini.
***
Była noc. Wadera położyła się obok małego jeziorka. Pragnęła pobyć sama. Odpowiada jej to. Nie potrafiła zamknąć oczu w obawie, że zaraz ktoś ją zaatakuje. Bacznie obserwowała staw. Nagle usłyszała szelest. Już miała skoczyć na obcego, kiedy zorientowała się, że to stary, schorowany wilk. Dodam tylko, że kiedy usłyszała, że ktoś się zbliża, w głębi duszy marzyła, aby był to Shadow.  Co ciekawe.. poczuła coś do niego. To uczucie czuła również, kiedy był z nią Roar. Spojrzała na starca, który wychrypiał:
- Uryu! Ratuj się! Nadchodzi! - po czym padł martwy.
(Wróciłam! ^^)